A My?

Wyjaśniając ideę Boga nie sposób nie zadać sobie pytania kim zatem my jesteśmy? Skoro On istnieje i możemy go doświadczyć jak zatem mamy rozumieć nas samych i otaczających nas ludzi.

Czym jest doskonałość? Jak podają słowniki: doskonałość to stan lub efekt w swej istocie bezbłędny, bezproblemowy, całkowicie zadbany i dopracowany w każdym szczególe. Bóg jest zatem doskonały, a jego doskonałość (z naszego punktu widzenia) możemy doświadczyć w stanie najwyższej cudowności. Stan idealny, bezbłędny. Doskonała miłość, doskonała radość, doskonały spokój, doskonała wolność. To możemy poznać. Czy zatem doskonałość mogłaby stworzyć coś, co doskonałe nie jest? Jeżeli mogłaby to nie byłaby już doskonała, ponieważ wyszłaby ze swojej doskonałości. Skoro może stworzyć coś doskonałego to po co byłoby tworzenie czegoś mniej doskonałego? Coś co byłoby niedoskonałe zaprzeczałoby jego doskonałości. Jeżeli Bóg jest doskonałą miłością to chce, by każde jego stworzenie również podzielało ten stan. Czy chciałoby, aby jego twór był niedoskonały i cierpiał z tego powodu, skoro On sam jest doskonałą miłością. Doskonała miłość kocha doskonale to, co stworzyła, a zatem skoro jest doskonała to „chce” doskonałości dla wszystkiego co stworzyła. Chce, by każde jej stworzenie podzielało doskonale jego doskonałą miłość.

Jeżeli Bóg jest doskonały to czy mógłby jedną ze swoich części stworzyć jako lepszą od innej części. Wtedy nie byłby doskonały. A skoro jest doskonały to każde z jego „dzieł” jest doskonałe i jest równe innej części. W tym zawiera się przecież pojęcie doskonałości, czyli nic dodać nic ująć, produkt powtarzalny, bezbłędny.

Wiele obecnych nauk kościoła katolickiego mija się z prawdą, ale w tym akurat aspekcie tak nie jest. Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo. Oto idea, którą pewnie każdy z nas słyszał. A dokładnie, Bóg stworzył nas takimi jak On sam jest. Nie tylko podobnymi, takimi samymi. Co napisałem na początku, skoro jest doskonały, to każda jego część, stworzenie również jest doskonałe. My jesteśmy jego częścią (lub jak kto woli jego dziećmi). Każdy z nas, każdy z twoich braci jest częścią Boga. Jesteśmy doskonali. Jesteśmy prawdziwym szczęściem, prawdziwą miłością, radością, wolnością, spokojem. Wszystkim co najpiękniejsze, ponieważ jesteśmy jego częścią, jego dziećmi. I niezależnie od tego, jak to obecnie postrzegasz, każdy z twoich braci, każdy człowiek jest taką samą częścią Boga jak ty. Ani nie lepszą, ani nie gorszą. Jesteśmy sobie równi pod tym względem. Nie możemy być lepsi, bo czy może być coś lepszego od doskonałości? Jedyne co nas różni to to, na ile jesteśmy tego świadomi, czyli jak daleko zaszliśmy w naszej nauce, ale obojętnie od tego, czy jesteśmy w niej biegli, zaawansowani czy dopiero startujemy, jesteśmy sobie równymi, względem Boga. Każdy z nas jest obdarzony Jego bezwzględną, doskonałą miłością.

Możesz myśleć o tym w kategoriach bluźnierstwa religijnego. Jednakże, gdy odrzucisz lęk, gdy otworzysz umysł i odsuniesz na chwilę to, co inni każą ci myśleć zobaczysz w tym całą logikę. Jesteś tym samym co Jezus, tym samym co Budda, co Kriszna, co Laozi, co Mojżesz i inni oświeceni bracia. Bóg stworzył wszystkich równym sobie. Pomyślmy o tym, jak mylnie uczy kościół. Z jednej strony podaje, że Synem Bożym jest Jezus Chrystus, był na Ziemi, a teraz zasiada w Niebie. Był Synem Boga na Ziemi. Gdzie indziej podaje, że my wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi, że to nasz „Ojciec Niebieski”. I to jest prawda. Dlaczego przy tym uważa za wielkie bluźnierstwo, gdy ktoś chce „zrównać” się z Jezusem? W ocenie Boga, zarówno ty jak i Jezus jesteście tym samym, bo zarówno on jak i ty jesteście jego częścią. Przecież i Jezusa nazwano Synem Bożym, jak również nas nazwano dziećmi Bożymi. Skoro Bóg jest doskonały to czy mógłby (co napisałem wcześniej) stworzyć różne dzieci? Nie, stworzył nas równymi.

Dlaczego zatem uznawać to za bluźnierstwo, dlaczego się tego bać? A ten właśnie strach, ta obawa nazwaniem siebie tak wielce powoduje, że sami wypaczamy prawdę. Jesteśmy tacy jak Jezus, tacy jak Budda i inni. Jedyną różnicą jest tylko nasz postęp w uświadomieniu sobie i przyjęciu za prawdziwe tego kim jesteśmy. Boimy się tego, bo jesteśmy mylnie nauczani. Choć Bóg nas docenia, my nie doceniamy siebie. Tak, jesteś ukochaną częścią Boga. Jezus też nią jest. Jezus był normalnym człowiekiem (takim jak ja czy ty), który w pewnym momencie swojego życia uświadomił sobie całą prawdę i przyjął ją, odrzucając wszelki fałsz, który stał pomiędzy nim a prawdą. Uświadomił sobie kim naprawdę jest, a kim nie jest. Uświadomił sobie kim są jego bracia. Uświadomił sobie, że jest częścią Boga i że każdy człowiek nią jest. Przyjął zatem swoją doskonałość i naucza innych, że również są doskonałością. To nie Bóg stał się człowiekiem, tylko człowiek uświadomił sobie, że jest Bogiem. To, co zniekształca twój obraz jest twoja wiara w małość, w bycie niedoskonałym.

Ty nie możesz być niedoskonały, bo jesteś stworzony przez Doskonałego, a jak napisałem wcześniej, Doskonały tworzy doskonałe. Nie możesz wybrać między byciem doskonałym a niedoskonałym. Ty tylko śnisz o tym, że jesteś niedoskonały, będąc w prawdzie doskonałym. Ty tylko w to wierzysz, tracąc prawdę sprzed oczu, ale nawet, gdy ją tracisz, gdy tego nie postrzegasz, nadal jesteś w jego oczach doskonały. I nic tego nie zmieni. To tak jak z twoimi snami, stąd porównanie tego do snu, tak, abyś mógł to zrozumieć. Możesz w swoim śnie wierzyć, że jesteś np. kotem, ale sen nie może zmienić prawdy tego, że poza snem jesteś człowiekiem. Nie wiem jak bardzo sen zdawałby się być realnym to i tak nie staniesz się kotem. Twoje życie jest jak taki sen. Wierzysz w coś, co nie istnieje, w coś co zachodzi jedynie w twojej fantazji, w twojej wyobraźni, ale naprawdę, jesteś kimś innym.

Na zawsze jesteś doskonały, taki jak On, bo jesteś jego częścią. Ty tylko możesz śnić o tym, że jesteś niedoskonały, możesz odrzucać prawdę o sobie i swoich braciach i widzieć coś, co jest fałszem. Nie zmieni jednak to faktu kim jesteś i kim będziesz zawsze. I właśnie to robisz, śnisz cały czas. Śnisz i wyobrażasz sobie coś czym nie jesteś. Twoje życie jest jak sen, sen o byciu niedoskonałym, oddzielnym od Boga.

Tak właśnie siebie widzisz i tak widzisz swoich braci, jako niedoskonałymi. Gdy spojrzysz na to, co widzisz obecnie, co postrzegasz, nic nie wydaje się być doskonałe. Myślisz sobie jak te ciało może być doskonałe, te ciało, podatne na choroby, podatne na atak. Jak ten umysł, który lęka się, który atakuje może być doskonały. I zaprawdę tak jest. Nie myl doskonałości z tym, co obecnie o sobie sądzisz, z tym, co jak myślisz jesteś. To nie jest doskonałe, to sen o niedoskonałości. Ty nie jesteś taki, jakim siebie obecnie postrzegasz.

Nie jesteś ciałem. Ciało, które widzisz i które odczuwasz jest jedynie twoim wytworem, jest iluzją. Jest twoim ograniczeniem, które nałożyłeś na siebie, by widzieć siebie niedoskonałym. Inne ciała są również ograniczeniem, które nałożyłeś na swoich braci, by nie widzieć ich doskonałości. Ograniczyliśmy swoją wielkość, swoją doskonałość do tego, co w naszym umyśle wytworzyliśmy i wierzymy w to, że tym właśnie jesteśmy. Samo ciało nie jest ani dobre, ani złe. Prawidłowo postrzegane jest jedynie narzędziem komunikacji. Niestety, ale uwierzyliśmy, że te narzędzie jest nami samymi.

Przypomina mi się film o tytule Surogaci, w którym główną rolę grał Bruce Willis. I to przypomina trochę naszą sytuację. Wcielamy się w pewien rodzaj awatarów przy czym zapominamy o tym, że jedynie się w nie wcieliliśmy. Pomyliliśmy czym naprawdę jesteśmy, zapomnieliśmy już. Nie pamiętamy prawdy. Cała nauka polega na tym, abyśmy przypomnieli sobie kim naprawdę jesteśmy. Na nasze szczęście, żadne zagrożenie nam nie grozi, tak jak to przedstawiał wspomniany film. My tylko wyobrażamy sobie to, że może nam coś grozić. Jeżeli zamieniliśmy naszą pamięć o doskonałości w pamięć o niedoskonałości to również zamieniliśmy naszą nieśmiertelność w myśl o śmiertelności. Dlatego też nic ci nie grozi. Możesz jedynie chcieć tak to widzieć, gdy ograniczasz siebie. Jedyne co ci „grozi” to długa iluzja nie-szczęśliwości, jedynie długi sen o byciu niedoskonałym i śmiertelnym, ale każdy w końcu się przebudzi. Możesz zrobić to szybciej i zaoszczędzić sobie czasu cierpienia.

Tym właśnie była ostatnia nauka Jezusa, którą dał ludziom. Myślisz, że został ukrzyżowany? Myślisz, że umarł? To kolejne pomylenie kościoła. Z jednej strony głosi o tym, że był On Synem Boga, Doskonałości, z drugiej strony, że został zabity. Czy Bóg mógłby zostać zabity przez grzeszników? Czy tak nisko oceniasz możliwości Boga? A w to właśnie wierzymy. Wierzymy, że coś tak wątłego jak ciało mogłoby zabić coś, co jest częścią Boga. To dopiero jest niepoczytalność. Niepoczytalność, która jest powielana i powtarzana. Jezus, który odkrył prawdę chciał pokazać innym, że nie jesteśmy ciałem. Pokazał, że nie można go zabić. To była jego najważniejsza i najdonioślejsza lekcja. Niestety, ale wypaczona i źle zrozumiana. Otóż pokazał, że jeżeli nie wierzy się w tę iluzję nic ci nie grozi. Pokazał, że śmierć jest iluzją, w którą wierzymy. Śmierci nie ma. Jedynie co może umrzeć to złudzenie, iluzja. Prawda nigdy nie umrze, bo prawda jest nieśmiertelna, jest wieczna i niepodatna na ataki iluzji. My możemy jedynie śnić o naszej śmierci czy śmierci innych osób. W prawdzie nikt nie umarł, bo nikt umrzeć nie może. Poprzez ukrzyżowanie i zmartwychwstanie Jezus chciał przekazać, że śmierci nie ma. Chciał udowodnić to i zrobił to. To przekazał właśnie swoim uczniom. A jak to zrozumieliśmy? W ogóle! Przypisaliśmy Jezusowi wyjątkowe cechy i uznaliśmy, że był on zesłanym Jego synem i tylko On był w stanie tego dokonać. My, śmiertelni nie możemy tego uczynić, a On był Bogiem w postaci ludzkiej, dlatego też tego dokonał. Nam pozostaje jedynie śmierć i rozprawa sądowa przed Bogiem. Jednym zdaniem nie zrozumieliśmy (i nie rozumiemy nadal) z tej lekcji niczego. Fakt, faktem, Jezus jest synem Boga, ale takim jak każdy z nas. To, czego on dokonał, może dokonać każdy z nas, jeżeli uświadomi sobie to kim jest, kiedy uświadomi sobie swoją doskonałość. Jak napisałem wcześniej, jedna część Boga nie może być lepsza bądź gorsza od innej części Boga, dlatego też każdy z nas jest w stanie być takim jak był Jezus, a dokładniej to myśleć tak jak on. I co ważne, a co będzie rozwijane później nie wymaga od Ciebie poświęcenia, jedynie wymaga zrozumienia.

Niezależnie od tego czy jesteś biały, czarny czy czerwony; biedny czy bogaty, mężczyzną czy kobietą; Polakiem, Rosjaninem czy Nepalczykiem. Każdy ma takie same możliwości. Gdy zatem postrzegasz siebie jedynie jako ciało, umniejszasz sobie i swojemu potencjałowi. Gdy przypisujesz sobie cechy ciała to wierzysz, że naprawdę może ci się coś stać. To tak jak z tym filmem Surogaci. Jak zapomnisz, że jesteś jedynie w awatarze to możesz uwierzyć w to, że można cię zabić i możesz funkcjonować cały czas z lękiem, który to nie pozwala ci ujrzeć prawdy, ponieważ patrzysz wokół siebie i widzisz śmierć innych awatarów, ale nie pamiętasz, że to jedynie awatary. I coraz bardziej wierzysz, że twoja rzeczywistość ogranicza się do tego jak siebie postrzegasz obecnie.

Śmierci nie ma. Umierają jedynie złudzenia, a dokładniej rzecz mówiąc to albo zamieniają się w inne albo odchodzą, gdy przestajesz już w nie wierzyć. Śmierć, tak jak ją postrzegasz jest jedynie zamianą jednego złudzenia w inne, zamiana jednego snu na inny. Tym właśnie jest reinkarnacja. W danym „życiu” nie zdołaliśmy uświadomić sobie prawdy, umieramy i ponownie odradzamy się, a dokładniej rzecz mówiąc wytwarzamy kolejne złudzenie „życia”. Powodem tego jest fakt nie bycia gotowym na zrozumienie tego kim jesteś naprawdę. Jedynie poprzez świadomość możesz opuścić „karuzelę” życia i śmierci, ponieważ ta karuzela jest wymyślonym zaprzeczeniem prawdy. Zrozumienie i całkowite przyjęcie tego, że jest to fikcją kończy tę karuzelę.

Faktem jest, że istnieje sporo prac, starszych i nowszych, w którym dowodzi się, że z ewangelii we wczesnym okresie chrześcijaństwa z polecenia kościoła zostały wycięte fragmenty o reinkarnacji. Fragmenty te były nie rozumiane i niespójne z ówczesnym rozumieniem nauk Jezusa. A reinkarnacja jak najbardziej ma miejsce, ponieważ TY nie możesz umrzeć, twój umysł nie może umrzeć. Możesz jedynie błądzić, możesz jedynie śnić o swojej śmierci, ale dokonać jej nie możesz, ponieważ jesteś częścią Boga. Nie uświadamiając sobie prawdy ponownie śnisz o ciele i tak cały czas. Narodziny i śmierć. Aż się nie nauczysz kim naprawdę jesteś. Nie czeka cię rozprawa sądowa przed Bogiem, bo on nie prowadzi żadnego sądu. On kocha doskonałą miłością każde ze swoich dzieci, a jedynym osądem, którego może dokonać jest taki, że jesteś taki jak on, jesteś doskonały i całkowicie niewinny.

Jednakże nawet reinkarnacja jest złudzeniem. Zachodzi, ale jako złudzenie, bo ani nie umierasz, ani nie rodzisz się ponownie. Nigdy się nie narodziłeś i nigdy nie umarłeś. Trwasz wiecznie. Ty tylko śnisz o swoich narodzinach jako ciało i o swojej śmierci jako ciało. Nic naprawdę ciebie prawdziwego nie dotyka. Nic co nieboskie ciebie nigdy nie sięgnie. Życie jest Bogiem, a śmierć jest nieboska, a zatem niemożliwa.

Jak Bóg, będący doskonałością mógłby stworzyć piekło lub też dopuścić do tego, aby ono istniało i aby jego dzieci znalazły się w nim? On nie stworzył piekła, ty tylko o nim śnisz. Boisz się piekła? Niepotrzebnie, można powiedzieć, że już w nim jesteś, bo nie jesteś w Niebie. A dokładniej to jesteś cały czas w Niebie, ale wierzysz, że jest inaczej, bo śnisz sen o piekle. Nie grozi ci po śmierci żadne strącenie w piekielne ognie. Już sobie sam to stworzyłeś. Ktoś, kto bardzo niekorzystnie ocenia swoją obecną sytuację życiową może szybciej się z tym zgodzić. Ci, którzy mają „wiele” z tego świata powiedzą zapewne… skoro tak wygląda piekło to świetnie, mogę być w nim cały czas. Mówią tak jedynie dlatego, że nie zaznali ogromu szczęścia wynikającego z bycia w Niebie. Gdyby choć przez chwilę prawdziwie odczuli Niebo, już zawsze wiedzieliby, że wszystko inne jest „piekłem”. Twoja sytuacja życiowa jest jaka jest. Czasem może ci się wydawać bardziej znośna czasem mniej. Jest zmienna. W tej chwili być może masz wiele i cieszysz się, ale to wszystko jest złudne. Możesz stracić swoje bogactwo, prędzej czy później możesz ciężko zachorować, możesz zostać kaleką, możesz stracić kogoś bliskiego i mogą zajść inne zdarzenia, które w tym świecie występują. A w końcu, w swoim postrzeganiu świata, umrzesz i zostawisz wszystko, co miałeś. Czy chcesz nazwać to Niebem?

Skoro nie jesteśmy ciałem to kim jesteśmy? Pomyśl na spokojnie. Co może pozostać w nas, jeżeli odrzucimy ciało? Umysł. Jesteśmy umysłem, który myśli. Inni mogą nazywać to duszą, duchem. Ale czymże jest duch jak nie umysłem. Myśli, ale nie ma ciała. Zatem jesteśmy umysłem. Najprawdopodobniej w twoich myślach pojawiło się skojarzenie z mózgiem. Nie, nie jesteśmy mózgiem, bo mózg to część ciała, czyli coś wytworzonego. Naszą prawdziwą naturą jest wolny, nieskrępowany umysł. To jak postrzegasz obecnie umysł, jako wytwór pewnych biologicznych narządów nie jest tym umysłem, którym jesteś. Oczywiście, możesz wyobrażać sobie, jak chce tego ego, że umysł jest pochodną mózgu. W rzeczywistości natomiast to mózg jest pochodną umysłu. Jesteś nieograniczonym umysłem, który siebie samego zawęził do postaci mózgu.

Jeżeli łatwiej dla ciebie będzie to dla swojej wygody możesz używać słowa dusza, aczkolwiek słowo to nabrało konkretnego znaczenia z biegiem czasu jego używania. Dusza kojarzy się z czymś, co przechowuje pamięć o tym, co działo się wtedy, kiedy dusza była ciałem i że ta przeszłość ma wpływ na to co dzieje się z nią obecnie. Jednakże w rzeczywistości przeszłość nie ma żadnego wpływu na nas, nie ma wpływu na świadomych prawdy nas. Zatem, jeżeli potrafimy postrzegać duszę bez bagażu przeszłości to śmiało możemy używać terminu dusza. Jeżeli natomiast wyobrażamy sobie duszę, która błąka się, straszy i nie może odejść z powodu przeszłości to lepiej zostańmy przy nazwie umysł niż przy duszy.

Te wszystkie nasze rozważania pokazują jak świat ego, jak nieprawda potrafi obejść wszystkie „piękne” słowa i wprowadzić do nich element nieprawdy. Dlatego też używaj słów bez przywiązywania się do nich. Słowa są tylko słowami, nazwy są tylko nazwami, one jedynie wskazują na coś, co istnieje naprawdę i co możemy odczuwać w postaci doświadczenia, uczucia, stanu. Gdy „przykujesz” się do słów, to w pewnym momencie zaczną one nabierać dla ciebie innego znaczenia i prawda, kryjąca się pod nimi zacznie ci umykać. To właśnie stało się z naukami Jezusa. Zostały wyselekcjonowane, „obrobione” i zmieszane z wytworami późniejszych wyznawców. I powstał wielki miszmasz, w którym każdy się gubi.

Słowa mają za zadanie jedynie przybliżyć ci prawdę. Tak jak wielu oświeconych ludzi pisało w swoich pracach, prawdy wprost nie można napisać, nie można powiedzieć, ponieważ jej istota leży poza słowami. Słowa są ograniczone i nie mogą jednoznacznie określić to, co nieograniczone. Mogą jedynie przybliżać ci to, co leży poza nimi. Jedyną rzeczą, która jest w stanie dokładnie wprost wyrazić, czym jest Bóg i czym ty jesteś jest doświadczenie, uczucie najwyższej cudowności. W niej leży cała niewypowiedziana i niemożliwa do wypowiedzenia prawda. Uczucie, które można jedynie przybliżać czymś ograniczonym w postaci słów, ale nie można jego oddać w całości. Jednakże, w sytuacji, w której zamknąłeś się na prawdę jedynie słowa mogą cię z niej wyprowadzić, słowa, które umożliwią ci doświadczenie. Doświadczenie na „własnej skórze” tym kim jesteś i kim jest Bóg. Przy tym doświadczeniu cała niepewność ustępuje, a ty poznajesz. Słowa, nauki mają za zadanie tak tobą pokierować, aby doświadczenie mogło zaistnieć i mogło w tobie trwać nieprzerwanie.

Jak już napisałem wcześniej nie jesteś ciałem, jesteś umysłem. Przy czym, twój umysł obecnie nie funkcjonuje tak, jak powinien, a dokładniej to zagubił się w labiryncie fałszywych myśli i nie wie jak z niego wyjść. Uwierzył, że ten labirynt jest całym jego domem. Nawet przestał już marzyć o tym, że jest z niego wyjście, zaakceptował swoją niewolę i przestał pamiętać nawet, że w niej jest. Jedynie od czasu do czasu przemyka przez niego myśl, że może to nie jest wszystko. Tym, co cię trzyma w tym labiryncie jest twoje ego, kolejne ważne słowo klucz. W zdecydowanej większości prac, autorzy terminem ego nazywają stan twojego umysłu, w którym obecnie jesteś. Na chwilę obecną rządzi tobą ego i podpowiada ci nieprzerwanie, że jedyną twoją rzeczywistością jest ono i to, co ono ci pokazuje. A jest to tyran, ponieważ z rzeczywistości wybiera jedynie te elementy, które pasują do tego, co chce ci pokazać. Tak, abyś nadal wierzył, że ten labirynt, że ta cytadela jego osądów, jego wierzeń to cały twój świat.

Tak jak mylnie postrzegasz piekło tak mylnie postrzegasz szatana. Szatan, tak jak ty go rozumiesz również nie istnieje. Nikt nie może być przeciwnikiem Boga. Jeżeli Bóg mógłby mieć jakiegokolwiek przeciwnika to przestałby być doskonały. Szatan, który czeka na ciebie w piekle jest wymysłem, który trzyma cię w labiryncie poprzez podtrzymywanie twojego lęku. Jeżeli już cokolwiek mielibyśmy tym terminem nazwać to twoje ego. Jednakże, twój lęk karze ci wierzyć, że szatan to ktoś tak potężny jak Bóg. Nie, przestań się bać tych głupot. Ego jest szatanem jedynie w tym sensie, że swoimi podpowiedziami przysłania ci Niebo, ale nie jest nikim potężnym. Tak naprawdę jest bezsilne, jeżeli będziesz wiedział kim jesteś naprawdę. W tej prawdzie nic nie będzie miało większej mocy niż ty sam, nie będzie takiego wroga, który choćby w najmniejszy sposób mógłby ci zagrozić. Ego jest potężną fortecą dopóki wierzymy, że jest fortecą. W prawdzie jest to forteca zbudowana z piasku lub jak kto woli z kart. Dopóki jednak nie wiemy kim jesteśmy jawi nam się bardzo solidnie.

Tak więc obecnie nie znasz swojego prawdziwego ja, ponieważ poznaje się je w wyniku doświadczenia stanu prawdy, a ten zależy od twojej nauki. Teraz funkcjonujesz pod dyktando ego. Nie jesteś sobą, jesteś jakby robotem, jak z filmu Martix. W kolejnych rozdziałach będziemy kontynuować temat ego.

Cała nauka polega na tym, aby zrozumieć co jest prawdą, a co fałszem. Przyjąć swoją prawdziwą funkcję, zrozumieć swoją naturę, a odrzucić to, czym nie jesteś i czym Bóg cię nie stworzył. Tego właśnie dokonał Jezus. Gdy całkowicie zrozumie się prawdę i ją przyjmie a odrzuci się to, co fałszywe prawda będzie widziana a fałsz zapomniany.

Bóg stworzył swoje dzieci i obdarzył ich swoją doskonałością. To, co widzisz obecnie jest tylko twoim wytworem, jest tylko wiarą w bycie niedoskonałym. W naszej prawdziwej naturze, której nie postrzegamy, którą zgubiliśmy jesteśmy stanem najwyższej cudowności, przejawem najwyższej miłości do wszystkiego. To nasza prawdziwa natura.

Jesteśmy częścią Boga, a każda z Jego części ma te same cechy co On, ponieważ w tym tkwi doskonałość. Masz nieograniczoną moc nadaną Ci przez Boga. Jedynie sam siebie ograniczasz i więzisz w postaci wątłego ciała, podatnego na ataki, chorobę i śmierć. Ty jesteś o wiele „większy” niż ciało. Nie jesteś ciałem, ale uwięziłeś siebie w nim i wierzysz, że ciało, to cały ty.

Dlatego też masz taką samą moc jak On. I nikt nie może sprzeciwić się twojej woli. Postanowiłeś, aby nie widzieć się jako doskonałym i wytworzyłeś niedoskonały świat, w którym jesteś niedoskonały. To oczywiście nie jest prawdą, a jedynie snem, aczkolwiek wierzysz w to, że tak jest. Masz nieograniczoną moc i własną wolę, zatem zdecydowałeś się przeciwstawić swojej „naturze”, swojej rzeczywistości. Jako, że w prawdzie nie możesz być niedoskonały to możesz śnić o tym, że tak jest.

Możesz zapytać, skoro jesteśmy tacy jak Bóg, i zdołaliśmy wytworzyć sen o niedoskonałości to czy sam Bóg nie mógłby tego zrobić i śnic o niedoskonałości, zapominając o nas? To kamień milowy w twojej nauce. Wyobraź sobie, że Bóg to wszystko co naprawdę istnieje, cały wszechświat. Nie jest to żaden oddzielny byt, a wszystko co jest. Cała rzeczywistość. Jedynie jego część, którą jesteśmy my może „odłączyć” się w świadomym poznawaniu tego faktu. Bóg jest wiecznie tym, czym jest ponieważ jest wszystkim, a jedynie jego niektóre części mogą śnić sen o oderwaniu się od niego. On nigdy nie zapomni, ponieważ jest wszystkim, co istnieje. Jedynie części mogą śnić o oderwaniu, ponieważ są tylko częściami.

Choć to nie będzie prawdą, ale może ci pomóc to zrozumieć – Bóg jest wszystkim tym, co pozostało ze wszystkiego po oderwaniu się od niego jego części. Wszystkie nie mogą się oderwać, bo Bóg jest nieograniczony. Zatem On nie może śnić takiego snu jak ty. Nieprawdą jest natomiast oderwanie się. Ty nie oderwałeś się, bo zrobić tego nie możesz. Jedynie zaprzeczyłeś swojej naturze. Tak jak fala w oceanie. Fala może śnić, że jest osobnym jeziorem, ale nigdy się nie oderwie od oceanu, jedynie może śnić o oderwaniu.

Ważnym aspektem w nauce jest to jak postrzegasz innych ludzi. Jeżeli więzisz ich w ciele to sam siebie również będziesz tak postrzegał. Jeżeli patrzysz na innego brata jak na mężczyznę, kobietę, kogoś atrakcyjnego, kogoś na kogo trzeba uważać, „swojego” lub „obcego”, nędzarza lub bogacza to nie widzisz jego całej doskonałości, a przy tym nie widzisz swojej. Ograniczając go do ciała ograniczasz siebie do niego. I wierząc, że jesteś jedynie ciałem, wierzysz, że możesz cierpieć, że możesz chorować, że możesz umrzeć. Inni ludzie, tak samo jak ty zostali stworzeni przez Boga doskonałymi. Każdy jest zarazem wyjątkowy i niewyjątkowy. Wyjątkowy jest w tym sensie, że jest na zawsze częścią Boga. Niewyjątkowy natomiast jest w tym sensie, że każdy z braci został obdarzony taką samą, maksymalną miłością. Bóg nie postrzega nikogo jako lepszego czy gorszego ponieważ już postrzega maksymalnie. Nic od doskonałości nie może być już większe. I z tego faktu należy się radować, a nie smucić, ponieważ jest on gwarantem wiecznej miłości Boga do ciebie.

Część ciebie, którą obecnie przyjmujesz za swoje ja na myśl o tym może zareagować smutkiem. Możesz myśleć, że zatem nie jesteś wyjątkowy dla Boga, zatem nie zasługujesz na jego miłość. To właśnie podpowiada ci twojego ego. Jednakże jesteś wyjątkowy, doskonale wyjątkowy, ale przy tym tak samo wyjątkowy jak inni. Każdy dla Boga jest jego doskonale ukochanym dzieckiem. W tym stwierdzeniu znajduje się twoje szczęście. Skoro Bóg nikogo nie skreśla, nikogo nie darzy mniejszą miłością to również ciebie nigdy nie będzie darzył mniejszą miłością. Zawsze będziesz dla niego ukochanym dzieckiem, obojętnie o czym śnisz, obojętnie co wyobrażasz sobie, że dokonałeś. Niczego w swoim śnie nie dokonałeś, aby miało to przełożenie na życie poza snem. Sen jest tylko snem.

Tak naprawdę w twojej nauce twój brat jest najlepszą jej pomocą. To, jak go postrzegasz rzutuje na to jak postrzegasz siebie. Dzięki niemu możesz się wyzwolić z nieprawdy. Jeżeli będziesz zdolny widzieć swojego brata takim, jakim jest w prawdzie, to będziesz zdolny przyjąć tę prawdę dla siebie. Gdy natomiast będziesz zawężał prawdę jedynie do siebie uważając, że jesteś wybranym Synem Boga, to zaprzeczysz tym samym całej idei jego doskonałości, jego doskonałej miłości. Tym samym odrzucisz prawdę i pozostaniesz w złudzeniach. Jednakże, gdy naprawdę zrozumiesz i przyjmiesz prawdę nie będziesz zdolny widzieć inaczej swojego brata niż jako część Boga. Tym właśnie jesteśmy. My wszyscy, bez wyjątku!