4. Dwie emocje

Dwie emocje

Temat tego, kim jest Bóg, kim jesteś ty i twoi bracia będzie nam towarzyszył przez wszystkie rozdziały. Są to podstawowe zagadnienia, które rzutują na to, jak widzisz, co postrzegasz. Niebo nie jest czymś oddzielnym od Ciebie, nie jest żadnym oddzielnym miejscem. Jest stanem ZAMIAST tego stanu, który widzisz. Możesz widzieć Niebo i w nim przebywać, możesz śnić o wytworzonym świecie i nie widzieć przez to Nieba. To, jak wierzysz czym jesteś powoduje to, co widzisz na około siebie. Są to dwa całkowicie oddzielne od siebie stany, które są dla ciebie dostępne.

Tym dwóm stanom towarzyszą dwie różne emocje. Niebu towarzyszy najwyższa cudowność, a wytworzonemu światu towarzyszy lęk. Są to dwie emocje, które tak naprawdę możesz odczuwać. Są one wobec siebie przeciwstawne w tym sensie, że możesz odczuwać naraz tylko jedną z nich. Albo towarzyszy ci najwyższa cudowność albo towarzyszy ci paniczny lęk, który przybiera wiele różnych form. Reszta emocji i uczuć jest tylko pokłosiem odczuwania tych dwóch uczuć. Jeżeli jesteś świadomym tego kim jesteś naprawdę to towarzyszy ci jedynie najwyższa cudowność, doskonała miłość. Gdy natomiast zaprzeczasz prawdzie i widzisz się inaczej to towarzyszy ci lęk.

Zaprzeczyłeś prawdzie, wierzysz w swój sen, wierzysz w swoją niedoskonałość, w to, że jesteś kimś oddzielnym od Boga i temu towarzyszy lęk. Lęk, który jest bardzo mocno i sprytnie kamuflowany przez ego. Lęk, który tylko czasem wypływa na powierzchnię i daje ci o sobie znać. Jest tak trudnym dla ciebie do zniesienia stanem, że od razu angażujesz całą swoją moc, w pozbycie się go, w ukrycie jego.

W tym momencie masz dwa wyjścia. Albo zrozumieć, że jest on bezpodstawny, a w tym pomogłoby Ci zrozumienie tego kim jesteś naprawdę i że cały lęk jest w ogóle niepotrzebny i bezzasadny. Albo pozbyć się go, ukryć przed sobą, jednocześnie wierząc, że jest on nieunikniony. Zawsze wybierasz złą drogę. Otóż odsuwasz od siebie lęk, by go nie widzieć. W tym pomaga Ci ego. Ego jest właśnie takim mechanizmem, który działa na twoje usługi, będąc pokłosiem twojego wyboru, twojego wierzenia.

Ego, jako mechanizm „pomaga” ci w (prawie) skutecznym odsunięciem tego panicznego lęku jak najdalej od siebie. Wytwarzając świat, który widzisz, zamykasz się w wyimaginowanym bunkrach, barykadach, aby bronić się przed nim. Niestety, ale ten lęk powraca do ciebie cały czas, a ty cały czas odsuwasz go od siebie. Nie patrzysz na przyczynę lęku, ale na jego skutki. Ego jest na tyle skuteczne w swoich działaniach, że przeważnie nie jesteś w ogóle świadomy tego, że lęk cały czas ci towarzyszy. Gdy zapyta się większości osób o odczuwanie lęku to najczęściej powiedzą, że jedynie czasem go czują, jedynie czasem są go świadomi. To właśnie dzięki skutecznemu działaniu ego lęk został zepchnięty do twojej podświadomości i tam rzutuje na wszystko, w co wierzysz. Aby skutecznie bronić się przed nim wytworzyłeś swój świat, swoje ciało, ciała innych ludzi. Dzięki temu masz poczucie, że jesteś bezpieczny. Jest to twoja forma obrony przed nim. Ale czy naprawdę jesteś bezpieczny w swoim świecie? Z każdej strony czyha na ciebie niebezpieczeństwo. Inni ludzie mogą zabić ciebie lub twoich bliskich. Może zabić cię choroba, może zabić cię nowy rodzaj wirusa czy bakterii, może zabić cię zrządzenie losu, np. wypadek komunikacyjny, a może zabić cię kataklizm. W swoim świecie nigdy nie jesteś bezpieczny, bo ten świat został zrodzony w lęku i na nim bazuje. Jest on snem, w którym wierzysz, że lęk jest zasadny i jest próbą poradzenia sobie z nim. Jest jakby grą komputerową, w której tworzysz wszystko, by obronić się przed karą i cały czas uciekasz przed nią, tworząc swoją obronę. Temu wszystkiemu towarzyszy lęk, paniczny strach przed twoim definitywnym końcem/śmiercią. Tą karą, której się tak panicznie boisz jest kara Boża. Kara za to, że miałeś czelność przeciwstawić się jego woli. Za to, że z jego doskonałości wytworzyłeś coś niedoskonałego.

Ty nawet sobie tego nie uświadamiasz, że tak właśnie jest i że to jest twoim głównym motywem „trwania” w tym świecie. Jest to przez ego skryte najgłębiej jak się da w twojej podświadomości. Ego, które pierwotnie zostało przez ciebie wytworzone, by cię „chronić” przejęło władzę nad tobą. Jego „śmierć” jest widziana przez ciebie jako twoja własna, ponieważ obecnie wierzysz, że cały ty to ego i nic poza nim. Odsuwa od ciebie wszelkie myśli o prawdziwych przyczynach lęku, zniekształca je i projektuje na „zewnątrz” ciebie. Przyznaj sam, czy w ogóle myślisz o tym, czy trzeba bać się Boga? W większości przypadków ten temat jest daleko od świadomości, a jeżeli już jest to odpowiedź brzmi twierdząco. Ci natomiast, którzy twierdzą, że nie muszą się go bać, zazwyczaj mają na myśli jedynie siebie, jako pokłosie swojego dobrego zachowania. A Boga nie trzeba się bać, z racji tego kim on jest i kim ty jesteś, a nie tego co śnisz. Tak natomiast chce tego ego, abyś tak to widział, bo dzięki temu odsuwa od ciebie prawdę. Idea kamuflowania lęku przez ego będzie rozwijana w dalszych rozdziałach.

Teraz, nawet, gdy podejrzewasz, że nie masz się czego bać, to ego nadal wierzy w to, że lęk jest zasadny i odsuwa twoją świadomość od przyczyny lęku w karę Bożą. Taki ma „wbudowany” mechanizm. Walka z nim nie ma najmniejszego sensu, bo jest walką z czymś co jest złudzeniem. Drogą wyjścia natomiast jest zrozumienie tego, dlaczego nie masz się czego bać.

Możesz spróbować wyobrazić sobie to w ten sposób. Jesteś jego częścią, doskonałą, umiłowaną, taką jak Bóg. Część doskonałości przejmuje doskonałość całości. W pewnym momencie zacząłeś zastanawiać się czy możliwe jest bycie niedoskonałym. I w tym momencie wytworzyłeś urojenia będące tym, jak siebie postrzegasz. Zapomniałeś o tym, kim jesteś naprawdę i uwierzyłeś w swój sen, że jesteś zdolny sprzeciwić się jego woli, sprzeciwić się całkowitej jego miłości. Niczemu się nie sprzeciwiłeś. Ty tylko wyobrażasz sobie, że tak właśnie jest. Jednakże twoja wiara w to zrodziła cały lęk, lęk przed karą Bożą, karą za twoje zachowanie. Tak też teraz postrzegasz Boga, jeżeli w ogóle się nad nim zastanawiasz. Rozumiesz Boga jako sędziego, który zdolny jest strącić cię do piekła. Bóg natomiast nie rozumie w ogóle twojego lęku, bo wie kim jesteś naprawdę. Nie podziela twoich obaw, twoich lęków. Cały czas „zaprasza” cię z powrotem do siebie i cały czas próbuje przekonać cię o tym, że nic ci nie grozi. A ty cały czas nie wierzysz mu. Wygląda to trochę jak rozmowa ojca z synem, gdy dziecko zamknęło się w łazience, gdy zobaczyło jakiś dziwny cień za kanapą. Ojciec próbuje przekonać syna, że nic mu nie grozi, że to tylko złudzenia, ale dziecko panicznie bojąc się tego, pomimo starań ojca nie chce dalej wyjść z łazienki.

Bóg zapewnia cię o tym, że nic ci nie grozi, a ty dalej w to nie wierzysz. Nie wierzysz, bo zapomniałeś kim jesteś i kim on jest. Gdybyś wiedział to wiedziałbyś, że Bóg nie może cię nigdy ukarać, bo wiedziałbyś kim on jest. W ogóle tobie nic nie grozi. Jedynie możesz wierzyć w to, że coś ci zagraża. Wierzysz w chorobę, wierzysz w swoją śmierć, a to tylko twoje urojenia, to tylko złudzenia.

Jedyne co cię powstrzymuje od przyjęcia prawdy o sobie jest lęk przed nią, jest tym fałszem, którego się nauczyłeś, w który wierzysz. Reszta lęków jest pochodną tego pierwotnego lęku przed Bogiem, dlatego ważną rzeczą jest zrozumienie kim On jest i dlaczego w ogóle nie trzeba się go lękać. Jest On tym, co uważasz za najpiękniejsze w życiu. Ze strony Boga nic ci nie grozi. To dzięki temu, że jesteś Jego częścią w ogóle żyjesz, w ogóle istniejesz. I nic tego nie zmieni, bo taka jest Jego wola.

I jeszcze raz podkreślmy, czym On jest. Nie wyobrażaj sobie go jako jakąś postać, nie wyobrażaj go sobie jako coś zamkniętego w jakiejś materii lub też w jakieś przestrzeni. Bóg jest wszystkim co istnieje. Bóg nie ma miejsca, nie ma ciała, nie ma materii ani antymaterii. Nie patrz na to od strony fizycznej, materialnej. Twój umysł próbuje to tak widzieć, ponieważ jesteś przyzwyczajony do postrzegania miejsca i przestrzeni. Bóg natomiast jest wszystkim.

Bóg jest jedynie i aż najwyższą, maksymalną cudownością. Jest stanem, uczuciem. Bez przestrzeni, bez czasu, bez osobnego, zamkniętego na pewnej przestrzeni bytu. Jest stanem, który trwa. Tym właśnie jest Bóg. Jest uczuciem najwyższego piękna, najgłębszego spokoju, maksymalnej miłości i zgodności. I w rzeczywistości ty też jesteś tym stanem, jako jego część. Nie jesteś oddzielnym bytem, jesteś jego częścią, która uświadamia sobie swoją prawdziwą naturę. Jesteś najcudowniejszym z możliwych stanów, uczuć. Nie masz formy, nie zajmujesz przestrzeni. Twoja rzeczywistość to Bóg, czyli uczucie, które w rzeczywistości odczuwasz wiecznie i z maksymalną intensywnością, bez żadnych „spadków” odczuwania tego stanu.

Ty zaś próbujesz patrzeć na Boga przez pryzmat przestrzeni, czasu i ciała. Jako coś, co zawsze będzie w pewnej opozycji do ciebie. Próbujesz inaczej na to patrzyć niż jest w rzeczywistości.

Posłużmy się jeszcze raz ideą doskonałości. Ponownie wyobraźmy sobie Niebo. Możemy wyobrazić sobie, że jest to doskonałe miejsce, doskonała przestrzeń. Jeżeli jest ona doskonała, maksymalnie doskonała to każdy punkt tej przestrzeni jest tak samo doskonały jak każdy inny punkt. Nie można ich odróżnić, ponieważ każdy z tych punktów jest doskonały, każde z miejsc w przestrzeni jest tak samo doskonałe, bo mówimy o doskonałości. W tym rozważaniu widzimy, że skoro wszystko jest doskonałe i takie same to całą idea przestrzeni traci na znaczeniu. Jest ona wtedy nie potrzebna, ponieważ funkcją przestrzeni jest rozpoznawanie pewnych różnic w niej, skoro wszystko jest doskonale takie samo to myślenie o przestrzeni nie jest potrzebne. Oczywiście możesz spojrzeć na to z lękiem. Możesz pomyśleć sobie, że w Niebie będzie pustka, skoro nie ma żadnej przestrzeni. Tak właśnie działa ego, takiego sposobu myślenia zostałeś nauczony. Myśląc w ten sposób cały czas posługujesz się terminem przestrzeni. A sam ten termin nie będzie nic znaczył już. Można powiedzieć, że nie będzie przestrzeni nie dlatego, że niczego nie będzie, ale że ty będziesz wszędzie, w każdym miejscu. W takim spojrzeniu przestrzeń nie będzie miała znaczenia. Nikt ci tej przestrzeni nie zabierze dopóki będziesz jej chciał. Jednakże w toku swojej nauki sam zauważysz, że nie jest ona ci już potrzebna, że zamiast/oprócz niej jest przestrzeń nie-fizyczna, lecz duchowa, przestrzeń stanu najwyższej cudowności, najwyższej miłości, Bóg.

Posłużmy się dalej ideą doskonałości czasu. W tym momencie proszę, abyś na chwilę odłożył książkę i znalazł odpowiedź na moje pytanie, mianowicie: co jest przeciwieństwem czasu? Spróbuj znaleźć odpowiedź w umyśle. Zatem, jeżeli jesteśmy w doskonałym stanie to każdy moment jest tak samo doskonały jak inny. Jest wyrazem odczuwania maksymalnej cudowności, w każdej chwili, w każdym momencie. Nie sposób odróżnić jednego momentu od drugiego momentu, ponieważ każdy z nich jest maksymalnie cudowny, niczym się nie różnią, osiągając swoje maksimum. Te maksimum trwa… wiecznie. Przeciwieństwem czasu jest wieczność. Nie próbuj rozumieć wieczności jako czasu, który trwa bardzo, bardzo długo. Wieczność jest stanem, w którym nie ma czasu, ponieważ każdy moment jest tak samo piękny jak każdy inny. Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości. Nie oczekujesz na żadną zmianę, ponieważ masz już absolutnie wszystko czego pragniesz.

I znów twoje ego może podpowiadać ci lęk. Możesz pomyśleć sobie, że nigdy nie będziesz. Możesz pomyśleć tak, bo nadal myślisz w kategoriach czasu. Czas przestanie mieć dla Ciebie znaczenie, nie będzie wywierał na ciebie żadnego wpływu, jak ma to miejsce obecnie. Patrzysz na swoje życie ciągle w kategorii przeszłości i przyszłości. Analizujesz przeszłość by nadać kierunek swojej przyszłości, o którą się martwisz. Chwila teraźniejsza dla ciebie praktycznie nie istnieje. A to ona jest kluczem do drzwi Nieba. Jeżeli chwila, w której trwasz jest całkowicie doskonała i wiesz, że to co się zdarzyło, nie zdarzyło się naprawdę, a jedynie było twoim snem, a każda następna chwila będzie równie doskonała jak ta obecna, bo będziesz miał pewność, że nic ci nigdy nie będzie grozić to cała idea czasu przestaje być dla ciebie potrzebna.

Umysł nie potrzebuje fizycznego miejsca tak jak ty go obecnie postrzegasz. Umysł może jedynie przejawiać stany, myśli, idee. Wszystko, co jawi się jako fizyczne jest jego ograniczeniem. Twoje ciało ogranicza ciebie do pewnej przestrzeni, do pewnego miejsca. Jest ograniczeniem narzuconym sobie. Jest obroną lęku, który w tobie trwa, ponieważ wierząc w ciało, wierzysz w oddzielenie siebie od Boga. Wierzysz, że możesz się ukryć przed nim i uniknąć kary. Wierzysz w oddzielenie, wierzysz, że Bóg jest jakimś oddzielnym wobec ciebie bytem, który może ci zagrozić. Dlatego też ego trwa w wierze w ciało. Ego wytworzyło ciało, aby w jego wierzeniu chronić cię przed wyimaginowaną karą Boga. Zobacz zatem jak niepoczytalna jest ta idea. Jak ciało miałoby cię przed czymkolwiek chronić. Jedynie zdaje się odsuwać karę i myśli o niej w czasie. Jeżeli wierzysz w ciało to wierzysz w śmierć i choć starasz się to odsuwać od siebie to i tak w twoim wierzeniu ona będzie nieuchronna. Zauważ, że gdybyś wierzył, że nie jesteś ciałem to większość twoich obecnych lęków byłaby bezzasadna. Czy bałbyś się tego, że umrzesz, że zachorujesz, że ktoś może cię zranić? Czy bałbyś się o to, czy zarobisz pieniądze? Czy bałbyś się o to, że komukolwiek z twoich bliskich cokolwiek zagraża? Wiara w ciało, a dokładniej wiara w to, że jesteśmy tylko ciałami jest mechanizmem ego, które podtrzymuje twój lęk.

Jak ciało mogłoby być siedliskiem doskonałości? Nie może nią być. Wierząc w ciało, wierzysz w swoją małość, wierzysz w swój sen. A w prawdzie umysł nie potrzebuje żadnego ograniczenia, bo będąc częścią Boga jest nieograniczony, jest doskonały.

Przestrzeń i czas, tak jak je obecnie postrzegasz są jedynie twoim wytworem, aby zaprzeczyć prawdzie. Będąc w niej jesteś nieograniczony i bezczasowy. Jesteś częścią Boga. Posługujesz się inną percepcją niż jest w rzeczywistości. Ty postrzegasz przestrzeń i czas w formie, której w Niebie nie ma. I tak wyobrażasz sobie zarówno Niebo jak i piekło, zarówno Boga, jak i siebie. Tego zostałeś nauczony przez ego i tak postrzegasz wszystko.

Przestrzeń i czas zostały przez ciebie źle zinterpretowane. Doskonałość i jedność przestrzeni została rozdzielona i podzielona. W tym sensie wytworzyłeś przestrzeń tak jak ją widzisz, ale prawdziwa przestrzeń zawiera się wszędzie jako jedność, przez to nie ma ona znaczenia w konkretnych punktach lecz ma znaczenie jako zjednoczona jedność. Przestrzeń fizyczna w Niebie przemienia się w przestrzeń duchową. W takim sensie ona istnieje, ale jedynie w takim. Tak samo z czasem. Czas nie zawiera już przeszłości, ponieważ została ona odpuszczona (o czym będę pisał w późniejszych rozdziałach) oraz przyszłości, ponieważ stan teraźniejszości jest utrzymywany stale w świadomości. Z racji całkowitego bezpieczeństwa jakiekolwiek planowanie nie ma już znaczenia i nie odbywa się. Po co masz planować, skoro jesteś świadom tego, że jesteś już w Niebie i nic ci nie grozi i że każda kolejna chwila będzie równie boska co poprzednia? Istnieje jedynie teraźniejszość.

Każdy punkt przestrzeni, czasu jest tak samo doskonały i piękny. Ten „inny świat” jest percepcją stanu, jest jedynie odczuwaniem, stanem, w którym przebywasz wraz ze wszystkim co kochasz, z każdym twoim bratem. Dzielisz się cały czas maksymalną miłością ze wszystkim i wszędzie. Żadna kara nikomu nie grozi, jedynie całkowite spełnienie, wieczna radość i miłość.

Lęk przykrywa ci odczuwanie najwyższej cudowności, tego co jedynie czasem „udaje” ci się odczuć i co stanowi dla ciebie cel. Pomyliłeś jednak środki prowadzące ku temu. To właśnie najwyższa cudowność jest twoim domem, jest twoim prawdziwym ja. Jest tym kim naprawdę jesteś i kim jest Bóg. To kim jest Bóg jest tym kim ty jesteś, bo jesteś jego częścią. Nie ma oddzielenia między tobą a Bogiem, między Bogiem a twoimi braćmi oraz między tobą a twoimi braćmi. Wszystko jest stanem najwyższej cudowności.

Jednakże, jak już wspominałem wcześniej, słowa są ograniczone i nie mogą dokładnie wyrazić czegoś nieograniczonego. Już samo napisanie słowo Bóg sugeruje Ci, że jest to coś oddzielonego od Ciebie. Zapewne, pomimo moich wyjaśnień, nadal czytając to słowo w głębi swojego umysłu postrzegasz to jako coś oddzielnego od Ciebie. Jest tak, bo nie do końca wierzysz w jedność. Nie do końca to przyjąłeś. To jednak kwestia nauki i możesz się tego nauczyć. Powiedzmy, że Bóg to jest taka postać ciebie, w której podzielasz i odczuwasz swoją całkowitą doskonałość. Bóg jest zatem stanem końcowym twojej drogi, jest etapem ukończenia nauki, w której „uzyskujesz” dyplom bycia częścią Boga. Uzyskujesz znaczy uświadamiasz sobie, że zawsze nim byłeś, ale do tej pory śniłeś, że jest inaczej.

Bóg, ja, ty i nasi bracia w prawdzie jesteśmy zjednoczeni i nic tego zjednoczenia nie może zniszczyć. Jesteśmy stanem najwyższej cudowności. A teraz śnimy o oddzieleniu i lękamy się powrotu do domu, wierząc, że cokolwiek nam grozi. Lęk natomiast jest tym, co trzyma nas w oddzieleniu, co trzyma nas w nieświadomości, zasłaniając nam widok prawdy sprzed oczu. Wytwarzamy świat, narodziny i śmierć i tułamy się poza naszym prawdziwym domem, nie chcąc do niego wrócić, z obawy przed wyimaginowaną karą. Wierzymy, że lęk jest zasadny i że cokolwiek nam grozi. A poprzez to przysłaniamy sobie naszą prawdziwą naturę, stan najwyższej cudowności, doskonałej miłości, wolności i radości. Uproszczeniem jest napisać, że my odczuwamy w Niebie najwyższą cudowność. My nią jesteśmy i niczym poza nią. Jesteśmy stanem, najpiękniejszym z możliwych.