Najważniejsze słowo kluczowe

Mówiąc o prawdziwym szczęściu nie sposób nie rozważyć idei Boga. Możesz być wierzącym lub ateistą, ale prędzej czy później w każdym umyśle szukającym drogi do prawdziwego piękna, do szczęścia musi pojawić się pytanie: czy Bóg istnieje?

Czyż nie jest to najważniejsze pytanie jakie możemy sobie zadać i jakie możemy rozważać? W naszym życiu zajmujemy się masą różnych spraw, mniejszych bądź większych problemów. Podejmujemy różne aktywności, wcielamy się w różne role, spotykamy na swojej drodze wiele osób i utrzymujemy z nimi głębsze lub płytsze relacje. Niemniej jednak temat Boga omijamy często szerokim łukiem. Nie mówię tutaj o chodzeniu do kościoła czy innych praktykach religijnych, nie mówię o przyjmowaniu narzucanych nam przez innych dogmatów. Mówię o naszych własnych osobistych przemyśleniach na temat tego czy On istnieje, o przemyśleniach, które pozbawione są lęku przed piekłem, lęku przed osądem Boga, lęku przed opinią innych. Czy mamy czas i chęci pomyśleć o tym sobie czasem w ciszy? Bez żądnego strachu przed jakąkolwiek karą, zwykłe filozoficzne rozmyślanie. Rzadko kiedy „mamy na to czas”. A czy nie jest to dla nas najważniejsza kwestia w życiu?

Nasze podejście do tematu Boga ukierunkowuje całe nasze życie. I nie jest to sprawą chwilową, dotyczy naszego podejścia, jak powinniśmy się zachowywać, jakie powinniśmy mieć cele w życiu, jak powinniśmy postrzegać inną osobę. To stanowi podstawę naszego poostrzegania otaczającego nas świata. Nie ważne jaki jest wynik tych przemyśleń, możemy być osobami głęboko wierzącymi, możemy być ateistami. To, co w związku z tym tematem ustalimy sobie kieruje naszymi działaniami przez całe życie. To podejście do tej idei krystalizuje w nas nasze poglądy, nasze cele i nasze działania. Ma ono podstawowy wpływ na nasze życie, ponieważ ustala nasz podstawowy system przekonań o nas samych, o naszym środowisku i o naszej przyszłości.

Z Bogiem związana jest idea naszej śmierci. To jak go postrzegamy rzutuje w naszą wiarę w to co stanie się z nami po niej. A czy to właśnie śmierci nie lękamy się najbardziej? Spójrzmy na dzisiejszy świat. Poświęcamy mnóstwo czasu na leczenie naszych ciał, na wyszukiwaniu cudownych eliksirów, na wyszukiwaniu sposobów przedłużenia życia, na poprawę kondycji i witalności. Choć w bardzo zakamuflowany sposób to jednak temat śmierci jest dla nas szalenie ważny. Być może nie naszej, ale przynajmniej ważnych dla nas osób – dzieci, rodziców, ukochanego czy ukochanej. A to jak podchodzimy do tematu śmierci jest tym jak podchodzimy do tematu Boga. Śmierć i Bóg to tematy, które idą w parze. Czy zatem nie warto jest powracać czasem do rozważań na temat Boga? Nasza sytuacja życiowa zmienia się, ludzie, których spotykamy na naszej drodze również zmieniają się. Zmieniają się z czasem również nasze poglądy. Niechętnie jednak ponownie rozważamy ideę Boga, tak uczciwie, bez lęku, bez przymusu, z poświęceniem należytej uwagi. Choć teraz jedynie o tym wspomnę a rozwinę w późniejszych częściach książki przeciwieństwem Boga jest ego. To właśnie ono niechętnie skupia naszą uwagę na tym temacie. Najchętniej ukryłoby go bądź ośmieszyło. Pomimo, iż możemy mieć uczucie niechęci wobec rozważań na ten temat spróbujmy zrobić to razem.

Słowo Bóg, przynajmniej w naszej kulturze jest mocno zniekształcone. Przestało, jak było na początku jego powstania, wskazywać na to, na co powinno wskazywać. Zamiast tego, Bóg kojarzony jest z zupełnie czymś innym. Dla niektórych Bóg jest groźny, dla innych śmieszny, dla innych nieistotny. Na 99,9% słowo Bóg znaczy dla ciebie co innego niż powinno. I właśnie to przyjęte przez ciebie znaczenie jest sporym utrudnieniem w twojej nauce. Jest tak, ponieważ pewnych kwestii nie da się wyjaśnić bez rozważania o Bogu, ale jednocześnie nie można tego zrobić wtedy, gdy mylnie to postrzegasz. Rozważmy zatem jak możesz postrzegać Boga? Jako:

  • doskonałego stwórcę, który siedzi na tronie Nieba i decyduje czy pójdziesz do nieba czy do piekła;

  • stwórcę znajdującego się w Niebie, a ludzie na Ziemi muszą dowieść tego, że zasługują na jego miłość;

  • nieokreśloną materią, przyjmującą postać energii, która jest całym wszechświatem;

  • śmieszny, nic nieznaczący wytwór zalęknionych ludzi, którzy boją się śmierci;

  • komputer, gdzie my jesteśmy częścią programu komputerowego

  • coś istniejącego, lecz nieodgadniętego i niemożliwego do poznania przez ludzi.

Każde z tych określeń jest błędne. Mógłbym wskazać ci od razu na poprawne widzenie, ale lepiej będzie gdy prześledzimy błędy w tych wymienionych poglądach.

Pierwsze określenie dotyczy postrzegania Boga, jakie wytworzyły nauki kościoła katolickiego. Bóg rozumiany jest tutaj jako sędzia, który nagradza za dobre zachowanie a karze za złe. Przez to, część swoich dzieci, które nie były posłuszne karze dożywotnio, skazując ich na wieczne cierpienie. Przyjmijmy drugą naukę tego kościoła. Bóg jest miłością i kocha swoje dzieci. I choć nie widać tego, mamy tutaj dwuznaczność, niepoczytalność, pomimo że większość w to wierzy. Wskażcie mi matkę dzieci, która jednocześnie kocha swoje dzieci i chciałaby dla swojego dziecka wiecznego cierpienia, obojętnie co by zrobił, jakiego grzechu by dokonał. Bzdura, a mówimy o naszej ziemskiej miłości. Jak ona ma się do miłości Boga, która jest doskonała? Czy w jej obliczu Bóg mógłby samoistnie skazać którekolwiek ze swoich dzieci na wieczne cierpienie? Ba, na jakiekolwiek cierpienie? Jeżeli Bóg jest doskonałą miłością to chce, aby jego dzieci były wiecznie szczęśliwe. Czy Bóg, który jest doskonałą miłością stworzyłby swoje dzieci i jednocześnie chciałby, aby one cierpiały? Skoro jest doskonały, a to zakłada przecież idea Boga to jego miłość również jest doskonała zatem niemożliwe byłoby, aby skazywał nas na takie cierpienie skoro nas stworzył. Czy rodzice rodzący dzieci i jednocześnie kochający nie interesują się losem swoich pociech? To niemożliwe, musieliby być niepoczytalnymi, a przecież Bóg taki nie jest. Czy bóg będąc doskonałym mógłby zapomnieć o którymkolwiek ze swoich dzieci?

Zatem może inne podejście. Bóg znajduje się w doskonałym miejscu, w Niebie i tam jest doskonałą miłością dla wszystkich tych, którzy na to Niebo zasłużyli. Ci ludzie, którzy nie zasłużyli na Niebo poprzez swoje zachowanie nie jest dane cieszyć się jego miłością. Bóg stworzył świat, jako arenę, dał nam swoje nauki poprzez mesjaszy i mamy możliwość zasłużyć poprzez życie zgodne z jego przykazaniami na Niebo i jego miłość.

Czy Bóg mógłby wystawiać nas na takie próby. Skoro jest wszechwiedzący to wiedziałby zapewne, że część z dzieci obleje egzamin, a przy tym będzie musiał je ukarać. A co z ludźmi, którzy nie mają możliwości poznania danej religii? Na przykład nastoletnie dzieci z afgańskiej wioski, które nie miały możliwości poznania „nauk” kościoła katolickiego albo ludzi mieszkających w Polsce nie mających styczności z żydowską wiarą, albo muzułmańskie dzieci z niektórych regionów świata, które przez całe życie skazane są posłuch jedynej religii, ponieważ inne religie nie docierają tam (kombinacje różnych religii i regionów dozwolone)? A co z ludźmi z odizolowanych społeczeństw, gdzie istnieje jedynie wiara w przywódcę, a jakakolwiek wiedza religijna jest zabroniona? Czy Bóg będąc sprawiedliwym pozwoliłby im narodzić się w miejscu, gdzie wiara w niego nie dotrze? A nawet jeżeli dotrze to ich „start” ze startem dzieci mieszkającymi gdzie indziej byłby nie równy. Czy sprawiedliwy Bóg mógłby na to pozwolić? Jeżeli miałaby to być prawda to każdy człowiek powinien mieć zachowane te same szanse na otrzymanie tego samego przekazu religijnego w tym samym okresie jego życia. Dopiero wtedy można byłoby cokolwiek ze sobą porównać i osądzać. Co my, ludzie sądzimy o zawodach, w których ich gospodarz jednych uczestników faworyzuje? Uważamy, że to nieuczciwe, uważamy, że to grzech (jeżeli jesteśmy wierzącymi ludźmi). Czy zatem Bóg mógłby dopuścić się grzechu niesprawiedliwości a przy okazji karać za grzechy ? Bzdura.

Ktoś może powiedzieć, że po to są właśnie misje, ale czy to cokolwiek wyjaśnia? Na przykład w Polsce dzieci zaznajamia się z religią od najmłodszych lat, wiedza ta jest im wpajana, często na siłę. Mają przez to większą szansę na życie wieczne od innych, np. od dzieci zamieszkujących afgańską wioskę. Jaka jest wina Afgańczyka, że urodził się w takim kraju? Nie trzeba odwoływać się tutaj do regionów świata. W tym samym kraju będziemy mieli dwie różne sytuacje. Dziecko rodziców, którzy są praktykujący i dziecko rodziców, którzy wyśmiewają wiarę. A przecież przykazanie brzmi: słuchaj ojca i matki swojej! Zatem „start” dalej jest nie równy. Jaki rodzic, takie dziecko, a Bóg będąc sprawiedliwym nie mógłby karać dzieci za grzechy rodziców. I tak dalej. To nie trzyma się logicznego sensu.

Te wymienione dwa rozumienia Boga przyjmują wykluczające się sformułowania. Z jednej strony doskonała miłość a z drugiej kara. Z jednej strony sprawiedliwość z drugiej strony wystawienie na nierówny start. To tylko podstawowe sprzeczności. Zagłębiając się w logikę danego wierzenia znalazłbyś ich więcej.

Być może nie wierzymy w istnienie świata poza naszym wszechświatem. Nie wierzymy w Niebo, w żaden inny wymiar poza tym znanym nam obecnie. Wierzymy, że istnieje jakaś siła wyższa, nieokreślona materia, przyjmująca postać energii, która przenika cały wszechświat. Zakładamy zatem, że istnieje coś, co stworzyło ten świat i przez to stworzyło również samego siebie. To stwierdzenie samo w sobie jest sprzeczne. Jeżeli coś tworzy świat to musi w jakiś sposób być od tego oddzielone. Musi zatem istnieć coś co stwarza i coś co zostaje stworzonym. Te podejście jest trudne do obrony, z prostego faktu, nie odpowie na pytanie co było na początku wszechświata? Co nas stworzyło? Co stworzyło cały ten wszechświat. Naukowcy próbują wyjaśniać to różnymi fizycznymi teoriami. Istnieją teorie naukowe, które mówią, że wszechświat powstał z wielkiego wybuchu i po nim zaczęły tworzyć się gwiazdy i planety, a w końcu życie w takiej postaci, jaką obecnie postrzegamy. Co ciekawe, naukowcy nie są do końca pewni co działo się dwa tysiące lat temu, czy istniał ktoś taki np.: jak Jezus lub czy istniał ktoś taki jak Budda czy Mojżesz, ale są pewni co do tego, co było kilka miliardów lat temu. Trochę to śmieszne. Niestety, ale „wróżą z fusów”. To tylko teorie, próbujące w jakiś sposób przybliżyć nam tę wiedzę, aczkolwiek wiedza zmienia się wraz z nowymi odkryciami. Dzisiejsze teorie już jutro mogą zostać sfalsyfikowane, choć nie wierzenie w nie dzisiaj jest dla niektórych „obrazą” nauki i byciem głupkiem. Wróćmy jednak do początku stworzenia wszechświata. Czy to wyjaśnia jego przyczynę? Co sprawiło, że powstał wszechświat? Można powiedzieć, że wielki wybuch, aczkolwiek, aby do niego doszło musiała być jakaś załóżmy materia i antymateria. Zatem skąd wzięła się materia i antymateria, która doprowadziła do powstania wszechświata? Nie sposób na to odpowiedzieć. Jeżeli naukowcy wymyślą jakąś nową super-cząstkę to znów postawimy pytanie – ale skąd ona się wzięła – jaki był jej początek, kto to stworzył. Przecież sami naukowcy przyznają, że coś z niczego nie może powstać. Coś, nie wiadomo co, choćby energia musi istnieć, która zapoczątkuje formowanie się materii. Ale skąd wzięła się ta energia? Jaki był jej początek. Co sprawiło, że istnieje? W tym podejściu każda kolejna odpowiedź w kółko będzie tworzyć nowe pytania, zatem jest ona nie do obrony i trudna do przyjęcia, jeżeli uczciwie, z otwartym umysłem na to wszystko popatrzymy.

Możemy jeszcze przyjąć skrajnie ignoranckie podejście, że Bóg jest śmiesznym, nic nieznaczącym wytworem zalęknionych ludzi, którzy boją się śmierci, a my jesteśmy częścią środowiska, w którym żyjemy i w którym umieramy. Nie istnieje życie po życiu, nie istnieje żadne Niebo, żadna siła sprawcza. Jednakże to podejście potwierdza tylko nasz lęk ku temu, aby zastanowić się nad tym skąd się wzięliśmy. Przyjmujemy wtedy zasadę, że skoro nie wiem i nie widzę to nie wierzę i w ogóle nie zastanawiam się nad tym. Oczywiście możesz mieć takie podejście, ale ono niczego nie wyjaśnia, na nic nie odpowiada. Sugeruje jedynie, że boisz się zagłębić w te myśli, ponieważ boisz się tego, co możesz znaleźć poszukując odpowiedzi. Twój świat może legnąć w gruzach, gdy otrzymasz odpowiedź, to w co wierzysz teraz pryśnie i to napawa cię takim lękiem, że skłania cię do bycia ignorantem. Co ciekawe, ateiści, którzy świadomie wybrali swoją „wiarę” (bo ateizm też jest jej formą), z reguły są odważnymi ludźmi, którzy, pomimo możliwego ostracyzmu ze strony środowiska nie boją się zaprzeczyć temu, co uważają inni. Jednakże „poruszają” się oni tylko na jednym wymiarze. Ich podejście jest wynikiem negacji tego, w co wierzą inni. Nie zgadzają się z tymi, którzy wierzą w pierwsze podejścia, które opisałem na początku. Widzą tego bezsens i brak logiki. Jednakże zamiast szukać odpowiedzi gdzie indziej przyjmują tylko i wyłącznie skrajne stanowisko, które również jest tak samo błędne jak to czemu zaprzeczają. Nie potrafią wyjść poza te kontinuum, poza ten wymiar. Ateizm nie wyjaśnia niczego, jest tylko podejściem ignoranckim, bazującym na lęku spojrzenia ku prawdzie. Nie wyjaśnia tego skąd się wzięliśmy, co stworzyło świat – jaka była tego przyczyna. Jeżeli odpowiadają, że żadna, że to samo sobie istnieje to znów (jak w poprzednim akapicie) nie sposób odpowiedzieć na pytanie co było na początku. Kiedyś spotkałem młodą kobietę, która była osobą wierzącą. Jej wiara opierała się na podejściu katolickim. Choć nie była nadgorliwa w swojej praktyce religijnej to w pewnych istotnych kwestiach poruszała ten temat. Po pewnym czasie, gdy w mediach zrobiło się głośno o nadużyciach kościoła, o „grzechach” księży wobec społeczeństwa oraz o mieszaniu się kościoła w sprawy polityczne coś pękło w niej. Z osoby wierzącej stała się ateistką. Przestała wierzyć w kościół i w Boga. Nie rozważyła niczego pomiędzy tymi dwoma stanami. Nie rozważyła innych podejść do Boga. Tak często działa właśnie ateizm. Nie jest oddzielnym stanowiskiem lecz jest po prostu sprzeciwem wobec narzuconej im wiary, narzuconym, śmiesznym i błędnym sposobem interpretowania Boga. Jest formą sprzeciwu i buntu. Uzasadnionego, ponieważ wielu „wierzeń” kościoła nie sposób pogodzić lecz niewłaściwego. Przyjęcie skrajnego stanowiska nie rozwiązuje sprawy. Jest tylko formą buntu. Jest tylko zaprzeczeniem jednemu stanowisku tak, jakby rozumienie Boga opierało się tylko na tym jednym kontinuum, jakby nie było innego sposobu rozumienia.

Możemy również przyjąć nowy rodzaj podejścia, którego popularność zapoczątkowana została przez film Matrix. Jesteśmy częścią programu komputerowego, który stworzył ten świat, a my jesteśmy tylko jakiś niewielkim podzespołem, trybikiem, który pracuje na rzecz tego programu komputerowego. Choć dla niektórych podejście to może wydawać się śmieszne to obecnie zyskuje coraz liczniejszą „widownię”. I choć może wydawać się dla niektórych niewiarygodne to jednak z prawidłowym podejściem ma trochę wspólnego, o czym napiszę później. Niemniej całościowo również jest błędne. Skoro jesteśmy programem komputerowym, to ktoś musiał te komputery stworzyć. Co zatem stworzyło tych, którzy skonstruowali te komputery? Można przyjąć, że jakaś inna forma życia niż człowiek, ale kto stworzył tę inną formę życia? Jaki był jej początek? I po raz kolejny dochodzimy do pytania o to co było na początku, co nas stworzyło, co stworzyło ten wszechświat.

Rozważmy teraz ostatnie podejście, mianowicie Bóg czy Siła Wyższa istnieje lecz jest nieodgadnięta i niemożliwa do poznania przez ludzi. I byłoby to najbardziej rozsądne z podejść, które moglibyśmy przyjąć (bodajże Albert Einstein miał takie podejście), gdyby nie fakt, że jest możliwość doświadczenia Boga za życia. I to właśnie jest cel tej pracy. Przekazanie ci tego, że jesteś zdolny doświadczać go osobiście, bez pomocy kościoła, a jedynie dzięki własnemu umysłowi. To czy Bóg istnieje możemy sami doświadczyć. Nie proszę cię o wiarę, nie proszę o wierzenie w święte dogmaty. Nie musisz umierać, aby dowiedzieć się czy mam rację, o co wiele kościołów cię prosi. Przeciwnie, sugeruję ci, abyś żył w pełni i miał otwarty umysł, ponieważ to w nim jesteś w stanie zrozumieć. Nie jest to również nic rewolucyjnego. Istnieje wiele prac, które podobnie na to wskazują. Wielu autorów, w różnych językach, w różnych środowiskach przekazywało na swój sposób tę samą wiedzę, wiedzę o możliwości doświadczenia Boga za życia. Być może kiedyś spotkałeś się z tymi pracami być może nie, ale są i są dostępne dla każdego. Wymagają jedynie twojej chęci ponownego rozważenia tego czym jest Bóg. Nie podjęcia decyzji, nie wierzenia w dogmaty, jedynie uczciwego, z otwartym umysłem rozważenia sprawy. To tak niewielki koszt, a być może największa szansa na twoje cudowne odrodzenie. Wielu prawdziwie doświadczyło Boga i podzieliło się swoją wiedzą, bo zrozumieli tego przyczynę. Ty też doświadczasz Boga, ale bardzo słabo, bardzo rzadko i nie wiesz co jest czym i nie wiesz co do Niego prowadzi.

Wróćmy ponownie do naszych rozważań na temat różnych podejść do Boga. Moglibyśmy o każdym przypadku wiele napisać, znaleźć kolejne tezy świadczące o ich fałszywości, ale celem tej książki nie jest zajmowanie się tym, co błędne, ale wskazanie tego, co prawdziwe. Jednakże, w każdym z tych podejść jest też sporo prawdy. Prawie każda religia na świecie zawiera w sobie część prawdy. To nie jest tak, że to wszystko jest błędne. Zawierają sporo prawdy, aczkolwiek przysłoniętej przez ogrom zamieszania. Zostawmy jednak zamieszanie, bo nie ono jest naszym celem a skupmy się na prawdzie.

Czym jest Bóg? Przypomnij sobie teraz te uczucie, o którego przypomnienie prosiłem cię w poprzedniej części. Chodzi o tę lekką cudowność, o ten błogi stan. To właśnie styczna z Bogiem. W nim właśnie odczuwasz Boga. Jest to punkt styczności z Bogiem, chwila, w której odczuwasz Go, w której doświadczasz Go. W zależności od tego, jak dla siebie nazwałeś te uczucie, ma ono dla Ciebie różną nazwę, choć wszystkie są tym samym i wszystkie wskazują na odczuwanie Boga. Możesz to nazwać prawdziwym szczęściem, najszczerszym wzruszeniem, wszechogarniającą radością, całkowitą wolnością, najgłębszym pokojem, cudownym odpoczynkiem. Tak naprawdę te wszystkie uczucia są tym samym. Są właśnie Bogiem (jego odczuwaniem), choć widzisz je na razie jako różne to jednak są tym samym, czyli tym co najpiękniejsze w naszym życiu. Każde z tych uczuć: miłość, radość, wolność, spokój prowadzi do tego samego uczucia cudowności. To z niej wywodzą się twoje jej nazwy, ponieważ odczuwałeś to w różnych, na pozór niepołączonych ze sobą momentach swojego życia. Na głębszym poziomie każde z tych uczuć przejawiane głęboko prowadzi do tego samego odczuwania, do odczuwania Boga. Sam Bóg jest czymś nieskończenie większym niż to uczucie i nie da się tego wyjaśnić słowami, bo słowa są ograniczone, a przez coś ograniczonego nie sposób opisać coś nieograniczonego, aczkolwiek możemy doświadczać jego stanu, w którym On się przejawia.

Sama idea powstania słowa Bóg powstała z potrzeby nazwania tego cudownego stanu w jakiś sposób. Choć żadne z używanych słów nie jest dla tego właściwe, ponieważ te odczucie jest tak cudowne i tak radosne, że nie sposób słowami tego wyrazić. Każde słowo, będzie oddawało tylko znikomą część tego na co chce wskazać. Ale nie było innej drogi by móc wskazać innym drogę. Potrzeba nazwania tego wynikła z chęci dzielenia się przez oświeconych ludzi swoim cudownym doświadczeniem. Aby trafić do innych, musieli to jakoś nazwać. W różnych religiach i podejściach różnie to nazywano: bóg, nirwana, tao, wielka obecność, nieskończona miłość, siła wyższa itd. Jest to sposób wskazania tego właśnie stanu, tej cudowności, tego uczucia. Przez lata jednak nazwa zmieniła swoje znaczenie wskutek niepoprawnego rozumienia nauk swoich nauczycieli. Zostały one przeinaczone, źle rozumiane i obecnie nie wskazują już na to, na co miały wskazywać, a w zamian tego wskazują często na coś całkiem odmiennego, nawet nie zbliżonego do pierwowzoru. Potrzeba zatem jest by przywrócić tym słowom odpowiednie znaczenie, nadać im należyty kierunek. Choć słowa to tylko słowa – nie mają znaczenia to jednak część potrzebnych ci źródeł wiedzy, z których warto uczyć się posługuje się tymi nazwami, zatem dlatego właśnie lepiej jest przywrócić tym słowom odpowiedni kierunek, a przy tym twój szacunek.

Czy faktycznie jest to doświadczenie Boga? Tak, jest, ale twój lęk przed tym nie pozwala ci na to tak spojrzeć, nie pozwala ci tego tak nazwać. Często obawą staje się poczucie winy tego, że onieśmielamy się „doświadczyć” go, nie wierzymy, że my grzeszni, mali, ludzcy tak po prostu zwyczajnie możemy odczuwać Boga tu i teraz, bez żadnego wysiłku, bez dokonania mnóstwa dobrych uczynków. To jak zostaliśmy nauczeni ukierunkowało nas sposób patrzenia na Boga. Patrzymy na niego jak na coś nieosiągalnego, jak na coś co istnieje jedynie po śmierci i tylko tam będziemy go mogli ujrzeć i doświadczyć. Nic bardziej mylnego. Jedynie za życia możemy tego dokonać. Właśnie po to żyjemy, aby móc go przejawić tutaj. I każdy z nas godzien jest tego i każdy z nas proszony jest, aby tak się stało, choć tego nie słyszymy.

To właśnie prawdziwe szczęście jest Bogiem, to właśnie prawdziwa miłość jest Bogiem, prawdziwa wolność jest Bogiem, prawdziwa radość jest Bogiem. Czy nie jesteś tego godzien? Jeżeli byś nie był to po pierwsze nigdy nie odczułbyś tego uczucia (bo nie byłbyś godzien), a jednak przypomniałeś go sobie, jak o to poprosiłem. Po drugie, nie byłoby takich przekazów, że inni tego dostąpili.

Na przestrzeni dziejów ludzkości istniało wielu ludzi, którzy dostąpili zbawienia za życia lub jak kto woli zostali oświeconymi i którzy prawią o doskonałości Boga i jego doskonałej miłości. Nauczali w różnych miejscach, w różnym czasie, o różnym podejściu (to co teraz nazywamy różnymi religiami). Wskazywali na jego doskonałość, na jego wszechogarniającą miłość do swoich dzieci. Oczywiście to, co z tych nauk zostało zrobione i jaką mają one treść obecnie odbiega od pierwowzoru. Wiedza przekazywana przez prekursorów, przez oświeconych została mocno przetasowana z wiedzą, którą dołożyli ich uczniowie, a którzy nie byli oświeceni. Z tego względu powstał wielki miszmasz, który zawiera tak wiele sprzecznych idei i czasem łatwo się w tym pogubić, a jednak każdemu z nich towarzyszyło to samo odczucie Boga, ta boska cudowność, najwyższa szczęśliwość.

Możesz na chwilę obecną nie dowierzać moim słowom, możesz nie brać je poważnie, aczkolwiek to jest właśnie prawda. Choć teraz tego nie pamiętasz, ponieważ to uczucie wydarzyło się w przeszłości, nie odczuwasz tego w tym momencie, a obecnie masz jedynie tego posmak, możesz wątpić. Gdy jednak ponownie zaznasz tego odczucia, a stanie się tak na pewno to przypomnisz sobie wtedy moje słowa i przyznasz mi rację. Gdybyś w tym momencie mógł zaznać tego uczucia to wiedziałbyś, że jest to prawdą. Gdy odczuwałeś go w przeszłości nie miałeś nadanego tego właściwego kierunku, więc nie skojarzyłeś tego właściwie, choć odczułeś prawidłowo. Tym razem byłbyś pewien o czym mówię. W doświadczeniu tego odczucia leży pewność, że jest to właśnie tym co ma być. Jeżeli będziesz mógł, a moim celem jest umożliwić ci to, swobodnie doświadczać tego stanu nie będziesz bał się tego nazywać i będziesz całkowicie pewny tego. Niepewność rodzi się poza tym stanem. W tym stanie natomiast jest jedynie pewność. Gdy odczuwałeś to po raz pierwszy stan ten trwał jedynie krótką chwilę, a zdążył wywrzeć na tobie ogromne wrażenie i motywację (być może już nieco zapomnianą) by odczuć go ponownie. Kto jak nie Bóg jest godzien tego miana? Co więcej, odczuwałeś ten stan bardzo krótko i bardzo rzadko. Możesz odczuwać go mocniej i częściej. Czy możesz sobie wyobrazić tę chwilę wzmocnioną stokrotnie? To musiałby być nieziemskie uczucie. Już nieziemsko czułeś się w tamtej chwili, choć była ona tak ulotna i tak wątła (choć dostarczyła niezapomnianego odczucia). Jak zatem nieziemsko mógłbyś czuć się, gdybyś odczuwał ją w pełni świadomie, z większym nasileniem i znacznie dłużej? To przechodzi nasze wyobrażenia, ale początek tego odczuwania już właśnie zaznałeś. I teraz się ze mną zgodzisz, że jedynie Bóg zasługuje na miano tego, aby tak nazwać te odczucie, które byłoby tak wzmocnione. Już na samą myśl świta ci raj. Bo właśnie tym jest Bóg. Bóg jest Niebem (rajem, nie mylić z atmosferą). Twój umysł próbuje uparcie, niestety z dobrym skutkiem, rozgraniczyć te dwa pojęcia. Uważasz ze są czymś różnym, a w rzeczywistości jest to jedno. Gdzie jest Bóg, jest Niebo, gdzie jest Niebo jest Bóg. One są dla nas tym samym. Bóg jest stanem, a nie rzeczą czy osobą. Niebo też nie jest miejscem, lecz stanem. Obydwie nazwy wskazują na ten sam stan, są zatem jednością. Gdy próbujesz widzieć je oddzielnie, część prawdy właśnie Ci umyka.

W tym oto cudownym stanie wszystko jest doskonałe. Czy będąc w tym stanie nie kochasz prawdziwie? Czy nie radujesz się ogromnie? Czy nie czujesz wolności, wielkiej ulgi? Czy nie czujesz całkowitego bezpieczeństwa? Błogiego odpoczynku? Tak, to właśnie czujesz, gdy to doświadczasz, gdy doświadczasz tej cudownej lekkości, błogości. Czy Bóg będąc doskonałym nie zasługuje na miano doskonałej miłości, doskonałej radości, całkowitej wolności? Jeżeli przyjmiemy, że istnieje i że jest to jak nie inaczej moglibyśmy Go nazwać, jak nie tym co jest najpiękniejsze w naszym życiu. A to czy istnieje ten stan? Czy Bóg istnieje? To właśnie jest celem nauki, twojej nauki tego, by doświadczyć go ponownie i doświadczać coraz częściej i to za twojego życia, a nie po śmierci. I być pewnym, że tak jest, bo gdy ponownie zaznasz tego uczucia, tym razem z odpowiednią wiedzą nieco mocniej, będzie pewien!

Czy właśnie takiego Boga nie chciałbyś znać? Zamiast tego, w co do tej pory wierzyłeś? Czy nie chciałbyś widzieć Boga jako to, co jest najpiękniejsze? Przecież już sama idea Boga, Nieba zakłada coś wspaniałego, a czymże jak nie tym są te chwile cudowności? Tym właśnie jest Bóg, tą cudownością, którą doświadczyłeś i możesz doświadczyć ponownie. W tej cudowności, co napisałem już wcześniej zawiera się doskonała miłość, doskonała radość, doskonała wolność. Czy Bóg nie jest godzien tego, aby tak go nazywać? Czy dalej wolisz, aby był dla Ciebie kimś okrutnym, kimś niemiłującym, kimś potępiającym na wieczność, kimś, kogo trzeba się bać? Przecież Boga trzeba kochać i pożądać a nie bać się Go. Bóg jest miłością, jak głoszą obrazy w kościołach i to w nich jest prawdą. I za to właśnie Go uważajmy. To, co mylnie interpretowałeś w swoim życiu właśnie nim było.

Skoro Niebo jest rajem to logicznie do tego podchodząc powinno być przejawem najpiękniejszych uczuć, jakie możemy odczuwać: miłości, radości, wolności, spokoju, odpoczynku. Tym, co już odczułeś kiedyś. Jedyna różnica polega na tym, że odczułeś to słabo i na chwilę, a Niebo jest tego wiecznym zwielokrotnieniem. I tak właśnie chcielibyśmy to widzieć i takim też to jest. Odłóż na chwilę książkę i zapytaj siebie jak chciałbyś, aby wyglądało Niebo? Co chciałbyś czuć będąc w nim? Przyszły Ci na myśl te uczucia o zwielokrotnionej sile. Zatem jak każdy zaznałeś już odrobinę Nieba w swoim życiu i możesz go zaznać o wiele bardziej. A co najważniejsze, nie musisz umierać, by tak się stało.

Czy dalej wolisz, aby był dla Ciebie nikim? Jeżeli tak będzie to tylko Ty stracisz. Stracisz możliwość odczuwania najwyższej cudowności, ale nie kiedyś indziej, kiedy umrzesz… w tym życiu. Bez tego twe życie będzie jałowe, będzie bez sensu. Kiedyś nowy uczeń zapytał swojego nauczyciela czym jest ten stan. Nauczyciel zapytał: Czy podoba Ci się orgazm? Uczeń odpowiedział, że jest to jedno z najpiękniejszych uczuć, jakie kiedykolwiek doznał w życiu. Nauczyciel odpowiedział: To wyobraź sobie ten stan pomnożony tysiąckrotnie. Żadne z twoich działalności nie dostarczy ci tego. Choćbyś wymyślał najróżniejsze urozmaicenia seksualne, choćbyś wykupił najdroższe rzeczy, choćbyś miał najwięcej pieniędzy na świecie, choćbyś był władcą świata to tego nie odczujesz, zanim nie zmienisz swojego umysłu. To właśnie w twoim umyśle tkwi klucz do tego. A przede wszystkim w zrozumieniu tego czym jest Bóg i czym ty jesteś.

Być może boisz się tego uczucia nazwać Bogiem, ponieważ te chwile cudowności odczułeś po pięknym współżyciu seksualnym albo po wykonaniu jakiejś pracy, która nie miała wiele wspólnego ze „świętym” postępowaniem albo też jakiejkolwiek innej czynności, która nijak ma się do tego, jak religia uczy. Jest tak dlatego, że mylnie oceniasz, że to okoliczności wystąpienia tego stanu były tego powodem, a to nie one to sprawiły, lecz stan twojego umysłu.

Na chwilę obecną nie masz pojęcia jak bardzo się mylisz w tym, co „powinieneś” wykonać, aby tego doświadczać, czego musisz się nauczyć. Jednym zdaniem: niczego tak naprawdę nie musisz robić, wystarczy, że zmienisz sposób myślenia. Mylnie do tej pory uważałeś, co było przyczyną odczuwania tego stanu. Myliłeś prawdziwy powód z czymś innym. Zazwyczaj w takich stanach wierzymy, że to coś na zewnątrz nas przyczyniło się do tego. Na przykład wyjechaliśmy gdzieś indziej i zobaczyliśmy coś nowego, nieznanego, pięknego, coś co zaparło nam dech w piersiach. Lub gdy skończyliśmy jakieś zadanie i przyszła nagroda, gdy posiedliśmy jakąś drogocenną rzecz bądź rozpoczęliśmy związek z jakąś upragnioną osobą. Mamy skłonność do upatrywania powodu w okolicznościach, które towarzyszyły nam podczas odczuwania tej cudowności. I mylnie nauczyliśmy się, że to właśnie okoliczność mu towarzysząca jest tego powodem. Potem zorganizowaliśmy swoje życie tak, aby móc powodować kolejne okazje do przejawienia się tego stanu. Zaczęliśmy podróżować w nowe miejsca, zaczęliśmy nabywać coraz to bardziej drogie i ekskluzywne rzeczy, zaczęliśmy wchodzić w nowe związki uczuciowe. Jest więcej podobnych przykładów, które moglibyśmy pod to podciągnąć. Jedno w nich jest wspólne. Upatrujemy w nich szczęścia, w nich widzimy drogi do niego. I właśnie to jest jednym z podstawowych zafałszowań, w które wierzymy. To nie te rzeczy to spowodowały, ale stan naszego umysłu.

A My?

Wyjaśniając ideę Boga nie sposób nie zadać sobie pytania kim zatem my jesteśmy? Skoro On istnieje i możemy go doświadczyć jak zatem mamy rozumieć nas samych i otaczających nas ludzi.

Czym jest doskonałość? Jak podają słowniki: doskonałość to stan lub efekt w swej istocie bezbłędny, bezproblemowy, całkowicie zadbany i dopracowany w każdym szczególe. Bóg jest zatem doskonały, a jego doskonałość (z naszego punktu widzenia) możemy doświadczyć w stanie najwyższej cudowności. Stan idealny, bezbłędny. Doskonała miłość, doskonała radość, doskonały spokój, doskonała wolność. To możemy poznać. Czy zatem doskonałość mogłaby stworzyć coś, co doskonałe nie jest? Jeżeli mogłaby to nie byłaby już doskonała, ponieważ wyszłaby ze swojej doskonałości. Skoro może stworzyć coś doskonałego to po co byłoby tworzenie czegoś mniej doskonałego? Coś co byłoby niedoskonałe zaprzeczałoby jego doskonałości. Jeżeli Bóg jest doskonałą miłością to chce, by każde jego stworzenie również podzielało ten stan. Czy chciałoby, aby jego twór był niedoskonały i cierpiał z tego powodu, skoro On sam jest doskonałą miłością. Doskonała miłość kocha doskonale to, co stworzyła, a zatem skoro jest doskonała to „chce” doskonałości dla wszystkiego co stworzyła. Chce, by każde jej stworzenie podzielało doskonale jego doskonałą miłość.

Jeżeli Bóg jest doskonały to czy mógłby jedną ze swoich części stworzyć jako lepszą od innej części. Wtedy nie byłby doskonały. A skoro jest doskonały to każde z jego „dzieł” jest doskonałe i jest równe innej części. W tym zawiera się przecież pojęcie doskonałości, czyli nic dodać nic ująć, produkt powtarzalny, bezbłędny.

Wiele obecnych nauk kościoła katolickiego mija się z prawdą, ale w tym akurat aspekcie tak nie jest. Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo. Oto idea, którą pewnie każdy z nas słyszał. A dokładnie, Bóg stworzył nas takimi jak On sam jest. Nie tylko podobnymi, takimi samymi. Co napisałem na początku, skoro jest doskonały, to każda jego część, stworzenie również jest doskonałe. My jesteśmy jego częścią (lub jak kto woli jego dziećmi). Każdy z nas, każdy z twoich braci jest częścią Boga. Jesteśmy doskonali. Jesteśmy prawdziwym szczęściem, prawdziwą miłością, radością, wolnością, spokojem. Wszystkim co najpiękniejsze, ponieważ jesteśmy jego częścią, jego dziećmi. I niezależnie od tego, jak to obecnie postrzegasz, każdy z twoich braci, każdy człowiek jest taką samą częścią Boga jak ty. Ani nie lepszą, ani nie gorszą. Jesteśmy sobie równi pod tym względem. Nie możemy być lepsi, bo czy może być coś lepszego od doskonałości? Jedyne co nas różni to to, na ile jesteśmy tego świadomi, czyli jak daleko zaszliśmy w naszej nauce, ale obojętnie od tego, czy jesteśmy w niej biegli, zaawansowani czy dopiero startujemy, jesteśmy sobie równymi, względem Boga. Każdy z nas jest obdarzony Jego bezwzględną, doskonałą miłością.

Możesz myśleć o tym w kategoriach bluźnierstwa religijnego. Jednakże, gdy odrzucisz lęk, gdy otworzysz umysł i odsuniesz na chwilę to, co inni każą ci myśleć zobaczysz w tym całą logikę. Jesteś tym samym co Jezus, tym samym co Budda, co Kriszna, co Laozi, co Mojżesz i inni oświeceni bracia. Bóg stworzył wszystkich równym sobie. Pomyślmy o tym, jak mylnie uczy kościół. Z jednej strony podaje, że Synem Bożym jest Jezus Chrystus, był na Ziemi, a teraz zasiada w Niebie. Był Synem Boga na Ziemi. Gdzie indziej podaje, że my wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi, że to nasz „Ojciec Niebieski”. I to jest prawda. Dlaczego przy tym uważa za wielkie bluźnierstwo, gdy ktoś chce „zrównać” się z Jezusem? W ocenie Boga, zarówno ty jak i Jezus jesteście tym samym, bo zarówno on jak i ty jesteście jego częścią. Przecież i Jezusa nazwano Synem Bożym, jak również nas nazwano dziećmi Bożymi. Skoro Bóg jest doskonały to czy mógłby (co napisałem wcześniej) stworzyć różne dzieci? Nie, stworzył nas równymi.

Dlaczego zatem uznawać to za bluźnierstwo, dlaczego się tego bać? A ten właśnie strach, ta obawa nazwaniem siebie tak wielce powoduje, że sami wypaczamy prawdę. Jesteśmy tacy jak Jezus, tacy jak Budda i inni. Jedyną różnicą jest tylko nasz postęp w uświadomieniu sobie i przyjęciu za prawdziwe tego kim jesteśmy. Boimy się tego, bo jesteśmy mylnie nauczani. Choć Bóg nas docenia, my nie doceniamy siebie. Tak, jesteś ukochaną częścią Boga. Jezus też nią jest. Jezus był normalnym człowiekiem (takim jak ja czy ty), który w pewnym momencie swojego życia uświadomił sobie całą prawdę i przyjął ją, odrzucając wszelki fałsz, który stał pomiędzy nim a prawdą. Uświadomił sobie kim naprawdę jest, a kim nie jest. Uświadomił sobie kim są jego bracia. Uświadomił sobie, że jest częścią Boga i że każdy człowiek nią jest. Przyjął zatem swoją doskonałość i naucza innych, że również są doskonałością. To nie Bóg stał się człowiekiem, tylko człowiek uświadomił sobie, że jest Bogiem. To, co zniekształca twój obraz jest twoja wiara w małość, w bycie niedoskonałym.

Ty nie możesz być niedoskonały, bo jesteś stworzony przez Doskonałego, a jak napisałem wcześniej, Doskonały tworzy doskonałe. Nie możesz wybrać między byciem doskonałym a niedoskonałym. Ty tylko śnisz o tym, że jesteś niedoskonały, będąc w prawdzie doskonałym. Ty tylko w to wierzysz, tracąc prawdę sprzed oczu, ale nawet, gdy ją tracisz, gdy tego nie postrzegasz, nadal jesteś w jego oczach doskonały. I nic tego nie zmieni. To tak jak z twoimi snami, stąd porównanie tego do snu, tak, abyś mógł to zrozumieć. Możesz w swoim śnie wierzyć, że jesteś np. kotem, ale sen nie może zmienić prawdy tego, że poza snem jesteś człowiekiem. Nie wiem jak bardzo sen zdawałby się być realnym to i tak nie staniesz się kotem. Twoje życie jest jak taki sen. Wierzysz w coś, co nie istnieje, w coś co zachodzi jedynie w twojej fantazji, w twojej wyobraźni, ale naprawdę, jesteś kimś innym.

Na zawsze jesteś doskonały, taki jak On, bo jesteś jego częścią. Ty tylko możesz śnić o tym, że jesteś niedoskonały, możesz odrzucać prawdę o sobie i swoich braciach i widzieć coś, co jest fałszem. Nie zmieni jednak to faktu kim jesteś i kim będziesz zawsze. I właśnie to robisz, śnisz cały czas. Śnisz i wyobrażasz sobie coś czym nie jesteś. Twoje życie jest jak sen, sen o byciu niedoskonałym, oddzielnym od Boga.

Tak właśnie siebie widzisz i tak widzisz swoich braci, jako niedoskonałymi. Gdy spojrzysz na to, co widzisz obecnie, co postrzegasz, nic nie wydaje się być doskonałe. Myślisz sobie jak te ciało może być doskonałe, te ciało, podatne na choroby, podatne na atak. Jak ten umysł, który lęka się, który atakuje może być doskonały. I zaprawdę tak jest. Nie myl doskonałości z tym, co obecnie o sobie sądzisz, z tym, co jak myślisz jesteś. To nie jest doskonałe, to sen o niedoskonałości. Ty nie jesteś taki, jakim siebie obecnie postrzegasz.

Nie jesteś ciałem. Ciało, które widzisz i które odczuwasz jest jedynie twoim wytworem, jest iluzją. Jest twoim ograniczeniem, które nałożyłeś na siebie, by widzieć siebie niedoskonałym. Inne ciała są również ograniczeniem, które nałożyłeś na swoich braci, by nie widzieć ich doskonałości. Ograniczyliśmy swoją wielkość, swoją doskonałość do tego, co w naszym umyśle wytworzyliśmy i wierzymy w to, że tym właśnie jesteśmy. Samo ciało nie jest ani dobre, ani złe. Prawidłowo postrzegane jest jedynie narzędziem komunikacji. Niestety, ale uwierzyliśmy, że te narzędzie jest nami samymi.

Przypomina mi się film o tytule Surogaci, w którym główną rolę grał Bruce Willis. I to przypomina trochę naszą sytuację. Wcielamy się w pewien rodzaj awatarów przy czym zapominamy o tym, że jedynie się w nie wcieliliśmy. Pomyliliśmy czym naprawdę jesteśmy, zapomnieliśmy już. Nie pamiętamy prawdy. Cała nauka polega na tym, abyśmy przypomnieli sobie kim naprawdę jesteśmy. Na nasze szczęście, żadne zagrożenie nam nie grozi, tak jak to przedstawiał wspomniany film. My tylko wyobrażamy sobie to, że może nam coś grozić. Jeżeli zamieniliśmy naszą pamięć o doskonałości w pamięć o niedoskonałości to również zamieniliśmy naszą nieśmiertelność w myśl o śmiertelności. Dlatego też nic ci nie grozi. Możesz jedynie chcieć tak to widzieć, gdy ograniczasz siebie. Jedyne co ci „grozi” to długa iluzja nie-szczęśliwości, jedynie długi sen o byciu niedoskonałym i śmiertelnym, ale każdy w końcu się przebudzi. Możesz zrobić to szybciej i zaoszczędzić sobie czasu cierpienia.

Tym właśnie była ostatnia nauka Jezusa, którą dał ludziom. Myślisz, że został ukrzyżowany? Myślisz, że umarł? To kolejne pomylenie kościoła. Z jednej strony głosi o tym, że był On Synem Boga, Doskonałości, z drugiej strony, że został zabity. Czy Bóg mógłby zostać zabity przez grzeszników? Czy tak nisko oceniasz możliwości Boga? A w to właśnie wierzymy. Wierzymy, że coś tak wątłego jak ciało mogłoby zabić coś, co jest częścią Boga. To dopiero jest niepoczytalność. Niepoczytalność, która jest powielana i powtarzana. Jezus, który odkrył prawdę chciał pokazać innym, że nie jesteśmy ciałem. Pokazał, że nie można go zabić. To była jego najważniejsza i najdonioślejsza lekcja. Niestety, ale wypaczona i źle zrozumiana. Otóż pokazał, że jeżeli nie wierzy się w tę iluzję nic ci nie grozi. Pokazał, że śmierć jest iluzją, w którą wierzymy. Śmierci nie ma. Jedynie co może umrzeć to złudzenie, iluzja. Prawda nigdy nie umrze, bo prawda jest nieśmiertelna, jest wieczna i niepodatna na ataki iluzji. My możemy jedynie śnić o naszej śmierci czy śmierci innych osób. W prawdzie nikt nie umarł, bo nikt umrzeć nie może. Poprzez ukrzyżowanie i zmartwychwstanie Jezus chciał przekazać, że śmierci nie ma. Chciał udowodnić to i zrobił to. To przekazał właśnie swoim uczniom. A jak to zrozumieliśmy? W ogóle! Przypisaliśmy Jezusowi wyjątkowe cechy i uznaliśmy, że był on zesłanym Jego synem i tylko On był w stanie tego dokonać. My, śmiertelni nie możemy tego uczynić, a On był Bogiem w postaci ludzkiej, dlatego też tego dokonał. Nam pozostaje jedynie śmierć i rozprawa sądowa przed Bogiem. Jednym zdaniem nie zrozumieliśmy (i nie rozumiemy nadal) z tej lekcji niczego. Fakt, faktem, Jezus jest synem Boga, ale takim jak każdy z nas. To, czego on dokonał, może dokonać każdy z nas, jeżeli uświadomi sobie to kim jest, kiedy uświadomi sobie swoją doskonałość. Jak napisałem wcześniej, jedna część Boga nie może być lepsza bądź gorsza od innej części Boga, dlatego też każdy z nas jest w stanie być takim jak był Jezus, a dokładniej to myśleć tak jak on. I co ważne, a co będzie rozwijane później nie wymaga od Ciebie poświęcenia, jedynie wymaga zrozumienia.

Niezależnie od tego czy jesteś biały, czarny czy czerwony; biedny czy bogaty, mężczyzną czy kobietą; Polakiem, Rosjaninem czy Nepalczykiem. Każdy ma takie same możliwości. Gdy zatem postrzegasz siebie jedynie jako ciało, umniejszasz sobie i swojemu potencjałowi. Gdy przypisujesz sobie cechy ciała to wierzysz, że naprawdę może ci się coś stać. To tak jak z tym filmem Surogaci. Jak zapomnisz, że jesteś jedynie w awatarze to możesz uwierzyć w to, że można cię zabić i możesz funkcjonować cały czas z lękiem, który to nie pozwala ci ujrzeć prawdy, ponieważ patrzysz wokół siebie i widzisz śmierć innych awatarów, ale nie pamiętasz, że to jedynie awatary. I coraz bardziej wierzysz, że twoja rzeczywistość ogranicza się do tego jak siebie postrzegasz obecnie.

Śmierci nie ma. Umierają jedynie złudzenia, a dokładniej rzecz mówiąc to albo zamieniają się w inne albo odchodzą, gdy przestajesz już w nie wierzyć. Śmierć, tak jak ją postrzegasz jest jedynie zamianą jednego złudzenia w inne, zamiana jednego snu na inny. Tym właśnie jest reinkarnacja. W danym „życiu” nie zdołaliśmy uświadomić sobie prawdy, umieramy i ponownie odradzamy się, a dokładniej rzecz mówiąc wytwarzamy kolejne złudzenie „życia”. Powodem tego jest fakt nie bycia gotowym na zrozumienie tego kim jesteś naprawdę. Jedynie poprzez świadomość możesz opuścić „karuzelę” życia i śmierci, ponieważ ta karuzela jest wymyślonym zaprzeczeniem prawdy. Zrozumienie i całkowite przyjęcie tego, że jest to fikcją kończy tę karuzelę.

Faktem jest, że istnieje sporo prac, starszych i nowszych, w którym dowodzi się, że z ewangelii we wczesnym okresie chrześcijaństwa z polecenia kościoła zostały wycięte fragmenty o reinkarnacji. Fragmenty te były nie rozumiane i niespójne z ówczesnym rozumieniem nauk Jezusa. A reinkarnacja jak najbardziej ma miejsce, ponieważ TY nie możesz umrzeć, twój umysł nie może umrzeć. Możesz jedynie błądzić, możesz jedynie śnić o swojej śmierci, ale dokonać jej nie możesz, ponieważ jesteś częścią Boga. Nie uświadamiając sobie prawdy ponownie śnisz o ciele i tak cały czas. Narodziny i śmierć. Aż się nie nauczysz kim naprawdę jesteś. Nie czeka cię rozprawa sądowa przed Bogiem, bo on nie prowadzi żadnego sądu. On kocha doskonałą miłością każde ze swoich dzieci, a jedynym osądem, którego może dokonać jest taki, że jesteś taki jak on, jesteś doskonały i całkowicie niewinny.

Jednakże nawet reinkarnacja jest złudzeniem. Zachodzi, ale jako złudzenie, bo ani nie umierasz, ani nie rodzisz się ponownie. Nigdy się nie narodziłeś i nigdy nie umarłeś. Trwasz wiecznie. Ty tylko śnisz o swoich narodzinach jako ciało i o swojej śmierci jako ciało. Nic naprawdę ciebie prawdziwego nie dotyka. Nic co nieboskie ciebie nigdy nie sięgnie. Życie jest Bogiem, a śmierć jest nieboska, a zatem niemożliwa.

Jak Bóg, będący doskonałością mógłby stworzyć piekło lub też dopuścić do tego, aby ono istniało i aby jego dzieci znalazły się w nim? On nie stworzył piekła, ty tylko o nim śnisz. Boisz się piekła? Niepotrzebnie, można powiedzieć, że już w nim jesteś, bo nie jesteś w Niebie. A dokładniej to jesteś cały czas w Niebie, ale wierzysz, że jest inaczej, bo śnisz sen o piekle. Nie grozi ci po śmierci żadne strącenie w piekielne ognie. Już sobie sam to stworzyłeś. Ktoś, kto bardzo niekorzystnie ocenia swoją obecną sytuację życiową może szybciej się z tym zgodzić. Ci, którzy mają „wiele” z tego świata powiedzą zapewne… skoro tak wygląda piekło to świetnie, mogę być w nim cały czas. Mówią tak jedynie dlatego, że nie zaznali ogromu szczęścia wynikającego z bycia w Niebie. Gdyby choć przez chwilę prawdziwie odczuli Niebo, już zawsze wiedzieliby, że wszystko inne jest „piekłem”. Twoja sytuacja życiowa jest jaka jest. Czasem może ci się wydawać bardziej znośna czasem mniej. Jest zmienna. W tej chwili być może masz wiele i cieszysz się, ale to wszystko jest złudne. Możesz stracić swoje bogactwo, prędzej czy później możesz ciężko zachorować, możesz zostać kaleką, możesz stracić kogoś bliskiego i mogą zajść inne zdarzenia, które w tym świecie występują. A w końcu, w swoim postrzeganiu świata, umrzesz i zostawisz wszystko, co miałeś. Czy chcesz nazwać to Niebem?

Skoro nie jesteśmy ciałem to kim jesteśmy? Pomyśl na spokojnie. Co może pozostać w nas, jeżeli odrzucimy ciało? Umysł. Jesteśmy umysłem, który myśli. Inni mogą nazywać to duszą, duchem. Ale czymże jest duch jak nie umysłem. Myśli, ale nie ma ciała. Zatem jesteśmy umysłem. Najprawdopodobniej w twoich myślach pojawiło się skojarzenie z mózgiem. Nie, nie jesteśmy mózgiem, bo mózg to część ciała, czyli coś wytworzonego. Naszą prawdziwą naturą jest wolny, nieskrępowany umysł. To jak postrzegasz obecnie umysł, jako wytwór pewnych biologicznych narządów nie jest tym umysłem, którym jesteś. Oczywiście, możesz wyobrażać sobie, jak chce tego ego, że umysł jest pochodną mózgu. W rzeczywistości natomiast to mózg jest pochodną umysłu. Jesteś nieograniczonym umysłem, który siebie samego zawęził do postaci mózgu.

Jeżeli łatwiej dla ciebie będzie to dla swojej wygody możesz używać słowa dusza, aczkolwiek słowo to nabrało konkretnego znaczenia z biegiem czasu jego używania. Dusza kojarzy się z czymś, co przechowuje pamięć o tym, co działo się wtedy, kiedy dusza była ciałem i że ta przeszłość ma wpływ na to co dzieje się z nią obecnie. Jednakże w rzeczywistości przeszłość nie ma żadnego wpływu na nas, nie ma wpływu na świadomych prawdy nas. Zatem, jeżeli potrafimy postrzegać duszę bez bagażu przeszłości to śmiało możemy używać terminu dusza. Jeżeli natomiast wyobrażamy sobie duszę, która błąka się, straszy i nie może odejść z powodu przeszłości to lepiej zostańmy przy nazwie umysł niż przy duszy.

Te wszystkie nasze rozważania pokazują jak świat ego, jak nieprawda potrafi obejść wszystkie „piękne” słowa i wprowadzić do nich element nieprawdy. Dlatego też używaj słów bez przywiązywania się do nich. Słowa są tylko słowami, nazwy są tylko nazwami, one jedynie wskazują na coś, co istnieje naprawdę i co możemy odczuwać w postaci doświadczenia, uczucia, stanu. Gdy „przykujesz” się do słów, to w pewnym momencie zaczną one nabierać dla ciebie innego znaczenia i prawda, kryjąca się pod nimi zacznie ci umykać. To właśnie stało się z naukami Jezusa. Zostały wyselekcjonowane, „obrobione” i zmieszane z wytworami późniejszych wyznawców. I powstał wielki miszmasz, w którym każdy się gubi.

Słowa mają za zadanie jedynie przybliżyć ci prawdę. Tak jak wielu oświeconych ludzi pisało w swoich pracach, prawdy wprost nie można napisać, nie można powiedzieć, ponieważ jej istota leży poza słowami. Słowa są ograniczone i nie mogą jednoznacznie określić to, co nieograniczone. Mogą jedynie przybliżać ci to, co leży poza nimi. Jedyną rzeczą, która jest w stanie dokładnie wprost wyrazić, czym jest Bóg i czym ty jesteś jest doświadczenie, uczucie najwyższej cudowności. W niej leży cała niewypowiedziana i niemożliwa do wypowiedzenia prawda. Uczucie, które można jedynie przybliżać czymś ograniczonym w postaci słów, ale nie można jego oddać w całości. Jednakże, w sytuacji, w której zamknąłeś się na prawdę jedynie słowa mogą cię z niej wyprowadzić, słowa, które umożliwią ci doświadczenie. Doświadczenie na „własnej skórze” tym kim jesteś i kim jest Bóg. Przy tym doświadczeniu cała niepewność ustępuje, a ty poznajesz. Słowa, nauki mają za zadanie tak tobą pokierować, aby doświadczenie mogło zaistnieć i mogło w tobie trwać nieprzerwanie.

Jak już napisałem wcześniej nie jesteś ciałem, jesteś umysłem. Przy czym, twój umysł obecnie nie funkcjonuje tak, jak powinien, a dokładniej to zagubił się w labiryncie fałszywych myśli i nie wie jak z niego wyjść. Uwierzył, że ten labirynt jest całym jego domem. Nawet przestał już marzyć o tym, że jest z niego wyjście, zaakceptował swoją niewolę i przestał pamiętać nawet, że w niej jest. Jedynie od czasu do czasu przemyka przez niego myśl, że może to nie jest wszystko. Tym, co cię trzyma w tym labiryncie jest twoje ego, kolejne ważne słowo klucz. W zdecydowanej większości prac, autorzy terminem ego nazywają stan twojego umysłu, w którym obecnie jesteś. Na chwilę obecną rządzi tobą ego i podpowiada ci nieprzerwanie, że jedyną twoją rzeczywistością jest ono i to, co ono ci pokazuje. A jest to tyran, ponieważ z rzeczywistości wybiera jedynie te elementy, które pasują do tego, co chce ci pokazać. Tak, abyś nadal wierzył, że ten labirynt, że ta cytadela jego osądów, jego wierzeń to cały twój świat.

Tak jak mylnie postrzegasz piekło tak mylnie postrzegasz szatana. Szatan, tak jak ty go rozumiesz również nie istnieje. Nikt nie może być przeciwnikiem Boga. Jeżeli Bóg mógłby mieć jakiegokolwiek przeciwnika to przestałby być doskonały. Szatan, który czeka na ciebie w piekle jest wymysłem, który trzyma cię w labiryncie poprzez podtrzymywanie twojego lęku. Jeżeli już cokolwiek mielibyśmy tym terminem nazwać to twoje ego. Jednakże, twój lęk karze ci wierzyć, że szatan to ktoś tak potężny jak Bóg. Nie, przestań się bać tych głupot. Ego jest szatanem jedynie w tym sensie, że swoimi podpowiedziami przysłania ci Niebo, ale nie jest nikim potężnym. Tak naprawdę jest bezsilne, jeżeli będziesz wiedział kim jesteś naprawdę. W tej prawdzie nic nie będzie miało większej mocy niż ty sam, nie będzie takiego wroga, który choćby w najmniejszy sposób mógłby ci zagrozić. Ego jest potężną fortecą dopóki wierzymy, że jest fortecą. W prawdzie jest to forteca zbudowana z piasku lub jak kto woli z kart. Dopóki jednak nie wiemy kim jesteśmy jawi nam się bardzo solidnie.

Tak więc obecnie nie znasz swojego prawdziwego ja, ponieważ poznaje się je w wyniku doświadczenia stanu prawdy, a ten zależy od twojej nauki. Teraz funkcjonujesz pod dyktando ego. Nie jesteś sobą, jesteś jakby robotem, jak z filmu Martix. W kolejnych rozdziałach będziemy kontynuować temat ego.

Cała nauka polega na tym, aby zrozumieć co jest prawdą, a co fałszem. Przyjąć swoją prawdziwą funkcję, zrozumieć swoją naturę, a odrzucić to, czym nie jesteś i czym Bóg cię nie stworzył. Tego właśnie dokonał Jezus. Gdy całkowicie zrozumie się prawdę i ją przyjmie a odrzuci się to, co fałszywe prawda będzie widziana a fałsz zapomniany.

Bóg stworzył swoje dzieci i obdarzył ich swoją doskonałością. To, co widzisz obecnie jest tylko twoim wytworem, jest tylko wiarą w bycie niedoskonałym. W naszej prawdziwej naturze, której nie postrzegamy, którą zgubiliśmy jesteśmy stanem najwyższej cudowności, przejawem najwyższej miłości do wszystkiego. To nasza prawdziwa natura.

Jesteśmy częścią Boga, a każda z Jego części ma te same cechy co On, ponieważ w tym tkwi doskonałość. Masz nieograniczoną moc nadaną Ci przez Boga. Jedynie sam siebie ograniczasz i więzisz w postaci wątłego ciała, podatnego na ataki, chorobę i śmierć. Ty jesteś o wiele „większy” niż ciało. Nie jesteś ciałem, ale uwięziłeś siebie w nim i wierzysz, że ciało, to cały ty.

Dlatego też masz taką samą moc jak On. I nikt nie może sprzeciwić się twojej woli. Postanowiłeś, aby nie widzieć się jako doskonałym i wytworzyłeś niedoskonały świat, w którym jesteś niedoskonały. To oczywiście nie jest prawdą, a jedynie snem, aczkolwiek wierzysz w to, że tak jest. Masz nieograniczoną moc i własną wolę, zatem zdecydowałeś się przeciwstawić swojej „naturze”, swojej rzeczywistości. Jako, że w prawdzie nie możesz być niedoskonały to możesz śnić o tym, że tak jest.

Możesz zapytać, skoro jesteśmy tacy jak Bóg, i zdołaliśmy wytworzyć sen o niedoskonałości to czy sam Bóg nie mógłby tego zrobić i śnic o niedoskonałości, zapominając o nas? To kamień milowy w twojej nauce. Wyobraź sobie, że Bóg to wszystko co naprawdę istnieje, cały wszechświat. Nie jest to żaden oddzielny byt, a wszystko co jest. Cała rzeczywistość. Jedynie jego część, którą jesteśmy my może „odłączyć” się w świadomym poznawaniu tego faktu. Bóg jest wiecznie tym, czym jest ponieważ jest wszystkim, a jedynie jego niektóre części mogą śnić sen o oderwaniu się od niego. On nigdy nie zapomni, ponieważ jest wszystkim, co istnieje. Jedynie części mogą śnić o oderwaniu, ponieważ są tylko częściami.

Choć to nie będzie prawdą, ale może ci pomóc to zrozumieć – Bóg jest wszystkim tym, co pozostało ze wszystkiego po oderwaniu się od niego jego części. Wszystkie nie mogą się oderwać, bo Bóg jest nieograniczony. Zatem On nie może śnić takiego snu jak ty. Nieprawdą jest natomiast oderwanie się. Ty nie oderwałeś się, bo zrobić tego nie możesz. Jedynie zaprzeczyłeś swojej naturze. Tak jak fala w oceanie. Fala może śnić, że jest osobnym jeziorem, ale nigdy się nie oderwie od oceanu, jedynie może śnić o oderwaniu.

Ważnym aspektem w nauce jest to jak postrzegasz innych ludzi. Jeżeli więzisz ich w ciele to sam siebie również będziesz tak postrzegał. Jeżeli patrzysz na innego brata jak na mężczyznę, kobietę, kogoś atrakcyjnego, kogoś na kogo trzeba uważać, „swojego” lub „obcego”, nędzarza lub bogacza to nie widzisz jego całej doskonałości, a przy tym nie widzisz swojej. Ograniczając go do ciała ograniczasz siebie do niego. I wierząc, że jesteś jedynie ciałem, wierzysz, że możesz cierpieć, że możesz chorować, że możesz umrzeć. Inni ludzie, tak samo jak ty zostali stworzeni przez Boga doskonałymi. Każdy jest zarazem wyjątkowy i niewyjątkowy. Wyjątkowy jest w tym sensie, że jest na zawsze częścią Boga. Niewyjątkowy natomiast jest w tym sensie, że każdy z braci został obdarzony taką samą, maksymalną miłością. Bóg nie postrzega nikogo jako lepszego czy gorszego ponieważ już postrzega maksymalnie. Nic od doskonałości nie może być już większe. I z tego faktu należy się radować, a nie smucić, ponieważ jest on gwarantem wiecznej miłości Boga do ciebie.

Część ciebie, którą obecnie przyjmujesz za swoje ja na myśl o tym może zareagować smutkiem. Możesz myśleć, że zatem nie jesteś wyjątkowy dla Boga, zatem nie zasługujesz na jego miłość. To właśnie podpowiada ci twojego ego. Jednakże jesteś wyjątkowy, doskonale wyjątkowy, ale przy tym tak samo wyjątkowy jak inni. Każdy dla Boga jest jego doskonale ukochanym dzieckiem. W tym stwierdzeniu znajduje się twoje szczęście. Skoro Bóg nikogo nie skreśla, nikogo nie darzy mniejszą miłością to również ciebie nigdy nie będzie darzył mniejszą miłością. Zawsze będziesz dla niego ukochanym dzieckiem, obojętnie o czym śnisz, obojętnie co wyobrażasz sobie, że dokonałeś. Niczego w swoim śnie nie dokonałeś, aby miało to przełożenie na życie poza snem. Sen jest tylko snem.

Tak naprawdę w twojej nauce twój brat jest najlepszą jej pomocą. To, jak go postrzegasz rzutuje na to jak postrzegasz siebie. Dzięki niemu możesz się wyzwolić z nieprawdy. Jeżeli będziesz zdolny widzieć swojego brata takim, jakim jest w prawdzie, to będziesz zdolny przyjąć tę prawdę dla siebie. Gdy natomiast będziesz zawężał prawdę jedynie do siebie uważając, że jesteś wybranym Synem Boga, to zaprzeczysz tym samym całej idei jego doskonałości, jego doskonałej miłości. Tym samym odrzucisz prawdę i pozostaniesz w złudzeniach. Jednakże, gdy naprawdę zrozumiesz i przyjmiesz prawdę nie będziesz zdolny widzieć inaczej swojego brata niż jako część Boga. Tym właśnie jesteśmy. My wszyscy, bez wyjątku!

 

 

Dwie emocje

Temat tego, kim jest Bóg, kim jesteś ty i twoi bracia będzie nam towarzyszył przez wszystkie rozdziały. Są to podstawowe zagadnienia, które rzutują na to, jak widzisz, co postrzegasz. Niebo nie jest czymś oddzielnym od Ciebie, nie jest żadnym oddzielnym miejscem. Jest stanem ZAMIAST tego stanu, który widzisz. Możesz widzieć Niebo i w nim przebywać, możesz śnić o wytworzonym świecie i nie widzieć przez to Nieba. To, jak wierzysz czym jesteś powoduje to, co widzisz na około siebie. Są to dwa całkowicie oddzielne od siebie stany, które są dla ciebie dostępne.

Tym dwóm stanom towarzyszą dwie różne emocje. Niebu towarzyszy najwyższa cudowność, a wytworzonemu światu towarzyszy lęk. Są to dwie emocje, które tak naprawdę możesz odczuwać. Są one wobec siebie przeciwstawne w tym sensie, że możesz odczuwać naraz tylko jedną z nich. Albo towarzyszy ci najwyższa cudowność albo towarzyszy ci paniczny lęk, który przybiera wiele różnych form. Reszta emocji i uczuć jest tylko pokłosiem odczuwania tych dwóch uczuć. Jeżeli jesteś świadomym tego kim jesteś naprawdę to towarzyszy ci jedynie najwyższa cudowność, doskonała miłość. Gdy natomiast zaprzeczasz prawdzie i widzisz się inaczej to towarzyszy ci lęk.

Zaprzeczyłeś prawdzie, wierzysz w swój sen, wierzysz w swoją niedoskonałość, w to, że jesteś kimś oddzielnym od Boga i temu towarzyszy lęk. Lęk, który jest bardzo mocno i sprytnie kamuflowany przez ego. Lęk, który tylko czasem wypływa na powierzchnię i daje ci o sobie znać. Jest tak trudnym dla ciebie do zniesienia stanem, że od razu angażujesz całą swoją moc, w pozbycie się go, w ukrycie jego.

W tym momencie masz dwa wyjścia. Albo zrozumieć, że jest on bezpodstawny, a w tym pomogłoby Ci zrozumienie tego kim jesteś naprawdę i że cały lęk jest w ogóle niepotrzebny i bezzasadny. Albo pozbyć się go, ukryć przed sobą, jednocześnie wierząc, że jest on nieunikniony. Zawsze wybierasz złą drogę. Otóż odsuwasz od siebie lęk, by go nie widzieć. W tym pomaga Ci ego. Ego jest właśnie takim mechanizmem, który działa na twoje usługi, będąc pokłosiem twojego wyboru, twojego wierzenia.

Ego, jako mechanizm „pomaga” ci w (prawie) skutecznym odsunięciem tego panicznego lęku jak najdalej od siebie. Wytwarzając świat, który widzisz, zamykasz się w wyimaginowanym bunkrach, barykadach, aby bronić się przed nim. Niestety, ale ten lęk powraca do ciebie cały czas, a ty cały czas odsuwasz go od siebie. Nie patrzysz na przyczynę lęku, ale na jego skutki. Ego jest na tyle skuteczne w swoich działaniach, że przeważnie nie jesteś w ogóle świadomy tego, że lęk cały czas ci towarzyszy. Gdy zapyta się większości osób o odczuwanie lęku to najczęściej powiedzą, że jedynie czasem go czują, jedynie czasem są go świadomi. To właśnie dzięki skutecznemu działaniu ego lęk został zepchnięty do twojej podświadomości i tam rzutuje na wszystko, w co wierzysz. Aby skutecznie bronić się przed nim wytworzyłeś swój świat, swoje ciało, ciała innych ludzi. Dzięki temu masz poczucie, że jesteś bezpieczny. Jest to twoja forma obrony przed nim. Ale czy naprawdę jesteś bezpieczny w swoim świecie? Z każdej strony czyha na ciebie niebezpieczeństwo. Inni ludzie mogą zabić ciebie lub twoich bliskich. Może zabić cię choroba, może zabić cię nowy rodzaj wirusa czy bakterii, może zabić cię zrządzenie losu, np. wypadek komunikacyjny, a może zabić cię kataklizm. W swoim świecie nigdy nie jesteś bezpieczny, bo ten świat został zrodzony w lęku i na nim bazuje. Jest on snem, w którym wierzysz, że lęk jest zasadny i jest próbą poradzenia sobie z nim. Jest jakby grą komputerową, w której tworzysz wszystko, by obronić się przed karą i cały czas uciekasz przed nią, tworząc swoją obronę. Temu wszystkiemu towarzyszy lęk, paniczny strach przed twoim definitywnym końcem/śmiercią. Tą karą, której się tak panicznie boisz jest kara Boża. Kara za to, że miałeś czelność przeciwstawić się jego woli. Za to, że z jego doskonałości wytworzyłeś coś niedoskonałego.

Ty nawet sobie tego nie uświadamiasz, że tak właśnie jest i że to jest twoim głównym motywem „trwania” w tym świecie. Jest to przez ego skryte najgłębiej jak się da w twojej podświadomości. Ego, które pierwotnie zostało przez ciebie wytworzone, by cię „chronić” przejęło władzę nad tobą. Jego „śmierć” jest widziana przez ciebie jako twoja własna, ponieważ obecnie wierzysz, że cały ty to ego i nic poza nim. Odsuwa od ciebie wszelkie myśli o prawdziwych przyczynach lęku, zniekształca je i projektuje na „zewnątrz” ciebie. Przyznaj sam, czy w ogóle myślisz o tym, czy trzeba bać się Boga? W większości przypadków ten temat jest daleko od świadomości, a jeżeli już jest to odpowiedź brzmi twierdząco. Ci natomiast, którzy twierdzą, że nie muszą się go bać, zazwyczaj mają na myśli jedynie siebie, jako pokłosie swojego dobrego zachowania. A Boga nie trzeba się bać, z racji tego kim on jest i kim ty jesteś, a nie tego co śnisz. Tak natomiast chce tego ego, abyś tak to widział, bo dzięki temu odsuwa od ciebie prawdę. Idea kamuflowania lęku przez ego będzie rozwijana w dalszych rozdziałach.

Teraz, nawet, gdy podejrzewasz, że nie masz się czego bać, to ego nadal wierzy w to, że lęk jest zasadny i odsuwa twoją świadomość od przyczyny lęku w karę Bożą. Taki ma „wbudowany” mechanizm. Walka z nim nie ma najmniejszego sensu, bo jest walką z czymś co jest złudzeniem. Drogą wyjścia natomiast jest zrozumienie tego, dlaczego nie masz się czego bać.

Możesz spróbować wyobrazić sobie to w ten sposób. Jesteś jego częścią, doskonałą, umiłowaną, taką jak Bóg. Część doskonałości przejmuje doskonałość całości. W pewnym momencie zacząłeś zastanawiać się czy możliwe jest bycie niedoskonałym. I w tym momencie wytworzyłeś urojenia będące tym, jak siebie postrzegasz. Zapomniałeś o tym, kim jesteś naprawdę i uwierzyłeś w swój sen, że jesteś zdolny sprzeciwić się jego woli, sprzeciwić się całkowitej jego miłości. Niczemu się nie sprzeciwiłeś. Ty tylko wyobrażasz sobie, że tak właśnie jest. Jednakże twoja wiara w to zrodziła cały lęk, lęk przed karą Bożą, karą za twoje zachowanie. Tak też teraz postrzegasz Boga, jeżeli w ogóle się nad nim zastanawiasz. Rozumiesz Boga jako sędziego, który zdolny jest strącić cię do piekła. Bóg natomiast nie rozumie w ogóle twojego lęku, bo wie kim jesteś naprawdę. Nie podziela twoich obaw, twoich lęków. Cały czas „zaprasza” cię z powrotem do siebie i cały czas próbuje przekonać cię o tym, że nic ci nie grozi. A ty cały czas nie wierzysz mu. Wygląda to trochę jak rozmowa ojca z synem, gdy dziecko zamknęło się w łazience, gdy zobaczyło jakiś dziwny cień za kanapą. Ojciec próbuje przekonać syna, że nic mu nie grozi, że to tylko złudzenia, ale dziecko panicznie bojąc się tego, pomimo starań ojca nie chce dalej wyjść z łazienki.

Bóg zapewnia cię o tym, że nic ci nie grozi, a ty dalej w to nie wierzysz. Nie wierzysz, bo zapomniałeś kim jesteś i kim on jest. Gdybyś wiedział to wiedziałbyś, że Bóg nie może cię nigdy ukarać, bo wiedziałbyś kim on jest. W ogóle tobie nic nie grozi. Jedynie możesz wierzyć w to, że coś ci zagraża. Wierzysz w chorobę, wierzysz w swoją śmierć, a to tylko twoje urojenia, to tylko złudzenia.

Jedyne co cię powstrzymuje od przyjęcia prawdy o sobie jest lęk przed nią, jest tym fałszem, którego się nauczyłeś, w który wierzysz. Reszta lęków jest pochodną tego pierwotnego lęku przed Bogiem, dlatego ważną rzeczą jest zrozumienie kim On jest i dlaczego w ogóle nie trzeba się go lękać. Jest On tym, co uważasz za najpiękniejsze w życiu. Ze strony Boga nic ci nie grozi. To dzięki temu, że jesteś Jego częścią w ogóle żyjesz, w ogóle istniejesz. I nic tego nie zmieni, bo taka jest Jego wola.

I jeszcze raz podkreślmy, czym On jest. Nie wyobrażaj sobie go jako jakąś postać, nie wyobrażaj go sobie jako coś zamkniętego w jakiejś materii lub też w jakieś przestrzeni. Bóg jest wszystkim co istnieje. Bóg nie ma miejsca, nie ma ciała, nie ma materii ani antymaterii. Nie patrz na to od strony fizycznej, materialnej. Twój umysł próbuje to tak widzieć, ponieważ jesteś przyzwyczajony do postrzegania miejsca i przestrzeni. Bóg natomiast jest wszystkim.

Bóg jest jedynie i aż najwyższą, maksymalną cudownością. Jest stanem, uczuciem. Bez przestrzeni, bez czasu, bez osobnego, zamkniętego na pewnej przestrzeni bytu. Jest stanem, który trwa. Tym właśnie jest Bóg. Jest uczuciem najwyższego piękna, najgłębszego spokoju, maksymalnej miłości i zgodności. I w rzeczywistości ty też jesteś tym stanem, jako jego część. Nie jesteś oddzielnym bytem, jesteś jego częścią, która uświadamia sobie swoją prawdziwą naturę. Jesteś najcudowniejszym z możliwych stanów, uczuć. Nie masz formy, nie zajmujesz przestrzeni. Twoja rzeczywistość to Bóg, czyli uczucie, które w rzeczywistości odczuwasz wiecznie i z maksymalną intensywnością, bez żadnych „spadków” odczuwania tego stanu.

Ty zaś próbujesz patrzeć na Boga przez pryzmat przestrzeni, czasu i ciała. Jako coś, co zawsze będzie w pewnej opozycji do ciebie. Próbujesz inaczej na to patrzyć niż jest w rzeczywistości.

Posłużmy się jeszcze raz ideą doskonałości. Ponownie wyobraźmy sobie Niebo. Możemy wyobrazić sobie, że jest to doskonałe miejsce, doskonała przestrzeń. Jeżeli jest ona doskonała, maksymalnie doskonała to każdy punkt tej przestrzeni jest tak samo doskonały jak każdy inny punkt. Nie można ich odróżnić, ponieważ każdy z tych punktów jest doskonały, każde z miejsc w przestrzeni jest tak samo doskonałe, bo mówimy o doskonałości. W tym rozważaniu widzimy, że skoro wszystko jest doskonałe i takie same to całą idea przestrzeni traci na znaczeniu. Jest ona wtedy nie potrzebna, ponieważ funkcją przestrzeni jest rozpoznawanie pewnych różnic w niej, skoro wszystko jest doskonale takie samo to myślenie o przestrzeni nie jest potrzebne. Oczywiście możesz spojrzeć na to z lękiem. Możesz pomyśleć sobie, że w Niebie będzie pustka, skoro nie ma żadnej przestrzeni. Tak właśnie działa ego, takiego sposobu myślenia zostałeś nauczony. Myśląc w ten sposób cały czas posługujesz się terminem przestrzeni. A sam ten termin nie będzie nic znaczył już. Można powiedzieć, że nie będzie przestrzeni nie dlatego, że niczego nie będzie, ale że ty będziesz wszędzie, w każdym miejscu. W takim spojrzeniu przestrzeń nie będzie miała znaczenia. Nikt ci tej przestrzeni nie zabierze dopóki będziesz jej chciał. Jednakże w toku swojej nauki sam zauważysz, że nie jest ona ci już potrzebna, że zamiast/oprócz niej jest przestrzeń nie-fizyczna, lecz duchowa, przestrzeń stanu najwyższej cudowności, najwyższej miłości, Bóg.

Posłużmy się dalej ideą doskonałości czasu. W tym momencie proszę, abyś na chwilę odłożył książkę i znalazł odpowiedź na moje pytanie, mianowicie: co jest przeciwieństwem czasu? Spróbuj znaleźć odpowiedź w umyśle. Zatem, jeżeli jesteśmy w doskonałym stanie to każdy moment jest tak samo doskonały jak inny. Jest wyrazem odczuwania maksymalnej cudowności, w każdej chwili, w każdym momencie. Nie sposób odróżnić jednego momentu od drugiego momentu, ponieważ każdy z nich jest maksymalnie cudowny, niczym się nie różnią, osiągając swoje maksimum. Te maksimum trwa… wiecznie. Przeciwieństwem czasu jest wieczność. Nie próbuj rozumieć wieczności jako czasu, który trwa bardzo, bardzo długo. Wieczność jest stanem, w którym nie ma czasu, ponieważ każdy moment jest tak samo piękny jak każdy inny. Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości. Nie oczekujesz na żadną zmianę, ponieważ masz już absolutnie wszystko czego pragniesz.

I znów twoje ego może podpowiadać ci lęk. Możesz pomyśleć sobie, że nigdy nie będziesz. Możesz pomyśleć tak, bo nadal myślisz w kategoriach czasu. Czas przestanie mieć dla Ciebie znaczenie, nie będzie wywierał na ciebie żadnego wpływu, jak ma to miejsce obecnie. Patrzysz na swoje życie ciągle w kategorii przeszłości i przyszłości. Analizujesz przeszłość by nadać kierunek swojej przyszłości, o którą się martwisz. Chwila teraźniejsza dla ciebie praktycznie nie istnieje. A to ona jest kluczem do drzwi Nieba. Jeżeli chwila, w której trwasz jest całkowicie doskonała i wiesz, że to co się zdarzyło, nie zdarzyło się naprawdę, a jedynie było twoim snem, a każda następna chwila będzie równie doskonała jak ta obecna, bo będziesz miał pewność, że nic ci nigdy nie będzie grozić to cała idea czasu przestaje być dla ciebie potrzebna.

Umysł nie potrzebuje fizycznego miejsca tak jak ty go obecnie postrzegasz. Umysł może jedynie przejawiać stany, myśli, idee. Wszystko, co jawi się jako fizyczne jest jego ograniczeniem. Twoje ciało ogranicza ciebie do pewnej przestrzeni, do pewnego miejsca. Jest ograniczeniem narzuconym sobie. Jest obroną lęku, który w tobie trwa, ponieważ wierząc w ciało, wierzysz w oddzielenie siebie od Boga. Wierzysz, że możesz się ukryć przed nim i uniknąć kary. Wierzysz w oddzielenie, wierzysz, że Bóg jest jakimś oddzielnym wobec ciebie bytem, który może ci zagrozić. Dlatego też ego trwa w wierze w ciało. Ego wytworzyło ciało, aby w jego wierzeniu chronić cię przed wyimaginowaną karą Boga. Zobacz zatem jak niepoczytalna jest ta idea. Jak ciało miałoby cię przed czymkolwiek chronić. Jedynie zdaje się odsuwać karę i myśli o niej w czasie. Jeżeli wierzysz w ciało to wierzysz w śmierć i choć starasz się to odsuwać od siebie to i tak w twoim wierzeniu ona będzie nieuchronna. Zauważ, że gdybyś wierzył, że nie jesteś ciałem to większość twoich obecnych lęków byłaby bezzasadna. Czy bałbyś się tego, że umrzesz, że zachorujesz, że ktoś może cię zranić? Czy bałbyś się o to, czy zarobisz pieniądze? Czy bałbyś się o to, że komukolwiek z twoich bliskich cokolwiek zagraża? Wiara w ciało, a dokładniej wiara w to, że jesteśmy tylko ciałami jest mechanizmem ego, które podtrzymuje twój lęk.

Jak ciało mogłoby być siedliskiem doskonałości? Nie może nią być. Wierząc w ciało, wierzysz w swoją małość, wierzysz w swój sen. A w prawdzie umysł nie potrzebuje żadnego ograniczenia, bo będąc częścią Boga jest nieograniczony, jest doskonały.

Przestrzeń i czas, tak jak je obecnie postrzegasz są jedynie twoim wytworem, aby zaprzeczyć prawdzie. Będąc w niej jesteś nieograniczony i bezczasowy. Jesteś częścią Boga. Posługujesz się inną percepcją niż jest w rzeczywistości. Ty postrzegasz przestrzeń i czas w formie, której w Niebie nie ma. I tak wyobrażasz sobie zarówno Niebo jak i piekło, zarówno Boga, jak i siebie. Tego zostałeś nauczony przez ego i tak postrzegasz wszystko.

Przestrzeń i czas zostały przez ciebie źle zinterpretowane. Doskonałość i jedność przestrzeni została rozdzielona i podzielona. W tym sensie wytworzyłeś przestrzeń tak jak ją widzisz, ale prawdziwa przestrzeń zawiera się wszędzie jako jedność, przez to nie ma ona znaczenia w konkretnych punktach lecz ma znaczenie jako zjednoczona jedność. Przestrzeń fizyczna w Niebie przemienia się w przestrzeń duchową. W takim sensie ona istnieje, ale jedynie w takim. Tak samo z czasem. Czas nie zawiera już przeszłości, ponieważ została ona odpuszczona (o czym będę pisał w późniejszych rozdziałach) oraz przyszłości, ponieważ stan teraźniejszości jest utrzymywany stale w świadomości. Z racji całkowitego bezpieczeństwa jakiekolwiek planowanie nie ma już znaczenia i nie odbywa się. Po co masz planować, skoro jesteś świadom tego, że jesteś już w Niebie i nic ci nie grozi i że każda kolejna chwila będzie równie boska co poprzednia? Istnieje jedynie teraźniejszość.

Każdy punkt przestrzeni, czasu jest tak samo doskonały i piękny. Ten „inny świat” jest percepcją stanu, jest jedynie odczuwaniem, stanem, w którym przebywasz wraz ze wszystkim co kochasz, z każdym twoim bratem. Dzielisz się cały czas maksymalną miłością ze wszystkim i wszędzie. Żadna kara nikomu nie grozi, jedynie całkowite spełnienie, wieczna radość i miłość.

Lęk przykrywa ci odczuwanie najwyższej cudowności, tego co jedynie czasem „udaje” ci się odczuć i co stanowi dla ciebie cel. Pomyliłeś jednak środki prowadzące ku temu. To właśnie najwyższa cudowność jest twoim domem, jest twoim prawdziwym ja. Jest tym kim naprawdę jesteś i kim jest Bóg. To kim jest Bóg jest tym kim ty jesteś, bo jesteś jego częścią. Nie ma oddzielenia między tobą a Bogiem, między Bogiem a twoimi braćmi oraz między tobą a twoimi braćmi. Wszystko jest stanem najwyższej cudowności.

Jednakże, jak już wspominałem wcześniej, słowa są ograniczone i nie mogą dokładnie wyrazić czegoś nieograniczonego. Już samo napisanie słowo Bóg sugeruje Ci, że jest to coś oddzielonego od Ciebie. Zapewne, pomimo moich wyjaśnień, nadal czytając to słowo w głębi swojego umysłu postrzegasz to jako coś oddzielnego od Ciebie. Jest tak, bo nie do końca wierzysz w jedność. Nie do końca to przyjąłeś. To jednak kwestia nauki i możesz się tego nauczyć. Powiedzmy, że Bóg to jest taka postać ciebie, w której podzielasz i odczuwasz swoją całkowitą doskonałość. Bóg jest zatem stanem końcowym twojej drogi, jest etapem ukończenia nauki, w której „uzyskujesz” dyplom bycia częścią Boga. Uzyskujesz znaczy uświadamiasz sobie, że zawsze nim byłeś, ale do tej pory śniłeś, że jest inaczej.

Bóg, ja, ty i nasi bracia w prawdzie jesteśmy zjednoczeni i nic tego zjednoczenia nie może zniszczyć. Jesteśmy stanem najwyższej cudowności. A teraz śnimy o oddzieleniu i lękamy się powrotu do domu, wierząc, że cokolwiek nam grozi. Lęk natomiast jest tym, co trzyma nas w oddzieleniu, co trzyma nas w nieświadomości, zasłaniając nam widok prawdy sprzed oczu. Wytwarzamy świat, narodziny i śmierć i tułamy się poza naszym prawdziwym domem, nie chcąc do niego wrócić, z obawy przed wyimaginowaną karą. Wierzymy, że lęk jest zasadny i że cokolwiek nam grozi. A poprzez to przysłaniamy sobie naszą prawdziwą naturę, stan najwyższej cudowności, doskonałej miłości, wolności i radości. Uproszczeniem jest napisać, że my odczuwamy w Niebie najwyższą cudowność. My nią jesteśmy i niczym poza nią. Jesteśmy stanem, najpiękniejszym z możliwych.

Najwyższa cudowność

Przede wszystkim brakuje ci motywacji do tego, aby dążyć do uświadomienia sobie prawdy. Jest tak, ponieważ nie wiesz z czym wiąże się stan najwyższej cudowności. Pojęcie to stało się dla Ciebie jedynie teoretycznym rozważaniem, mrzonką, cudownym ale nieosiągalnym dla ludzi stanem. Jest tak dla tego, ponieważ tak niewiele jest w tobie doświadczenia. Ten stan możesz odczuwać na bieżąco, ponieważ jest twoją rzeczywistością. Jak napisałem wcześniej, zapewne nieraz miałeś w swoim życiu już styczność z tym stanem. Chwile te określasz w swojej pamięci mianem prawdziwego szczęścia. Oczywiście to tylko przebłysk, słabe odbicie tego stanu prawdy, aczkolwiek poczułeś już to, o czym piszę.

Może nasunąć ci się myśl – ale czy ja chcę być doskonały? Czy nie lepiej mi będzie, gdy będę miał swoje wzloty i upadki, gdy będę odczuwał sinusoidę uczuć, od pięknych po złe? Masz wrażenie, że to właśnie ta sinusoida sprawia, że lepiej odczuwasz te piękne stany, ale to tylko iluzja. Wcale tak nie jest, że to dzięki złym emocjom radujesz się z pięknych chwil. To złe emocje przykrywają w tobie te piękne, które są w tobie cały czas, ale wydobywane są na powierzchnię w jedynie krótkich chwilach. Bez tych krótkich chwil ego nie mogłoby trzymać cię w swoich ryzach, zbuntowałbyś się bardzo szybko. Dostarcza ci je, byś wierzył, że to dzięki niemu i jego rządom w tobie w ogóle ich zaznajesz. Uczy cię przez cały czas, że to dzięki jego staraniom czasem tego doświadczasz. Z tym, że to jest odwrócenie kota ogonem. Wierzysz, że to dzięki tym negatywnym emocjom lepiej uświadamiasz sobie i mocniej przeżywasz piękne chwile. W prawdzie ty doświadczasz tych pozytywnych emocji cały czas, nieprzerwanie, z maksymalnym natężeniem i nigdy ci się one nie nudzą. Nuda wobec tych pozytywnych emocji jest wynikiem „wtargnięcia” w nie tych złych emocji, jest zaprzestaniem odczuwania pozytywnych emocji poprzez zamianę ich na emocje negatywne. To kolejna sztuczka ego, abyś nadal wierzył, że negatywne emocje są ci do czegoś potrzebne. Nie są. One są potrzebne jedynie po to, abyś dalej był w swoim labiryncie ego, po to, abyś z niego nie wyszedł. To iluzja, pułapka, w którą nieustannie dajesz się nabrać.

Samo w sobie pojęcie doskonałości może być dla ciebie zbyt doniosłe, zbyt oderwane od twojej rzeczywistości, zbyt teoretyczne. Termin doskonałość może dla ciebie nic nie znaczyć, być jedynie filozoficznym rozważaniem. Jednakże możemy przybliżyć ten stan słowami, które są tobie bliższe. Na najwyższą cudowność można spojrzeć z różnych perspektyw, w zależności od naszego doświadczenia. Możemy widzieć ją jako prawdziwą miłość, jako całkowitą wolność, jako cudowną radość, jako najgłębszy spokój poparty uczuciem całkowitego bezpieczeństwa, jako stan prawdziwego, maksymalnego szczęścia. Co więcej, dopiero w stanie najwyższej cudowności jesteś w stanie naprawdę odczuwać pełną gamę pozytywnych uczuć. Teraz masz jedynie przebłyski. Teraz masz jedynie ich namiastkę. I te niewielkie przebłyski już teraz traktujesz jak cudowny stan. Pomyśl zatem jak określisz stan o wiele mocniejszy od tego.

Tak naprawdę źródłem jakiejkolwiek pięknej emocji, którą kiedykolwiek doświadczyłeś: miłości, wolności, radości, bezpieczeństwa, szczęścia jest twoja prawdziwa rzeczywistość, Bóg. Choć ego chce, abyś uważał, że to dzięki jego staraniom czasem doświadczasz tych uczuć to jednak nie ono ich tobie dostarcza. Ty ich również nie wytwarzasz. Ty jedynie możesz ich być świadom, możesz je jedynie odbierać. Jak było napisane we wcześniejszych rozdziałach, ty jesteś w prawdzie tym stanem, tak jak każdy z twoich braci, jak sam Bóg. To właśnie jest prawda, to, że jesteś tym pięknem, uczuciem, stanem. Będąc zatem w prawdzie, a dokładniej będąc świadomy prawdy ty nieustannie doświadczasz piękna, najwyższej cudowności, ponieważ nie ma niczego co odgradzało by ciebie od twojej rzeczywistości. Obecnie jednak jesteś schowany za barykadami, które wytworzyło ego i jedynie czasem udaje ci się doświadczyć piękna, własnej rzeczywistości. To właśnie te krótkie chwile bycia świadomym prawdziwego siebie dostarczają Ci / dają przepływ pozytywnych emocji. To właśnie to jest źródłem piękna, które odczuwasz. Wszystko czego pragniesz najbardziej w życiu jest właśnie Bogiem. A czego pragniesz najbardziej? Przynajmniej jednego z tych uczuć: odwzajemnionej miłości, całkowitej wolności od wszystkiego co przykre, niesplamionej niczym radości, poczucia całkowitego bezpieczeństwa swojego i swoich najbliższych, prawdziwego szczęścia będącego wyrazem spełnienia, odnalezienia samego siebie. Tym właśnie jest stan najwyższej cudowności. Tego, czego pragniesz w życiu najbardziej. Choć ego cały czas pogrywa z tobą w „kotka i myszkę”, wymyślając ci różne pośrednie cele do zdobycia to jednak zdajesz sobie sprawę, że każdy z nich ma finalnie doprowadzić cię do jego właśnie najważniejszego celu. Te pośrednie cele tak naprawdę tylko odciągają cię od realizacji głównego celu i oszukują cię odnośnie tego, jaka droga do niego prowadzi. To kolejna sztuczka ego. W każdym razie, stan najwyższej cudowności nie jest jedynie filozoficznym rozważaniem, twoja doskonałość nie jest jedynie dyskusją. Jest to twój główny cel życia. Jest tak dlatego, że najwyższa cudowność to właśnie stan, którego poszukujesz ido którego dążysz, choć nazywasz to inaczej i wybiórczo.

Miłość, wolność, radość to różne strony patrzenia na tę jedną boską emocję, która jest w tobie, na twoje prawdziwe ja, którym jesteś. Doskonała miłość jest zarówno doskonałą radością jak i doskonałą wolnością, jak i doskonałym spokojem. Gdy odczuwasz doskonałą miłość, odczuwasz zarazem całkowitą wolność i radość. Miłość bez wolności i radości nie jest już miłością lecz jej wypaczeniem. My widzimy je obecnie jako trochę oddzielne stany, ale tylko dlatego, że nie odczuwamy ich w pełni. To oczywiście tylko nazwy, ale wskazują na pewne odczuwane przez nas stany. Widzimy je jako różne. Jednakże, gdybyś każdy z nich odczuł prawdziwie, z odpowiednim natężeniem zauważyłbyś, że łączą się ze sobą i przechodzą w jeden wspólny stan, najwyższej cudowności. Dlatego też nazwa najwyższej cudowności jest najbliższa stanu prawdy. Jeżeli nadal jest ona dla ciebie pojęciem zbyt teoretycznym, zbyt ogólnym (a będzie to miało miejsce jedynie przez chwilę, gdy zaczniesz swoją naukę) to posłuż się tym, czego pragniesz: prawdziwą miłością, prawdziwą wolnością, prawdziwą radością, całkowitym bezpieczeństwem, prawdziwym szczęściem. Teraz już wiesz, że tego właśnie szukasz.

Pamiętaj, że mówimy tutaj o prawdziwym uczuciu, a nie jedynie o sloganach, pustych hasłach bez uczucia. Chcąc miłości nie chodzi ci o nazwę, nie chodzi ci o to, aby wszyscy powiedzieli ci jedynie o tym, że cię kochają. Ty chcesz CZUĆ miłość w sobie, ty chcesz CZUĆ być kochanym. Same słowa nie są uczuciem. Ile było przypadków ludzi kochanych przez miliony a tak nieszczęśliwych, którzy popełniali samobójstwa? Spójrz na gwiazdy, na celebrytów. „Na papierze” kochają ich miliony, ale brak tego uczucia w nich, brak odczuwanej, prawdziwej miłości. Nie deklarowanej lecz odczuwanej. To samo z wolnością. Czy zależy ci na tym, aby jedynie uważać się za wolnego czy czuć wolność w sobie? Czy uważanie się za wolnego zmienia cokolwiek? Spójrz na ludzi bardzo bogatych, których majętność wydaje się czynić z nich ludzi wolnych. Czy jest tak naprawdę? Czy odczuwają wolność? Czy ty odczuwasz prawdziwą wolność wtedy, gdy trochę się wzbogacisz? Ludzie mają miliardy a i tak ciągle nie są wolni. Ciągle muszą doglądać biznesu, ciągle muszą czuwać nad swoim majątkiem. Ich wolność jest fałszywa, jest wybiórcza. Pod pewnym względem są wolni, ale pod innym nie. To nie prawdziwa wolność, to iluzja wolności, slogan. Dalej mowa o pełnym, wewnętrznym uczuciu prawdziwej wolności. To samo z poczuciem bezpieczeństwa. Czy czujesz się bezpieczny? Czy kiedykolwiek w swoim rozumieniu siebie i świata możesz się czuć prawdziwie bezpiecznie? Choćbyś był bogaty i całkowicie zdrowy na ciele to i tak w twoim przekonaniu nie jest to możliwe, bo wiesz, że kiedyś zdrowie się skończy, kiedyś przyjdzie śmierć, twoja lub twoich bliskich. Zawsze możesz mieć wypadek nie z twojej winy. Ciągle próbujesz zabezpieczyć się, wznosić umocnienia obronne, ale czy w tych świecie one dadzą ci bezpieczeństwo? Jedynie chwilową mrzonkę, która prędzej czy później runie. My jedynie używamy sloganu bezpieczeństwa, namiastki, mrzonki. Nasze poczucie bezpieczeństwa jest jedynie chwilowe, jest tylko sloganem. Prawie nigdy nie czujemy się prawdziwie bezpieczni, ponieważ każde takie prawdziwe poczucie przysłania myśl o tym, że coś może się zmienić, że czas płynie itd. A ty chcesz prawdziwego, całkowitego poczucia bezpieczeństwa, chcesz CZUĆ się bezpiecznym, rozumianym zarówno jako własne bezpieczeństwo i twoich bliskich. Masz tylko namiastkę, imitację, złudzenie. Jednakże poczucie bezpieczeństwa stanowi dla ciebie jeden z głównych celów. Pracujesz, jesz, ubierasz się itd… czy mimo twoich starań masz poczucie pełnego bezpieczeństwa? Niestety nie.

To czego naprawdę szukasz w życiu jest tym, czym w swoim przejawie jest najwyższa cudowność. Jest twoją rzeczywistością, do której dążysz, niezależnie co robisz. Problem polega na tym, że nie znasz właściwej drogi, a cały czas wybierasz drogę która nie prowadzi do celu, a jedynie do złudzenia celu. Nawet jeżeli przez chwilę osiągasz cel, to jest on jedynie chwilowym złudzeniem. Nie doszedłeś do swojej rzeczywistości, ponieważ gdyby to udało ci się, efekt byłby stały. A tak, twoje uczucia są jedynie chwilowe. Realizujesz jeden cel, który na chwile daje ci to czego szukałeś i za chwilę musisz realizować następny cel. Uczucie realizacji gaśnie w tobie bardzo szybko. Jest tak, ponieważ pomyliłeś drogi. Doszedłeś do złudzenia a nie do drzwi wyjściowych. To labirynt ego. Dochodzisz do ściany z lustrem, który przypomina wyjście, chcesz przejść i zawracasz ponownie do labiryntu. Celem ego jest to, abyś nigdy z niego nie wyszedł. Według niego za prawdziwymi drzwiami nie czai się najwyższa cudowność, twoje szczęście, to czego pragniesz lecz twoja śmierć. Myśli tak, ponieważ samo ono jest nieprawdziwe i wychodząc z labiryntu ego przestaje być potrzebne, jest to jego koniec. Dlatego jak może trzyma cię w swoim labiryncie. Celem prawdy jest to, abyś wyszedł z labiryntu i już więcej nigdy nie był oszukiwany, być znalazł prawdę i swój prawdziwy dom. Tak właśnie ta zabawa ego wygląda.

Od tej pory rozważania o Bogu, o doskonałości, o swojej prawdziwej naturze nie będą dla ciebie jedynie filozofią, teorią. To jest rozmowa o tym, co dla ciebie najważniejsze w życiu, o tym według czego organizujesz swoje życie i wszystkie swoje działania. Po co chcesz być bogaty? Czy nie po to, aby być szczęśliwy, bezpieczny, radosny? Po co chcesz pojechać na wakacje? Aby być przez chwilę radosny i czuć szczęście? Po co pracujesz? Czy nie po to, aby zapewnić bezpieczeństwo sobie i swojej rodzinie? Po co upiększasz się codziennie? Czy nie o to, aby poczuć miłość?

Te najpiękniejsze uczucia stanowią napęd dla wszystkiego, co robisz. To stanowi twój cel. Taki właśnie jest również cel tej książki, cel Boga, abyś zaznał tych uczuć, bo jesteś jego częścią, jego ukochanym synem. On wiecznie chce byś był szczęśliwy, kochany, radosny, wolny i bezpieczny. On jednak zna prawdę i wie, że ta drogą, która idziesz nigdy nie doprowadzi cię do tego, czego naprawdę szukasz.

Każda z tych pięknych emocji zawiera się w stanie najwyższej cudowności. Stan ten można by rzecz jest maksymalnym rozkwitem każdego pięknego uczucia. W prawdzie miłość, wolność, radość, bezpieczeństwo, pokój, szczęście są tym samym, jednym, cudownym stanem. Najwyższa cudowność zawiera w sobie je wszystkie naraz. Brak ci na razie doświadczenia, abyś mógł je widzieć jako takie same. Na razie są czymś różnym, aczkolwiek już teraz zgodzisz się, że każda z nich jest piękna. To wystarczy. Na potrzeby nauki będziesz na razie widział je jako oddzielne. Nie ma problemu. Nie będziesz jednakże musiał „zdobywać” ich wszystkich oddzielnie. Twoje pragnienie szczególnej emocji doprowadzi cię do odczuwania jej prawdziwie, to zaś doprowadzi cię do stanu najwyższej cudowności, która zawiera w sobie wszystkie inne piękne uczucia. Zresztą, sam zobaczysz i wspomnisz te słowa.

Dopiero w stanie najwyższej cudowności, w stanie bez ego odczuwasz te emocje, stany, uczucia prawdziwie. Dopiero wtedy CZUJESZ je w sobie. Nie są one wtedy dla ciebie jedynie sloganami, słowami bez pokrycia, bez uczuć. Są one przez ciebie odczuwane, miłość jest prawdziwą miłością, wolność jest prawdziwą wolnością, radość jest szczerą radością, bezpieczeństwo jest całkowite. Obecnie ty jedynie czasem ich odczuwasz, w chwilach, które nazywasz cudownymi. W pozostałym czasie zadowalasz się jedynie imitacją tych uczuć. Podróbkami, które zaproponowało ci ego. Ono nie było w stanie zamazać w tobie pamięci o prawdzie, ponieważ prawda cały czas próbuje przebić się do twojej świadomości, jednakże jest stale i skutecznie zniekształcana. Ego musi zatem proponować ci inny sposób postrzegania tych uczuć, podróbki, z których na co dzień korzystasz. Twoje postrzeganie miłości, wolności, radości jest bardzo mocno ograniczone. Przestały być tym czym naprawdę są. Przestały być uczuciem, które doświadczasz, a stały się jedynie słowami, ideami, o których myślisz i które myślisz, że doświadczasz. Tak naprawdę tych prawdziwych uczuć doświadczasz w nielicznych chwilach swojego życia, w pozostałym czasie jedynie posługujesz się słowami, a odczuwasz lęk (jak napisałem wcześniej, lęk może objawiać się na różne sposoby).

Spójrz na swoją miłość. Czym ona jest teraz? Czy to nie pusty slogan? Czy to nie słowo bez uczucia? Mówisz kocham, ale czy kochasz? Czy jest w tobie uczucie miłości? Samo uczucie kochania i bycia kochanym, pewności obecności miłości w Tobie, tej którą dajesz i którą otrzymujesz? Już dawno nie. Twoja miłość jest papierowa, jest nie poparta uczuciem. Jest jedynie tworem umysłowym, zlepkiem idei w twoim umyśle. Brak w niej uczucia. Nie dotyczy to tylko ciebie, ale i całego otaczającego cię świata. Spójrz na innych i zobacz czym jest według nich miłość. Na rożne sposoby odsuwamy od siebie esencję miłości. Miłość stała się seksem, miłość stała się przywiązaniem, miłość stała się wyrzeczeniem., poświęceniem, przynależnością. Jest wszystkim obok, rzadko prawdą, czyli uczuciem, które nią jest.

Oprócz nielicznych chwil nasze kochanie sprowadza się jedynie do potwierdzenie faktu, do potwierdzenia związku. Kocham cię, tak jest. A tak naprawdę nie idzie za tym jakiekolwiek uczucie miłości. Jest jedynie przynależność. Posługujemy się słowami, ideami, a nie prawdziwym uczuciem. Skoro jesteś moim mężem, żoną, córką, synem, przyjacielem, ojcem, matką, bratem, siostrą to kocham cię. Stwierdzamy fakt z racji pewnego powiązania. I tym faktem posługujemy się na co dzień. Mówimy, zarzekamy, przysięgamy słowa. Nie płynie przy tym uczucie miłości. Nasza miłość stała się jedynie teoretyczna. Oczywiście od czasu do czasu pojawia się w nas uczucie, ale te chwile są nieliczne. Na co dzień pozostała teoria, pozostała przeszłość uczucia, które kiedyś było, na którego podstawie deklarujemy teraźniejszą miłość. Z tym, że ta obecna miłość jest już tylko słowem, a nie uczuciem. I to działa również w drugą stronę. Nie odczuwamy, że jesteśmy kochani. Tak jak sami nie kochamy, tak nie odczuwamy miłości płynącej od innych do nas. Czujemy się kochani jedynie formalnie, brak poczucia bycia kochanym. Czujemy wciąż, że czegoś brak, że miłość teoretycznie jest to jednak jej nie ma teraz, nie ma uczucia miłości.

Czy w zamian za te codzienne złudzenia miłości nie wolałbyś, aby była ona stale przez ciebie odczuwana? Czy nie chciałbyś kochać stale i stale być kochanym? Nie tylko jako pewna przysięga w umyśle, lecz jako uczucie, którym żyjesz? Tym właśnie jest najwyższa cudowność. Jest miłością prawdziwa, taką jaką pragniesz, taka, jaka w końcu cię zadowoli. W tym stanie kochasz i jesteś kochany. Twoja miłość jest nieograniczona i nieskończona. Otrzymujesz i jednocześnie dajesz. Jest tak ponieważ jak napisałem wcześniej nie ty jesteś producentem miłości. Miłość to Bóg, to twoja rzeczywistość. Ty jedynie pozwalasz przepłynąć jej przez siebie, jednocześnie samemu jej doświadczając. Jednocześnie czujesz, że kochasz prawdziwie oraz czujesz, że jesteś prawdziwie kochany. Trwa w tobie prawdziwe uczucie. Nawet nie musisz nazywać tego miłością. Te doświadczenie mówi samo przez się. Czujesz się niezmiernie szczęśliwy będąc całkowicie przekonanym o odczuwanej miłości. Miłość widzisz wszędzie.

Podobnie jak zakochani. Gdy człowiek jest zakochany i uczucie to jest odwzajemnione miłość wręcz wylewa się z nas. Widzimy świat w różowych barwach. Nie tylko kochamy daną osobę, patrzymy na wszystko z miłością, wszystko wydaje się takie radosne i piękne. Czujemy się kochani, kochamy i nasza miłość rozlewa się na zewnątrz nas. To właśnie stan prawdziwej miłości. Podobny do stanu odwzajemnionego zakochania lecz o zintensyfikowanej sile. Czując teraz prawdziwą miłość w nas wszystko staje się piękne, wszystko jest kochane i przez wszystko jesteśmy kochani. I to nie na papierze, sztucznie, tak jak gwiazda muzyki. My wiemy, jesteśmy całkowicie pewni tego, że tak jest. Jesteśmy tego świadomi. Wiemy, że nasza miłość jest prawdziwa i wiemy, że miłość innych do nas również jest prawdziwa. Ponadto jesteśmy całkowicie przekonani, że nic tej miłości nie może zaburzyć, bo ona jest w nas, bo ona jest nami, bo to nasza rzeczywistość. Jedynie i AŻ czego brakuje naszej obecnej miłości to jej esencji, czyli odczuwanego w nas uczucia miłości. To, gdy ją odczuwamy, jako przepływającą przez nas w tej chwili, sprawia, że wiemy, że to jest to, że to jest prawdziwa miłość.

Tym właśnie jest prawdziwa miłość. Jest jej esencją a nie jej nazwą. Jest uczuciem, a nie warunkiem uczucia. Jest czymś co odczuwamy teraz, a nie czymś o czym jedynie myślimy i uważamy. Czyż nie chciałbyś odczuwać takiej właśnie miłości?

Spójrz na swoją wolność. Czymże ona jest jak nie jej wypaczeniem, jak nie brakiem wolności? Czy to nie jedynie słowa, czy to nie jedynie czcze potwierdzenie złudnej wolności? Czy twoja wolność nie jest jedynie wytworem twoich przekonań nie poparta prostym, lecz cudownym uczuciem prawdziwej ulgi, prawdziwej wolności? Jak często czujesz, że jesteś prawdziwie wolny? Twoja wolność jest złudzeniem. W tym jak postrzegasz siebie i świat nigdy nie będziesz wolny. To jedno z podstawowych oszustw ego. Cel, ze środkami ku jego nieosiągnięciu. Ego wciąż podpowiada ci, abyś zrealizował to lub tamto i wtedy na pewno będziesz szczęśliwy, na pewno będziesz wolny. Tylko zrób to. Gdy nawet uda ci się zrealizować cel postawiony przez ego jak długo czujesz się pseudo-wolny? Przez moment. Twoja wolność natychmiast jest atakowana przez te same ego, które nakłaniało cię do zrealizowania celu (odbijanie od lustra złudzeń ego). Stawia przed tobą kolejny cel do zrealizowania i obiecuje, że tym razem będziesz czuł wolność na pewno, na dłużej. I tak dalej, i tak dalej. To nie ma końca. Zrealizujesz jeden cel, pojawi się kolejny. Metoda kija i marchewki, a wszystko po to, abyś nie odnalazł drogi do prawdziwej wolności. Do prawdziwego, nieustającego uczucia.

To skuteczna pułapka, ponieważ dla większości z ludzi realizacja postawionych przez nich celów zajmuje im większość życia. Jednym z głównych wierzeń jest to, że bogactwo daje wolność. Czy faktycznie tak jest? Myślisz, że bogaci ludzie są wolni? Wciąż muszą pracować, muszą działać, aby podtrzymać swój status, swój majątek. Cały czas muszą kontrolować otaczający ich świat, aby ich pseudo-wolność nie runęła. Czy to chciałbyś nazwać wolnością, prawdziwą wolnością? Być może uznasz, że taki „poziom” wolności jest dla ciebie wystarczający, ale to kolejna pułapka. Myślisz tak, bo jeszcze tego nie zdobyłeś. Gdy zdobędziesz przestanie on być zadowalający. Spójrz na bogatych, czy cały czas nie próbują być jeszcze bardziej bogaci? Bądź mądry. Spójrz na innych, którzy zrealizowali podobny do ciebie cel i spójrz poza pozory. Czy zaznają prawdziwej wolności? Wolność, taką jak ją obecnie postrzegasz zawsze dotyczy szczególnych warunków, a nigdy nie jest całościowa. Uwalniamy się od jednego, by zniewolić się od drugiego. Zmieniamy jedno przywiązanie na inne przywiązanie. Nigdy nie jesteśmy prawdziwie wolni. Żyjemy od jednego celu do drugiego. Nawet wybierając życie na uboczu społeczeństwa zawsze jest coś do posiadania, do zrealizowania, aby czuć się lepiej.

Twoja wolność jest iluzją, jest przywiązana do realizacji czegoś, do posiadania czegoś. Zrozum tę pułapkę słów. Jak wolność może być do czegokolwiek przywiązana, jak prawdziwa wolność może zależeć od czegokolwiek? Jeżeli zależy od czegokolwiek co nie jest stałe, a nic w tym świecie takie nie jest to już nie jest prawdziwą wolnością. Dzieje się tak, dlatego, że wolność jaką rozumiemy została ograniczona do zakresu warunków. To tak jak z miłością. Wolność stała się dla nas wszystkim oprócz samej esencji wolności, samego pięknego uczucia wolności. Narzuciliśmy (za radą ego) na wolność warunki i tym samym ją niewoliliśmy. Jak zatem wolność ma być wolna?

Najwyższa cudowność dostarcza ci prawdziwej wolności. Dostarcza ci poczucia wolności i zwalnia cię z wymogu realizacji czegokolwiek w jej imię. Odbiera ci to, co więzi wolność a daje jej esencję. Nie oznacza to przy tym, że przestajesz robić „normalne” rzeczy. Przestajesz uzależniać swoje szczęście od ich realizacji. To właśnie prawdziwa wolność. Poczucie wolności bez żadnego warunku. Wolna wolność. Wolność, którą odczuwasz niezależnie od tego czy jesteś bogaty czy biedny, czy jesteś piękny czy brzydki, czy jesteś w związku czy samotny. Prawdziwa wolność jest w twoim sercu. Jest uczuciem wolności. Czy to nie dla tego właśnie uczucia dążymy do niej? Zostało to sprytnie zakamuflowane przez ego. Ważniejsze dla nas stało się realizacja warunków wolności niż samo poczucie wolności. Można odczuwać prawdziwą wolność nawet, gdy pozornie (w oczach innych) dalej twoja sytuacja życiowa więzi ciebie. Twoja wolność jest twoim uczuciem, jest twoją rzeczywistością. Czy wolisz sztuczną wolność na papierze czy prawdziwe uczucie w sobie? Idź w stronę prawdziwego uczucia, a wszystko co na zewnątrz przestanie cię więzić, choć będzie zachodzić koło ciebie.

W wolności tej masz pewność, że nic co na zewnątrz nie wpłynie na to, że czujesz w sobie najwyższą cudowność. Jesteś wolny od wszystkiego, co mogłoby zagrozić temu uczuciu w tobie. Jedynie ty sam możesz sobie je odebrać i jedynie ty sam możesz je sobie przywrócić. Wiesz, że poczucie twojego szczęścia jest zależne jedynie od twojej świadomości. Żaden zewnętrzny czynnik nie jest w stanie zagrozić temu, że nie będziesz w stanie najwyższej cudowności. Tym właśnie jest prawdziwa wolność. Jesteś wolny od wszystkiego, co cię mogłoby unieszczęśliwić. Twoje szczęście w stanie najwyższej cudowności będzie zawsze z tobą, niezależnie od tego, co będzie odbywać się pozornie na zewnątrz ciebie. I ta wolność będzie zawsze w tobie. Jak to napisano w jednej z modlitw: „wolność od zła wszelkiego”. Jest w tobie uczucie esencji wolności, ponieważ nie jesteś zniewolony przez jakiekolwiek warunki, by ją w sobie podtrzymać i podtrzymać całe piękno, którego doświadczasz. Czyż nie takiej wolności właśnie pragniesz?

Spójrz na swoje poczucie bezpieczeństwa. Czy nie jest jedynie iluzją? Odsuniętym w czasie wyrokiem śmierci, twojej lub twoich bliskich? Wierzysz w śmierć, wierzysz w zniszczenie. Czym zatem jest twoje poczucie bezpieczeństwa? Dzisiaj być może jest twoją ostoją, lecz jutro runie. Twoje bezpieczeństwo jest iluzją. Nigdy naprawdę nie czujesz się bezpieczny, bo jak masz się czuć bezpieczny, skoro wierzysz w tak wytworzony świat, skoro wierzysz w swój sen o zniszczeniu. Skoro wierzysz, że jesteś ciałem to niechybnie czeka cię śmierć (na szczęście nawet jak w to wierzysz to i tak to tylko iluzja). Widzisz ją przed oczami codziennie. Widzisz jak umierają ludzie bliżsi, dalsi, sprzed telewizora. Jak możesz się w ogóle czuć bezpiecznie? To kolejna zmyłka ego. To ono dostarczyło ci tego systemu wierzeń, ale żebyś jakoś funkcjonował myśli o twoim końcu są spychane przez niego na margines twojej świadomości. Jeżeli nie jesteś chory jak często myślisz o swojej śmierci? Prawie w ogóle. Żyjesz nie myśląc o niej, jednocześnie „budując” swoje bezpieczeństwo. Tak, jakby te bezpieczeństwo miało ci cokolwiek zagwarantować. Co więcej, twoje wierzenia na temat tego, co ewentualnie dzieje się z tobą po twojej śmierci też nie gwarantują ci żadnego poczucia bezpieczeństwa. Możesz nie istnieć, możesz zostać osądzony na twoją niekorzyść. Twoje poczucie bezpieczeństwa jest domkiem z kart. Legnie w gruzach przy drobnym wietrzyku. Ktoś bliski umrze i przestajesz wierzyć w sprawiedliwość Bożą, zobaczysz wypadek i wiesz, że to mogłeś być ty, przeczytasz o nowym wirusie i wszystkie twoje dotychczasowe zabiegi przestają mieć znaczenie. W swoim mniemaniu jesteś ciągle narażony na niebezpieczeństwo. Jutro możesz mieć wypadek samochodowy, możesz zostać zainfekowany śmiertelnym wirusem, zachorować na raka, mieć udar, wylew czy zawał. Może ktoś cię zabić z byle powodu. Nie sposób jest się przed wszystkim obronić. Nawet jakbyś zamknął się w super bunkrze z zapasami jedzenia na wiele lat to i tak wciąż będzie czyhać na ciebie jakieś niebezpieczeństwo.

Twoje poczucie bezpieczeństwa jest tylko iluzją, która ma na celu być wykonywał dalej polecenia ego. Nie dość, że są w ogóle nieskuteczne to i zabierają ci prawdziwe poczucie bezpieczeństwa. Gdy jesteś już tego świadomy to czy godzisz się na to? Twoje działania jedynie (według tego co sądzi świat) redukują o trochę ryzyko. Twoje poczucie bezpieczeństwa jest jak kredyt, niby dobrze, że jest teraz, ale niczego nie gwarantuje. Stale musisz wszystko kontrolować, by podtrzymać tę iluzję. To właśnie jest wymóg iluzji. Ciągle musi być podtrzymywana, aby wydawała się być. Czy takiego poczucia bezpieczeństwa szukasz?

Czy nie wolałbyś wiedzieć, że jesteś całkowicie bezpieczny? Czy nie wolałbyś mieć pewności ku temu, że tobie oraz wszystkim twoim bliskim nic się nie stanie? Najwyższa cudowność daje ci pewność ku temu, że nic ci nie grozi. Daje, ponieważ wraz z uczuciem dostarcza ci wiedzy ku temu, jaka jest prawda o tobie i twoich najbliższych. W stanie najwyższej cudowności poznajesz prawdę o samym sobie. Jesteś wtedy gotów przyjąć ją do siebie. Napisać, że jesteś przekonany to bardzo słabe określenie. Ty jesteś całkowicie pewny, że tak jest. Oto prawda świta do twojej świadomości. Oto, wiesz kim jesteś, to moment, w którym nabierasz pewności, że prawda to prawda, a fałsz to fałsz. Nikt nie namawia cię na to, abyś w to uwierzył, nikt nie karze ci temu ufać, czy wierzyć. Prawda przychodzi do ciebie jako pokłosie tego, co odczuwasz, a odczuwasz prawdę o tobie, twoją rzeczywistość.

Tego poczucia bezpieczeństwa nic nie zmąci, nic nie zniszczy. Tego właśnie poszukujesz. Tego właśnie chcesz. W swoim życiu jedynie czasami podejrzewasz, że może to wszystko co dzieje się wokół mnie nie jest rzeczywiste, może to tylko jakaś gra, może film, może sen. Skrycie pragniesz tego, aby ktoś (duch, święty, anioł) przekonał cię do tego, że jest to prawda. Nie musisz czekać na „odwiedziny”. Ty sam możesz przekonać się, że jest to prawda, że jesteś całkowicie bezpieczny, podążając ku najwyższej cudowności. Tam zostanie ci przywrócona pewność. I co więcej, na razie możesz być wobec tego całkiem sceptyczny. Możesz w to nie wierzyć i zapewne tak się dzieje. Nic nie szkodzi. Prawda nie jest zależna od tego, co o niej sądzisz. Prawda jest prawdą. Bądź sceptyczny, nie wierz, ale chciej sprawdzić, bo książka ta jest prostą drogą ku odczuciu przez ciebie stanu najwyższej cudowności, bez ponoszenia jakichkolwiek poświęceń z twojej strony. Wtedy będzie ci dane zaznać tego, czego naprawdę szukasz, a nigdy nie znajdujesz. Poczucia całkowitego bezpieczeństwa.

I czy doświadczysz prawdziwej miłości, wolności i poczucia bezpieczeństwa to czy nie odczujesz zarazem prawdziwej radości? Czy to nie to właśnie może spowodować w nas, że będziemy naprawdę radośni? Czymże jest twoja radość teraz? Chwilowym napływem pozytywnej emocji? Jedynie. Czemu tak jest? Bo swoją radość opierasz na chwiejnych podstawach. Jak możesz czuć się w pełni radosny, gdy wiesz, że to tylko ulotne chwile, że zaraz ktoś cię zrani, że zaraz będziesz znów w swoim więzieniu, że zaraz może stać ci się krzywda? Jak być wtedy prawdziwie radosnym? A jeżeli zamiast tego wiedziałbyś, że jesteś kochany z całego serca, jeżeli wiedziałbyś, że jesteś całkowicie wolny i że nic nie grozi tobie i twoim bliskim to jak inaczej mógłbyś się czuć jak nie prawdziwie radośnie? Radość wylewała by się z ciebie. Nic złego nie mogłoby cię sięgnąć, więc nie byłoby końca radości. Czyż nie jest to właśnie radością? Kiedy odczuwałeś radość w swoim życiu? Wtedy, kiedy byłeś świadomy przynajmniej jednego z tych uczuć. Czy nie takiej radości właśnie szukasz?

O radości, iskro bogów” – tak brzmią pierwsze słowa Ody do radości. I to jest prawdą. Tam, gdzie jest świadomość Boga i siebie samego jako jego części tam jest radość. Jest iskrą Bożą, która dochodzi do nas, gdy choć na chwilę porzucamy nasze mylne wierzenia i przyjmujemy perspektywę prawdy. Świadomość prawdy w nas jest radością i tylko radością, ponieważ nie ma wtedy miejsca na żadne złe uczucie w nas. Wszystko zostało naprawione i pozostała jedynie radość. Czy naprawdę potrzebujesz złych emocji, aby na chwilę poczuć tych radosnych? Nie. To fałsz zakrywa ci prawdę, stąd ta sinusoida uczuć. Gdy jesteś w stanie najwyższej cudowności jedynie radość towarzyszy ci. Nie ma jakiegokolwiek powodu, abyś mógł czuć się nie radośnie. Czy takiej radości czasem nie pragniesz? Czy o takiej nie marzysz? Niczym niezmąconej?

I przede wszystkim w prawdzie będziesz wiedział, że to prawda, a fałsz to fałsz! W nic nie będziesz musiał wierzyć, będziesz tego pewien. Stan najwyższej cudowności jest twoim prawem, jest tym co należy do ciebie. Jesteś częścią Boga więc wszystko co boskie: miłość, wolność, bezpieczeństwo, radość, szczęście jest twoje. Wystarczy po to „sięgnąć”. I sięgniesz po to łatwo, jeżeli chociaż przez moment spróbujesz. Nie potrzebne ci są poświęcenia jakie nakłada na ciebie kościół. Nie musisz, a nawet nie powinieneś czekać z tym do śmierci. To jest twoja rzeczywistość i nie potrzebujesz do tego pośredników. Potrzebujesz jedynie mądrych nauczycieli, aby wskazali ci twój potencjał. Sam go będziesz odkrywał w sobie. I co najważniejsze, najwyższa cudowność jest wszystkim, czego tak naprawdę w życiu chcesz i wszystkim ku czemu dążysz, dla siebie lub swoich bliskich. Nawet jeżeli przekładasz swoje dobro nad dobro swoich bliskich to wiedz, że nie sposób bardziej im pomóc niż pójść tą drogą. Gdy sam zaczniesz się uczyć prawdy tym twoim bliskim nauka będzie szła jeszcze lepiej. A pamiętaj, że nauką jest przede wszystkim doświadczenie. Nie po to piszę rzeczy, abyś miał w nie wierzyć. Piszę je po to, abyś zaczął sam doświadczać. Jedynie to będzie motywować cię, abyś podążał dalej.

Most między światami

Nie bój się samej nauki. Ona Ci niczego nie zabierze. Nie potrzebne jest jakiekolwiek poświęcenie z twojej strony. Niczego nie musisz oddawać, niczego nie musisz poświęcać. Ta droga jest łagodna i prosta. Jest piękna, bo od nieszczęścia powoli kieruje cię ku szczęściu. Każdy kolejny krok będzie bardziej radosny od poprzedniego. Powoli i spokojnie budzisz się do prawdy o sobie, o braciach i o Bogu. Nic nie jest wymagane, za wyjątkiem twojej chęci, by się uczyć, by doświadczać.

To nie jest tak, że ucząc się nagle ktoś wyrwie cię z twojego snu, ze świata twojej iluzji. To nie jest tak, że cokolwiek zostanie ci odebrane. Gdyby tak było, nadal byłoby w tobie poczucie jakiejś straty. Cała nauka poszłaby na marne. W prawdzie nie ma żadnej straty. Jest jedynie wszystko czego naprawdę chcesz. Nikt i nic nie zabierze ci niczego. Gdyby ktoś lub coś mogło bez naszej zgody wyrwać nas z tego koszmarnego snu już dawno tak by się zadziało. Lecz niczego by to nie zmieniło, ponieważ dalej byśmy wierzyli, że sen jest lepszy od rzeczywistości i ponownie byśmy zasnęli. To tylko twoja wola ma moc ku temu, aby obudzić się do prawdy.

Gary Renard w swoich książkach, za pomocą swoich mistrzów ciekawie opisał proces wyjścia ze snu. Pisze o tym tak:

Powiedzmy, że jesteś rodzicem i masz czteroletnią córeczkę, która leży w łóżeczku i śpi. Zaglądasz sprawdzić, co u niej i widzisz, że coś jej się śni; porusza się i kręci niespokojnie. Jej sen stał się dla niej rzeczywistością. Reaguje na postacie ze snu, jakby były prawdziwe. Ty nie widzisz jej snu. Dlaczego? Bo go naprawdę nie ma i twoja czterolatka nigdy nie opuściła swojego łóżeczka. Ciągle jest bezpieczna w domu, ale tego nie widzi. To jest poza jej świadomością, a jej sen stał się jej rzeczywistością. Chcesz ją obudzić, żeby się więcej nie bała. Więc co robisz? Podchodzisz i trzęsiesz gwałtownie? Nie, ponieważ to by ją wystraszyło jeszcze bardziej. Starasz się obudzić dziecko spokojnie i łagodnie. Może szepczesz jej coś w stylu: „Hej to tylko sen. Nie musisz się martwić. To, co widzisz jest nieprawdziwe. Wszystkie twoje problemy i zmartwienia, wszystkie twoje lęki i bóle są niepotrzebne, ponieważ dzieją się we śnie, który w rzeczywistości nie istnieje.

My jesteśmy właśnie tą czterolatką. Nikt gwałtownie nie obudzi cię ze snu. Ty sam musisz z niego wyjść, kwestionując jego rzeczywistość. Jeżeli jej nie zakwestionujesz to znaczyć będzie, że nadal w nią wierzysz i będzie ona trwać.

Jak już wielokrotnie sugerowałem w tej książce, nasze obecne życie przypomina sen. To bardzo dobre przybliżenie naszej sytuacji. To, co zdaje się dziać z nami i wokół nas nie jest prawdziwe, jest iluzją, snem, wytworem naszej wyobraźni. Jest tym co sami wytworzyliśmy w miejsce Nieba, które jest naszym domem. To, co widzimy we śnie jest tym, o czym myślimy i w co wierzymy. Nasza sytuacja wygląda tak, jak sytuacja tej czteroletniej dziewczynki. Stała się naszą rzeczywistością. Uwierzyliśmy, że jest prawdziwa i postępujemy zgodnie z tym, w co uwierzyliśmy. Co więcej, widzisz we śnie elementy, które zdają się potwierdzać, że dzieje się on naprawdę. Cały czas „wyszukujesz” fakty, które miałyby potwierdzać rzeczywistość snu. To są właśnie złudzenia. Nie jesteś w stanie zakwestionować ich prawdziwości, bo utraciłeś świadomość własnej rzeczywistości. Tak jak w twoich snach, które śnisz co noc. Czy będąc we śnie kwestionujesz anomalia, które w nim zachodzą? Nie. Przyjmujesz je i nie kwestionujesz ich prawdziwości. Reagujesz na nie tak, jakby były prawdziwe. Prawdziwie boisz się nawiedzających cię potworów, lękasz się śmierci, która ci ewentualnie w nich grozi, czujesz nawet ból fizyczny. Reagujesz również pozytywnie, śmiejesz się, cieszysz rozmową z innymi, czujesz miłość do postaci, które wymyśliłeś lub które symbolizują kogoś ze świata na jawie. Reagujesz na swój sen, tak jakby był rzeczywisty. To samo dzieje się na jawie. Gdy kiedyś w końcu obudzisz się poznasz, że był to tylko sen, iluzja. Teraz jest dla ciebie jedyną rzeczywistością.

Tak naprawdę budząc się każdego ranka wcale się nie budzisz. Ty dalej śnisz. Sen wydaje się jedynie bardziej wyostrzony, bardziej rzeczywisty. A śpiąc nocą śnisz sen we śnie. Dlaczego tak się dzieje? To zabieg ego, abyś uwierzył w to, że budząc się ze swojego nocnego snu jesteś w rzeczywistości. Spanie nocą ma za cel utwierdzić cię w tym, że to co jest poza twoim nocnym snem jest twoją jedyną rzeczywistością. I nie kwestionujesz jej, ponieważ widzisz kontrast pomiędzy swoim snem na jawie a snem w nocy. To zabieg ego, które w twoim śnie tak kieruje twoim postrzeganiem, aby wydawało się inne niż te, które postrzegasz na jawie. Fantazje rezerwujesz dla snu nocą, a rzeczywistość dla tego, co dzieje się gdy się budzisz. Lecz nie budzisz się, ciągle trwasz we śnie.

Czy ktoś zatem spoza snu nie mógłby cię obudzić? Budzi cię cały czas, tak jak w cytacie z Renarda, ojciec swoją czteroletnią dziewczynkę. Jesteś budzony non stop, ale nie zawsze słuchasz i nie zawsze chcesz się obudzić. Jesteś budzony poprzez różne pomoce. Sam fakt, że czytasz teraz tą książkę jest elementem twojego budzenia. Niebo dostarcza nam środków do obudzenia się na różne sposoby: inni ludzie, sytuacje życiowe, filmy, książki. Jesteś cały czas budzony, ale tak łagodnie. Nie ma innego sposobu na obudzenie cię ze snu.

Opisana sytuacja przypomina fabułę filmu Incepcja. Świat ukazany w filmie również nie jest rzeczywisty. Nieprawdą natomiast jest to, że wyjściem ze snu jest twoja śmierć. Nie. Twoja śmierć niczego nie załatwi, niczego nie zmieni. Jeden sen zamienisz na drugi sen. Ponownie narodzisz się, aby ponownie śnić. Sen zakończy się jedynie wtedy, gdy postanowisz już nie spać i postanowisz obudzić się. Choć samo budzenie może trwać pewien czas w tym wytworzonym świecie to w kontekście wieczności Nieba jest niczym. Śmierć nie może niczego rozwiązać. Gdybyś chciał popełnić samobójstwo to jak możesz się obudzić z tego świata? W tym świecie wierzy się w śmierć. W Niebie śmierci nie ma. Popełniając samobójstwo dalej wierzysz w prawdziwość swojego snu. Zatem nie budzisz się. Tak, jak Jezus pokazał poprzez swoje zmartwychwstanie – śmierć nie istnieje. Jeżeli chcesz popełnić samobójstwo to dalej wierzysz, że ona jest możliwa, a więc wierzysz w to, co wytworzyłeś. Jeżeli nadal w to wierzysz to dalej to będzie, dopóki nie przestaniesz w to wierzyć. Zatem drogi czytelniku, jeżeli planujesz stać się kolejnym samobójcą wiec jedno – nic się nie zmieni. Narodzisz się ponownie i będziesz zmagał się z tymi samymi problemami. To jest pułapka, to nie jest wyjście.

Jedyną drogą do obudzenia jest życie. Nie czekaj na śmierć i zbawienie, bo nic takiego cię nie spotka. Wejdziesz w ponowny sen – reinkarnacja. Jedyną drogą do obudzenia jest zrozumienie nieprawdziwości snu, a możesz tego dokonać jedynie żyjąc. Jak napisał Ekhart Tolle „celem jest aby nie umrzeć zanim się umrze, żeby nie umrzeć jak się umrze”. Gdy będziesz wierzył w ten świat, będziesz musiał również wierzyć w swoją śmierć. I wtedy będziesz musiał umrzeć. Na całe szczęście nie umrzesz, bo umrzeć nie możesz, jedynie śnisz o tym, że możesz. I ponownie będziesz w śnie o śmierci, by ponownie spróbować się obudzić ze swojego snu. To poprzez życie możesz się obudzić. Jesteś prowadzony do obudzenia, choć tego na razie nie jesteś świadom. To, że czytasz to jest kolejną próbą skłonienia cię do tego, być zaczął się budzić. Lecz nikt nie zmusi cię do tego wbrew twojej woli. Jeżeli będziesz chciał śnić o śmierci i cierpieniu tak się stanie, sen będzie trwał.

Przede wszystkim ty sam musisz chcieć się obudzić. Bez twojego pozwolenia nic się nie skończy. Z twoim pozwoleniem powrócisz do swojego prawdziwego domu. Jesteś częścią Boga, masz jego moc. To ty decydujesz co jest twoją rzeczywistością. Nikt nie może sprzeciwić się twojej woli. Jeżeli postanawiasz żyć dalej we śnie tak się stanie i tak będzie. Świat, w który wierzysz będzie światem bólu i cierpienia, ale to będzie twój wybór. Gdy postanowisz się obudzić twój świat zacznie się zmieniać tak, aby przypominał Niebo.

Można powiedzieć, że są dwa światy i Niebo. Jeden jest taki, który widzisz (piekło), drugi jest podobny do niego i podobny do Nieba (czyściec), trzecim ostatnim krokiem jest Niebo. To, co łączy je ze sobą jest most, po którym z łatwością możesz przejść. Sam most może przypominać chiński most nad przepaścią. Kroczysz we mgle i nie widzisz końca, lecz nic ci nie grozi. Twoja droga będzie przypominać podróż przez ten właśnie most. Jeżeli wyruszysz w podróż (a już w nią wyruszyłeś, lecz odpoczywasz na jego początku, bojąc się postawić kolejne kroki) wszystko zacnie się zmieniać. Na początku w mostu widzisz krainę cienia, ból, śmierć, cierpienie, nienawiść. Boisz się pójść dalej, bo nie wiesz co cię czeka, nie widzisz drogi. Masz jednak przewodnika (o czym napiszę w dalszych rozdziałach), który stale będzie podpowiadał ci, że nie ma się czego bać, że most jest stabilny i nic się nie stanie. Wyruszasz dalej. Na początku brniesz przez mgłę i wiatr. Kraina pod nim w ogóle nie zmienia się. W pewnym momencie kontynuacji drogi widok zaczyna przejaśniać się i zaczynasz widzieć słońce. Z każdym krokiem coraz bardziej przyświeca ci ono drogę. Nabierasz większej odwagi, by kontynuować. Widok z mostu przejaśnia się i widzisz, że kraina pod nim staje się coraz bardziej piękniejsza. Powoli zamiast bólu i cierpienia widzisz szczęście i radość. Kontynuujesz swoją drogę. Kraina cały czas zmienia się w jeszcze bardziej szczęśliwą, nabierasz przekonania, że jest to właściwa droga. Na końcu drogi nie ma już żadnej chmury, widok krainy staje się tak cudny, że nie sposób ci uwierzyć, że jest on w ogóle możliwy. Jesteś szczęśliwy, że wybrałeś się w tą podróż. Jesteś wdzięczny swojemu przewodnikowi, że poszedłeś za jego namową. Na końcu mostu czeka ten, który przyjmie cię z otwartymi ramionami, abyś zszedł z niego i wkroczył w niebiańską krainę szczęścia, miłości, wolności, radości i bezpieczeństwa. Jesteś u celu.

W ten oto sposób mona przybliżyć to, co będzie działo się w drodze, gdy postanowisz ją kontynuować. Pamiętaj, że nikt do tego cię nie zmusi. W każdej chwili będziesz mógł zawrócić lub zrobić odpoczynek. Aczkolwiek każdy odpoczynek jedynie opóźnia cię na twojej drodze do krainy szczęścia. W pewnym momencie zdasz sobie sprawę, że chcesz za wszelką cenę kontynuować swoją podróż, ponieważ będziesz widział jak zmienia się to, co dookoła siebie widzisz, choć dalej zawsze będziesz mógł zawrócić. Nie musisz się martwić również, że zabłądzisz. Twój przewodnik nie pozwoli na to. Choć czasem idąc we mgle będziesz miał wrażenie, że zbłądziłeś to jednak on będzie pewien, że idziesz prawidłowo.

Nie lękaj się zatem swojej nauki, swojej drogi. Zawsze będziesz mógł zawrócić. Będziesz prowadzony łagodnie, powoli, chyba że sam postanowisz przyspieszyć lub zrobić sobie przerwę. Nikt na siłę cię do niczego nie zmusi. Masz wolną wolę, bo jesteś częścią Boga, jesteś umiłowanym synem Bożym. Twój sen, który śnisz będzie stawał się bardziej szczęśliwy, bardziej miłujący, bardziej radosny. Powoli, wraz z postępami twojej nauki. A wraz z nimi będzie powoli postępowało twoje doświadczenie, rozumiane tutaj jako odczuwane uczucie w Tobie. Ból zmieni się w radość, lęk w miłość, nienawiść w wolność. Będziesz widział te zmiany, będą one coraz bardziej wyraźne wraz z twoją kontynuacją drogi.

Twój widziany teraz świat zmieni się. Świat będzie widziany podobnie lecz w innych barwach. Ze snu o cierpieniu przejdziesz w sen o szczęśliwości. Sen ten odzwierciedla Niebo. Będziesz postrzegał Niebo na ziemi. Teraz postrzegasz piekło, a będziesz postrzegał Niebo, jako postrzeganie najbardziej zbliżone ku prawdzie. W pewnym momencie wkroczysz do Nieba, do prawdy. Im bardziej będziesz uczył się tym bardziej twój świat będzie zmieniał się. Nigdy w przeciwnym kierunku, zawsze od piekła do Nieba. Zresztą sam to zauważysz. Ta droga nikogo nie przymusza. Nie każe ci wierzyć w coś osiągalnego jedynie po twojej śmierci. Nie każe ci ufać bez pokrycia. Ty sam będziesz doświadczał efektów kontynuowania swojej nauki. Wraz z każdym krokiem na moście twoje odczucia będą się zmieniać. Będziesz coraz bardziej radosny, coraz bardziej kochający, coraz mniej będzie w tobie lęku, nienawiści, przemocy. Wraz z tobą będzie zmieniać się świat wokół ciebie. Pamiętaj, że to jedynie twój sen, który odzwierciedla to, co masz w głowie. Dlatego też twoje postępy w nauce będą zmieniać widziane piekło w widziane niebo. Świat powoli wraz z tobą będzie się zmieniać, twoi bracia również będą się zmieniać. Twoi wrogowie staną się twoimi przyjaciółmi. Twoje wojny staną się pokojem, twoje nienawiści staną się miłością. Jeżeli twój świat będzie się zmieniał na lepsze to i twój lęk zacznie słabnąć. Skoro będziesz coraz mocniej widział, że nie ma się czego bać to i tak się z tobą stanie. To od ciebie zależy, czy chcesz takiej zmiany. Czy dalej wolisz widzieć cierpienie czy szczęście? Wolisz podróbki miłości, radości, wolności, bezpieczeństwa czy wolisz prawdziwe uczucia?

Nigdy nie jest za późno, abyś wyruszył w podróż. Obojętnie czy jesteś mężczyzną czy kobietą, czy jesteś młody czy u kresu tego życia, czy jesteś zdrowy czy chory, czy jesteś biedny czy bogaty, czy jesteś wolny zawodowo czy zajęty, czy jesteś samotny czy masz na utrzymaniu rodzinę. Ta droga jest dla wszystkich, na każdym etapie twojego życia. Wcale tak nie jest, że na tą drogę pozwolić sobie mogą jedynie młodzi, zdrowi i bez zobowiązań. Jeżeli tak by było nie byłaby właściwą drogą. Ona jest dla wszystkich. Pamiętaj, twój marsz nie będzie wiązał się z żadną stratą, z żadnym wyrzeczeniem. Być może sam zrezygnujesz z niektórych rzeczy, bo przestaną ci być potrzebne, ale sam podejmiesz taką decyzję. Nie będziesz proszony, w przeciwieństwie do kościołów różnych religii czy jakieś sekty o jakiekolwiek wyrzeczenie czy porzucenie najbliższych. Tamte drogi są fałszywe, są to kolejne lustra ego. Nie idź nimi. Niczego nie porzucisz na czym ci zależy. Twoi bracia pójdą razem z tobą. Widząc w tobie zbliżanie się do prawdy sami podejmą swoją drogę. Lecz nigdy ich nie opuścisz. To niemożliwe. Jeżeli wierzysz w jakiekolwiek opuszczenie kogoś to wierzysz w śmierć. Być może wasze drogi na chwile rozejdą się. Tak bywa, ponieważ każdy ma swój indywidualny program nauczania. Lecz nigdy nie będziecie oddzieleni. Obecnie wierzysz, że możesz być od kogoś oddzielony. To złudzenie. W Niebie jesteśmy jednością, wszyscy twoi bracia. Nie ma żadnego oddzielenia, bo nie ma ciał, są jedynie umysły. Choćbyś nawet chciał kogokolwiek porzucić to zrobisz to jedynie na chwilę, jedynie w swoim śnie, w rzeczywistości jesteś na zawsze z nimi związany. W Niebie widzisz wszystkich swoich braci, tych co żyją, tych co umarli. Wszyscy jesteśmy razem. Jak to możliwe? Pamiętaj, że czas w Niebie nie istnieje. Czas jest jedynie pojęciem wytworzonym w twoim śnie. Gdy skończy się czas w twoim umyśle, czyli gdy będziesz w Niebie, dostrzeżesz wszystko z perspektywy końca drogi czasu. Tak, jakby on nigdy nie miał miejsca i twój sen o czasie nigdy się nie wydarzył.

Nikogo również nie musisz porzucać w swoim śnie, aby móc iść tą drogą. Droga nie jest fizyczną drogą. Droga jest nauką odmiennej percepcji, odmiennego odczuwania, wierzenie w prawdę. Nie musisz porzucać pracy, nie musisz rozstawać się z żoną czy mężem, nie musisz zamykać się poza społeczeństwem. Będziesz uczył się na tym, co jest ci dostępne. To, co dzieje się w twoim śnie to materiał, na którym się uczysz. Nie musisz go zmieniać. Uczysz się na tym co masz. Też nic złego się nie zadzieje, jeżeli postanowisz zmienić materiał. Jednakże zmiana ta nie może być wynikiem twojej ucieczki lecz postępu w nauce. Od czegokolwiek będziesz uciekał wróci do ciebie jako nieprzepracowany materiał, materiał do powtórzenia. Nie znaczy to również, że kurczowo masz trzymać się sytuacji, która obecnie trwa. Czasem postępem w nauce będzie pozbycie się lęku przed zmianą i dokonanie jej. Twój przewodnik poprowadzi cię prawidłowo. Nie przejmuj się, że zbłądzisz. Wiedz jedynie to, że niepotrzebne jest jakiekolwiek poświęcenie z twojej strony. Jednym warunkiem jest twoja wola, twoja chęć.

Twoja zmiana głównie będzie polegać na zmianie twojego podejścia, twojej umysłowej, a nie fizycznej percepcji. Twój świat jest iluzją, jest nieprawdziwy, wobec tego, nie ma znaczenia z jaką formą iluzji ma się do czynienia. Ważne jest jedynie twoje podejście do iluzji. To ono będzie się zmieniać. Nie martw się, że nagle zaczniesz widzieć ufoludki bądź diabły. To pokłosie lęku ego przed zmianą. Nic takiego się nie zadzieje. Na swojej drodze nadal będziesz widział ludzi, domy, samochody itd. Nastąpi zmiana podejścia, rozumienia, poglądów, wierzeń w to co jest prawdziwe a co fałszywe. Dalej będziesz widział fałsz, lecz nie będzie on zaciemniał ci twojego obrazu, bo będziesz wiedział, że jest tylko snem. A przede wszystkim nastąpi zmiana odczuwanych uczuć. Coraz częściej będziesz czuł się szczęśliwy i radosny.

Jeżeli podczas twojej nauki będzie ci się zdawać, że coś tracisz, to nie będzie to wynikiem tego, że się uczysz. „Straciłbyś” to i bez wyruszania w drogę. Twój nauczyciel, twój przewodnik bierze to, co ma, to, co wydarzyć się ma, aby cię uczyć i prowadzić. Czasem jednak sam, w wyniku swojej nauki będziesz zmieniał swoją sytuację życiową. I będzie to twój wybór. Pamiętaj, że niczego co prawdziwe, niczego co rzeczywiste nie utracisz, a wręcz przeciwnie, coraz bardziej będziesz świadomy posiadania tego wszystkiego, co rzeczywiście piękne.

Przypomnijmy jeszcze raz, bo powtarzania o tym nigdy nie jest dość między czym a czym jest ten most. Jaki masz wybór? Zostać w starym świecie nieprawdy, bólu, śmierci, cierpienia, wojny, nienawiści, zemsty, gwałtu i zdrady a odnaleźć prawdziwy dom, spoza snu, gdzie panuje miłość, wolność, radość, bezpieczeństwo i szczęście. To są dwa różne światy. Czasem, gdy na chwilę chmury przejdą udaje ci się zobaczyć drugi brzeg mostu. Czasem, w nielicznych chwilach doświadczasz opisywanego przeze mnie piękna, prawdy o sobie. Chmury jednak szybko ponownie zachodzą i znów widzisz jedynie swój cienisty świat. I wiedz, że nie jest tak, że jest to prawdziwe. Jest to fałszem. Jest iluzją proponowaną przez ego, zaprzeczeniem Nieba, którego się boisz, bo myślisz, że to właśnie tam czeka cię śmierć, a nie tu w piekle, gdzie na około ją widzisz, choć odwracasz od niej wzrok.

To są dwa różne światy, całkowicie przeciwstawne sobie. Jeżeli jeden jest prawdziwy to drugi jest fałszywy. Światy te reprezentują to, w co wierzysz, co sądzisz o sobie, o swoich braciach i o świecie na około. Te światy są twoją wizją twojej rzeczywistości. Albo jest zaprzeczeniem Nieba albo jest Niebem.

Prawdy ego całkiem nie jest w stanie przyćmić. Dlatego czasem ją widzisz. Prawda nie musi być podtrzymywana bo jest prawdą a złudzenie musi być. Spójrz na magika. Cały czas musi kontrolować swój pokaz, abyś nie połapał się w iluzji. Przypomnij sobie swoje kłamstwa. Cały czas musisz je kontrolować, aby nie wyszła na jaw prawda. Prawdy nie musisz kontrolować, bo jest prawdą. Nie musisz jej ciągle zmyślać, aby nią była. Wystarczy, że pozwolisz jej być. To fałsz musi być stale kontrolowany, aby móc cię oszukiwać. Dlatego też jesteś ciągle zmęczony. W Niebie nie istnieje zmęczenie. Pozwolenie prawdzie na to, aby była nie wiąże się z żadnym wysiłkiem. Jedynie podtrzymywanie złudzeń wymaga wysiłku. Zmęczenie jest pokłosiem tego, że wciąż podtrzymujesz wiarę w złudzenia, w fałsz. Przypomnij sobie jak wiele wysiłku kosztowało cię ukrywanie kłamstwa przed kimś. Gdy z czasem prawda wychodzi na jaw, nie patrząc już na tego konsekwencje to czujesz powiew ulgi. Nie nosisz na swoich barkach ciężaru kłamstwa. Stajesz się lżejszy psychicznie. Zatem prawda od czasu do czasu jest ci przedstawiana. Jednakże dzięki wieloletniemu treningowi ego mylisz to, co jest jej powodem. Dlatego prawda jest prawdą, bo istnieje Niebo, gdzie nie ma ani cienia fałszu. Fałsz jest fałszem, bo prawda czasem się w nim przebija. Nie ma możliwości, aby nawet w najgorszej sytuacji życiowej choć raz nie wyszło słońce i nie ukazało prawdy. Dlatego właśnie ten świat jest fałszywy, a Niebo jest prawdą. Twoją prawdą.

Wiem, że dla niektórych czytelników to co pisze tutaj będzie brzmiało niedorzecznie, jako wypociny wariata. Mam tego świadomość. Aczkolwiek wiele już napisałem, abyś chociaż spróbował zrobić kilka kroków na swoim moście, na wypadek, gdybym jednak miał rację. Gdy spróbujesz, pomimo swojego braku wiary, szybko zobaczysz, że to co pisze może być prawdziwe. Z prostego powodu. Zaczniesz prawdziwie czuć. I będziesz wiedział, że odczucia te nie są spowodowane żadnym zewnętrznym czynnikiem, a jedynie twoim własnym umysłem. Nie każe ci wierzyć na słowo i czekać do śmierci. Wręcz przeciwnie. Spróbuj, by zdobyć swój własny dowód, będący twoim własnym przeżyciem, twoją własną chwilą najwyższej cudowności, twoją własną chwilą Nieba na ziemi. To będzie dla ciebie najlepszy drogowskaz. Ty sam to poczujesz i to już niedługo. Bez wyrzeczeń, bez poświęceń a jedynie z odrobiną chęci, z odrobiną ciekawości. A już wiesz, że tego właśnie od życia chcesz. Więc weź co twoje i co tobie się należy. Jesteś częścią Boga i należy ci się Niebo. Jedynie ty sam opóźniasz siebie przed nim.

Zakończyliśmy właśnie tę część książki. Powtórzmy w bardzo, bardzo wielkim skrócie, co zostało napisane. Bóg jest wszystkim co najpiękniejsze w życiu. Jest najwyższą cudownością, jest najpiękniejszym uczuciem. Jest miłością, wolnością, bezpieczeństwem, radością, szczęściem. Ty i twoi bracia jesteście jego częścią, zatem również jesteście stanem najwyższej cudowności. Tym, co blokuje cię przed prawdą o sobie jest lęk przed Bogiem, który jest rozumiany przez ciebie na opak, jako ktoś kto może cię skrzywdzić, kiedy w rzeczywistości jest samą dobrocią. Jak czysta dobroć mogłaby kogokolwiek skrzywdzić? Chcesz znać prawdę o sobie ponieważ jest ona tym czego naprawdę w życiu chcesz: miłości, wolności, bezpieczeństwa, radości i szczęścia. Nie lękaj się dojść do prawdy, obudzić się ze snu, bo droga jest łagodna, radosna, bezpieczna i nie wymagająca poświęceń. Nie zabłądzisz. A twoje doświadczenie wraz z twoim przewodnikiem będą cię prowadziły we właściwym kierunku.

Zacznijmy zatem kolejną część.